lektury on-line

Kategorie

Szewcy - Stanisław Ignacy Witkiewicz - Strona 47

/ Na Księżnę z góry spuszcza się druciana klatka, jak dla papugi — Księżna zwija skrzydła. /
SCURVY
/ wśród ciszy /
O — jak boli w sercu — to od papierosów — naczynia wieńcowe zniszczone — rotten bulkheads —

Tyś bólów wszystkich król —
Tyś to? Fizyczny ból —

Tfu, do czorta! Pękła mi aorta!
/ Umiera i leży jak długi na wyciągniętym łańcuchu. /
KSIĘŻNA
/ słychać dalekie tango /
Zawył się na śmierć z pożądania. Pękło mu serce, a pewno wszystko inne też. Teraz bierz mnie, który chce — teraz bierz! Jestem podniecona tą śmiercią jego z pożądania niesytego do mnie do niewiarygodnych granic! Tylko kobieta może…
/ Wchodzi dwóch Panów ubranych w angielskie garnitury. Księżna bełkoce dalej coś niezrozumiałego. Oni rozmawiają cicho, idąc od prawej ku lewej. Przekraczają obojętnie leżących pełzaków i trupa prokuratora. Za nimi krok w krok idzie Hiper-Robociarz z termosem miedzianym w ręku. /
JEDEN Z PANÓW: TOWARZYSZ X
Więc słuchajcie, towarzyszu Abramowski, ja rezygnuję na razie z upaństwowienia kompletnego przemysłu rolnego, ale nie jako kompromis.
DRUGI Z PANÓW: TOWARZYSZ ABRAMOWSKI
Oczywiście, prześwietlenie ideowe tego faktu będzie takie, że oni muszą to zrozumieć jako tylko i jedynie czasowe przesunięcie…
/ Bełkot Księżnej staje się artykułowany. /
KSIĘŻNA
…z matriarchatu ultrahiperkonstrukcji, jak kwiat transcendentalnego lotosu spływam między łopatki Boga…
TOWARZYSZ X
Zakryć tę małpę, jak papugę, płachtą jaką. Niech przestanie świergolić i skrzeczeć. Do fufy z matriarchatem. Straszny Hiper-Robociarz biegnie i zarzuca na klatkę czerwoną płachtę, którą mu podał z walizki Fierdusieńko. Otóż słuchajcie, towarzyszu Abramowski, byle tylko utrzymać się na samym punkcie rozpaczy… Tyle kompromisu, ile tylko absolutnie koniecznie — rozumiecie: ko-nie-cznie — potrzeba. Może matriarchat przyjdzie z czasem, ale nie należy robić z niego hałaśliwej jakiejś gaskonady zawczasu.
TOWARZYSZ ABRAMOWSKI
Ależ oczywiście. Szkoda tylko, że my sami nie możemy być automatami. Po posiedzeniu weźmiemy tę małpę ze sobą.
/ Wskazuje Księżnę, której nogi widać tylko pod płachtą. /
TOWARZYSZ X
/ przeciąga się i ziewa /
Dobrze — możemy razem. Muszę mieć jakąś detantę — odprężenie. Przepracowałem się ostatnio na glanc.
/ Nagłe jak piorun spadnięcie żelaznej kurtyny. /
GŁOS STRASZLIWY

Trzeba mieć duży takt.
By skończyć trzeci akt.
To nie złudzenie — to fakt.

Koniec aktu trzeciego i ostatniego
6 III 1934
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia