lektury on-line

Kategorie

Makbet - William Shakespeare - Strona 20

Tu, dobry panie.
Co tak królewską waszą mość wzruszyło?

MAKBET
Kto z was to zrobił?
PANOWIE
Co, dobry nasz królu?
MAKBET

Nie możesz mówić, że ja to zrobiłem:
Tylko mi krwawym nie potrząsaj włosem!

ROSS
Wstańmy, bo chory pan nasz miłościwy.
LADY MAKBET

Nie, nie, zostańcie, dobrzy przyjaciele!
Od lat młodzieńczych król często tak bywa;
Ale to tylko chwilowy paroksyzm,
Przejdzie jak przyszedł, bez żadnego śladu.
Baczność nań wasza obrazi go tylko,
A paroksyzmu gwałtowność podwoi.
Jedzcie, odwróćcie od niego spojrzenia. —
Jestżeś ty mężem?

MAKBET

A mężem bez trwogi,
Zdolnym bez drżenia poglądać na rzeczy,
Na których widok sam diabeł blednieje!

LADY MAKBET

Piękny mam dowód! To puste marzenie,
Obraz przez twoją malowany trwogę,
Sztylet powietrzny, który, jak mówiłeś,
Wskazał ci drogę do izby Duncana.
Drgania te, trwogi prawdziwej fałszerstwo,
Niewieściej bajce przystałyby lepiej,
Którą śród długich zimowych wieczorów,
Przy ogniu, babka rozpowiada wnukom.
Wstydź się! Co znaczą dziwaczne te miny?
Boć w końcu, tylkoś oczy w krzesło wlepił.

MAKBET

Spójrz tam! Spójrz, proszę! Czy widzisz? Co mówisz?
Ale ja z tego śmieję się. Gdy możesz
Potrząsać głową, przemów także do mnie.
Jeśli cmentarze, jeśli groby nasze
Tak nam odsyłać pogrzebanych muszą,
Niech sępów brzuchy będą naszym grobem.

/ Znika Duch. /
LADY MAKBET
Szaleństwo wszelkąż wydarło ci męskość?
MAKBET
Jak mnie tu widzisz, ja go tam widziałem.
LADY MAKBET
O wstydź się, wstydź się!
MAKBET

Nie dziś po raz pierwszy,
Ale i w starych czasach krew płynęła,
Nim ludzkie prawa złagodziły dusze,
I później nawet popełniano mordy
Nazbyt okrutne dla ludzkiego ucha.
Lecz dotąd, kiedy mózg wypłynął z czaszki,
Człowiek umierał, kończyło się wszystko;
Dziś wstają trupy, chociaż ran śmiertelnych
Dwadzieścia noszą na skrwawionej czaszce,
I z krzeseł naszych spędzać nas przychodzą:
To rzecz dziwniejsza niż takie morderstwo.

LADY MAKBET

Nasi dostojni goście w swoim kole
Widzieć cię łakną, królu.

MAKBET

Zapomniałem.
Nie uważajcie na to, przyjaciele,
Dziwna mnie czasem napada choroba,
Która jest niczym dla tych, co mnie znają.
Więc piję wasza przyjaźń, wasze zdrowie!
Śród was zasiędę; przynieście mi puchar,
Dajcie mi wina; nalewaj po brzegi!
Wchodzi Duch.
Więc zdrowie wasze i drogiego Banka,
Którego brak nam do naszego szczęścia!
Bodaj był z nami! Piję zdrowie wszystkich!

PANOWIE
Dziękujem, królu, i spełniamy toast.
MAKBET

Precz, precz z mych oczu! Niech cię połknie ziemia!
Krew twoja zimna, kości twe bez szpiku,
W błyszczących oczach twoich życia nie ma!

LADY MAKBET

Niech was to wszystko nie dziwi, panowie,
To zwykły jego paroksyzm, nie więcej.
Żal mi jest tylko, że truje nam radość.

MAKBET
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Leon Ulrich.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia