lektury on-line

Kategorie

Przygody Tomka Sawyera - Mark Twain - Strona 73

— Tak, Tomku, muszę przyznać, że żart udał ci się nadzwyczajnie. My tu wszyscy przez cały tydzień zadręczaliśmy się ze zmartwienia, a wyście się tam wesoło bawili. To bardzo smutne, że mogłeś być taki okrutny i pozwoliłeś mi się tak długo męczyć. Jeśli mogłeś przypłynąć na pniu na własny pogrzeb, to mogłeś i przedtem zjawić się tutaj i dać jakiś znak, że żyjesz i nic ci się nie stało.
— Właśnie — wtrąciła Mary — mogłeś tak zrobić. Ale jestem pewna, że zrobiłbyś tak, gdybyś tylko o tym pomyślał.
— Zrobiłbyś tak? — zapytała ciotka, a twarz jej rozjaśniła się nadzieją. — Powiedz, zrobiłbyś tak, gdybyś o tym pomyślał?
— Hm… nie wiem. To by wszystko popsuło.
— Myślałam, że mnie choć trochę kochasz, Tomku — powiedziała ciotka z takim smutkiem w głosie, że Tomkowi zrobiło się jej bardzo żal. — Gdybyś nawet nic nie zrobił, a tylko o tym pomyślał, to już byłoby coś.
— Ależ, ciociu, nie ma w tym nic złego — broniła go Mary. — Tomek jest po prostu roztrzepany. To taki postrzeleniec…
— Tym gorzej. Sid na pewno by pomyślał. Sid przyszedłby tutaj i wszystko powiedział. Kiedyś, Tomku, gdy będzie już za późno, przypomnisz sobie tę chwilę i będziesz żałował, że tak mało o mnie dbałeś, nawet wtedy, gdy cię to nic nie kosztowało.
— Ciociu, przecież ja cię naprawdę kocham — odparł Tomek.
— Łatwiej bym w to uwierzyła, gdybyś inaczej postępował.
— Teraz żałuję, że o tym nie pomyślałem — powiedział Tomek ze skruchą. — Ale za to śniłaś mi się, ciociu. To też jest coś.
— Raczej niewiele. Nawet kotu mogę się śnić. Ale zawsze lepsze to niż nic. A co ci się śniło?
— Wiesz, w środę w nocy śniło mi się, że siedziałaś tu przy łóżku, Sid koło skrzyni, a Mary obok niego.
— Rzeczywiście tak było. Zawsze tak siedzimy. Cieszy mnie, że przynajmniej we śnie trochę o nas pomyślałeś.
— I śniło mi się, że była tu mama Joego…
— Co? Naprawdę tu była! Co ci się jeszcze śniło?
— Oj, dużo innych rzeczy, ale już zapomniałem.
— Przypomnij sobie, postaraj się… no, potrafisz sobie przypomnieć?
— Wydaje mi się, że wiatr zdmuchnął… wiatr zdmuchnął…
— No! Pomyśl dobrze, skup się, Tomku. Wiatr naprawdę coś zdmuchnął!
Tomek przycisnął palce do skroni i myślał z natężeniem. Wreszcie zawołał:
— Już mam! Już mam! Zdmuchnął świecę!
— Jezus Maria i wszyscy święci! Co dalej, Tomku, myśl!
— I zdaje mi się, że powiedziałaś: „Co to? Drzwi się…”
— Dalej, Tomku!
— Zaraz, niech sobie przypomnę… chwileczkę… Aha! Powiedziałaś: „Co to? Drzwi się same otworzyły?”
— Jak mnie tu żywą widzisz, tak powiedziałam! Prawda, Mary? Mów dalej!
— A potem, a potem… nie jestem tego pewien, ale zdaje mi się, że kazałaś Sidowi…
— I co? I co? Co mu kazałam zrobić, Tomku? Co mu kazałam zrobić?
— Kazałaś mu… kazałaś mu… no, pójść i zamknąć.
— Na miłość boską, Chryste Panie! Nigdy w życiu czegoś podobnego nie słyszałam! I niech mi teraz ktoś powie, że sny nie mają znaczenia! Zaraz lecę do pani Harper! Ciekawe czy i teraz będzie mi mówić o zabobonach! Mów dalej, Tomku!
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Jan Biliński.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia