lektury on-line

Kategorie

Nad Niemnem - Eliza Orzeszkowa - Strona 90

— Bardzo jej upodobało się u nas, przyszła spocząć… niechże stryj idzie…
Ale stary plecami przyparł się do ściany domu.
— Na co mnie? Nie pójdę… kiedy ją przywiodłeś, to idźże do niej sam…
— Kiedy mnie konie odprząc i nakarmić trzeba! — gwałtownie szeptał Jan i za obie już ręce opierającego się pociągał. — Stryjku, stryjaszku, mój mileńki! Mój rodzony! Proszęż iść… prędko… ona w gościnę do nas przyszła… proszę iść…
— Wariat ty, Janek, czy co? Ze wszystkim jak u wariata oczy błyszczą… czego ty mnie tam ciągniesz?… sam idź!
— A konie! I czy to pięknie, żeby stryj sam gościa w swojej chacie nie przywitał?… Proszęż już iść… prędzej… mój rodzony!…
Bosy i przygarbiony człowiek otulał się swą kapotą, głową w wielkiej baraniej czapce trząsł przecząco, do ściany wciąż się przypierał, ale przemoc, którą ten oszalały w tej chwili chłopak na nim wywierał, była widoczna. Wyrywając ręce swoje z jego dłoni, wpół z gniewem, wpół ze zgryzotą zawołał:
— A puśćże już! Niechajże choć buty wdzieję! Ze wszystkim wariat!
— Pójdzie stryj?
— A już pójdę… ale niech buty wdzieję…
Zniknął w głębi domu: Jan wpadł jeszcze od ogrodu.
— Niech panienka będzie łaskawa, siędzie, zaraz stryj przyjdzie… ja konie odprzęgę…
I rzucił się ku stajni, do koni.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia