lektury on-line

Kategorie

Nad Niemnem - Eliza Orzeszkowa - Strona 47

— Widzi tatko? motylki… o! jakie motylki… ale w ogrodzie ładniejsze… Julek mówił, że za miesiąc będą już rybacy łowić *jacicę* … wie tatko, w nocy… na czółnach… z takimi ogniami… Czy tatko kiedy łowił z rybakami *jacicę*? Julek mówił, że te takie malusieńkie, malusieńkie motylki… dla ryb, widzi tatko, na przynętę…
— Widziu! — zaczął Korczyński, w twarz małego syna patrząc tak, jak może dotąd nigdy nie patrzał. — Widziu, słuchaj, Widziu!
— Co, tatku?
— Lubisz ty te malutkie, białe motylki.
— Lubię, tatku, takie ładne…
— A Niemen lubisz?
Dziecko aż nóżkami zatupało.
— Tateczku, żeby tateczko wiedział, jak to dobrze pływać i ryby łowić!… Ja z Julkiem dziś pływałem… on złowił szczupaka… wie tatko, na sznur… a ja na wędę dwa kiełby, takie śliczne, śliczne kiełbiki…
— A las lubisz, ten co za Niemnem?
— Aj, tateczku, my z ciocią Martą i z Justynką w niedzielę do lasu sobie popłynęli, grzyby zbierali i tak było wesoło, wesoło…
Grube ramię mężczyzny coraz silniej obejmowało szczupłe ciałko dziecka i duże, ponure oczy miękły i promieniały topiąc się w czystych, błyszczących, ruchliwych źrenicach dziecięcych.
— A tatka kochasz? A?
Na pomarszczonym czole, szorstkich policzkach i długich wąsach Korczyńskiego nie było takiego miejsca, którego by nie ucałowały śmiejące się i świeże usta jego syna. Był to swawolnik i wisus, jakich mało; nie tylko w całym domu, ale i w całym Korczynie słychać go było. Kiedy go do nauki napędzano, krzyczał: „Nie dręczcie mnie!” i biegł co siła na folwark do parobkowskich dzieci czy w pole do żeńców albo pastuszków; ale czasem sam, z dobrej woli, zaczynał uczyć się żarliwie, z książką zaszywał się w takie kąty, że go wynaleźć było trudno, a gdy mała siostra raz zachorowała, niańczył ją i bawił całymi dniami, tak że aż sam pobladł i schudł… Korczyński na to dziecko swoje patrzał teraz długo i z zamyśleniem głębokim. Myślał, patrzał i uśmiechać się zaczął.
— Oj, ty, nadziejo moja!
Chłopczyk aż krzyknął, tak mocny i szorstki całus przygniótł mu mały policzek. Korczyński z rozweseloną twarzą rzekł:
— Poproś cioci Marty, aby mi tu przysłała kurcząt, mleka kwaśnego, malin i wszystkiego, co chce… Jeść mi się zechciało diabelnie!
Tej nocy jeszcze bratu odpisał w sensie przeczącym.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia