lektury on-line

Kategorie

Makbet - William Shakespeare - Strona 15

Sam to widziałem, na mych ócz zdziwienie.
Wchodzi Makduf.
Lecz otóż Makduf. Cóż się dzieje w świecie?

MAKDUF
Alboż nie widzisz?
ROSS

Czyli już odkryto,
Kto sprawcą tego najkrwawszego czynu?

MAKDUF
Ci, których Makbet własną zabił ręką.
ROSS
Przebóg! I czegóż mogli się spodziewać?
MAKDUF

Byli kupieni. Malkolm i Donalbein,
Synowie króla, uciekli obadwa,
Na nich też czynu spada podejrzenie.

ROSS

Wszystko potworne! Łakoma ambicjo,
Pożerasz sama życia twego środki!
Więc teraz, ile wnioskować się godzi.
Królewska godność spadnie na Makbeta.

MAKDUF

Już ogłoszony; na koronowanie
Do Scone wyruszył.

ROSS
A Duncana ciało?
MAKDUF

Do świętych grobów Colmes-Cill wysłane,
Gdzie przodków jego spoczywają kości.

ROSS
Czy do Scone jedziesz?
MAKDUF
Nie, do Fife, kuzynie.
ROSS
Moim zamiarem jest do Scone się udać.
MAKDUF

Bodaj tam wszystko dobrze się skończyło,
By w nowych szatach gorzej nam nie było!

ROSS
Żegnam cię, ojcze.
STARZEC

Niech cię Bóg prowadzi,
Jak wszystkich, którzy przemienić by chcieli
Co złe na dobre, wrogów w przyjacieli!

/ Wychodzą. /
AKT TRZECI
SCENA I
/ Forres. Sala w pałacu. /
/ Wchodzi Banko. /
BANKO

Masz teraz wszystko, tron, Kawdor i Glamis,
Jak ci przeznaczeń siostry obiecały;
Lękam się, żebyś najszpetniejszych środków
Do osiągnienia celów tych nie użył.
Lecz powiedziano, że tron nie zostanie
Przy twym potomstwie, że ja będę szczepem
I ojcem królów długiego szeregu.
Jeżeli prawda z ich ust może płynąć,
Jak się na tobie, Makbecie, sprawdziło,
Czemu, co było dla ciebie proroctwem,
Nie ma być także proroctwem i dla mnie,
Nie ma do góry podnieść mych nadziei?
Dość tego, cicho!

/ Przy odgłosie trąb wchodzą: Makbet, jako król, Lady Makbet, jako królowa, Lennox, Ross, Panowie, Panie i Służba. /
MAKBET
To nasz gość najdroższy.
LADY MAKBET

Zapomnieć o nim byłoby obedrzeć
Z pierwszej ozdoby wielkie nasze święto.

MAKBET

Dziś uroczystą wydaję wieczerzę,
I proszę, abyś gościem mym być zechciał.

BANKO

Racz rozkazywać, najjaśniejszy panie,
Do woli twojej moje posłuszeństwo
Na zawsze wiąże węzeł niezerwany.

MAKBET
Czy po południu masz jechać gdzie konno?
BANKO
Tak jest, mój królu.
MAKBET

Gdyby nie to, chciałem
Twojego zdania na dzisiejszej radzie
Zasięgnąć, panie, zawsze bowiem było
Mądrości pełne a w skutkach szczęśliwe.
Ale odłożym sprawę tę do jutra.
Jakże daleko chcesz jechać?

BANKO

Jak sądzę,
Podróż zabierze czas mój do wieczerzy.
Jeśli mój rumak kroku nie przyśpieszy,
Będę zmuszony od nocy pożyczyć
Jakich dwie godzin.

MAKBET

Raz jeszcze powtarzam:
Tylko się nie spóźń na ucztę.

BANKO
Nie, królu.
MAKBET

Słyszę, że krewni moi krwią zbroczeni
Chronią się teraz w Anglii i Irlandii.
Żeby nie wyznać swego ojcobójstwa
Dziwne powieści swym prawią słuchaczom.
Lecz jutro o tym, a przy sposobności
W innej też sprawie zasięgniem twej rady.
Więc na koń! Żegnam do twego powrotu.
Czy i Fleance jedzie z tobą?

BANKO
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Leon Ulrich.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia