— To są jaskółcze gniazda — na okrągłe otwory patrząc potwierdził Jan. — Taką ten ptak ma przemyślność, że w tej twardej i gołej skale mieszkania sobie wykuwa. Kiedyś nadmiar ciekawy byłem tych pałaców, i czy pani da wiarę? Przekonałem się, że one tam sobie, te ptaki, prawdziwe pokoje i korytarze budują… Ot, i druga leci, i trzecia, i czwarta!…
Z pokojów i korytarzy w nagiej i gładkiej ścianie wykutych ptaki wylatywały coraz liczniej, czarnymi skrzydłami i śnieżnymi piersiami na jej czerwonawym i żółtym tle migocąc i szybko spuszczając się nad wodę. Szelestem ich skrzydeł spłoszona pszczoła z odzyskaną w spoczynku siłą zerwała się z brzegu czółna i z głośnym, tryumfującym brzęczeniem wzbijając się w powietrze, w kierunku parowu i okolicy uleciała. Jan patrzał za nią.
— Ot, i uratowane pracowite, dobre zwierzątko! — z pogodnym, zadowolonym uśmiechem w oczach i na ustach z wolna wymówił.
— Zawsze to o jedną śmierć mniej, a o jedną krople słodyczy więcej na świecie — dodała Justyna, i zdawać się mogło, że pogodne zadowolenie z uśmiechu Jana na jej twarz spłynęło.
— Prawdę pani mówi! — wiosło w wodzie zatapiając odparł — umierania i goryczy wszelakich pełno na świecie, a słodycz na nim bardzo jest droga…
— Skąd pan wie o tym? — żywo zapytała.
Popatrzył na nią długo, dziwnie, z trochę ironicznym uśmiechem w oczach.
— Państwo myślą — zaczął — że człowiek w prostym stanie będący uczucia swego i swoich myśli nie ma. Ale może w tym jest pomyłka…
Chciał coś jeszcze mówić, ale powstrzymał się, usta mu tylko drgnęły, krewkim ruchem czapkę na czole poprawił i żywiej wiosłować zaczął.
— Wiem i wierzę — z powagą rzekła Justyna. Uśmiechnął się znowu i ręką skinął.
— Co pani wie? — trochę porywczo rzucił.
— To prawda — odpowiedziała i cała rumieńcem spłonęła.
Jemu we wpatrzonym w nią wzroku zagrał żal.
— Nie ma czego wstydzić się ani smęcić — łagodnie już przemówił — tak już pani urodziła się i uczyła się też czego innego…
W tej chwili usłyszeli żałosne skomlenie psa i przewlekłym, gapiowatym głosem wymówione:
— Dobry wieczór państwu!
Źródło tekstu: Wolne Lektury.