Ja nie mogę uszyć tych po trzykroć zawomitowanych astralnie buciorów. Wszystko leci mi z rąk przez to ohydne, erotyczne podniecenie. Ja nie mogę już i wiem, że nie zrobię, a z rozpaczą robię dalej, bo jednak umrzeć z tego nienasycenia byłoby ohydną gaskonadą losu — bragadocie jakieś — czort wie co! O — teraz wiem, co to są buty, czym jest kobieta, życie, nauka, sztuka i socjalny problem — wszystko wiem, ale za późno. Napawajcie się moją męką, wampiry!
/ Zaczyna wyć — już nie skomleć — po prostu wyje dziko i żałośnie, a Sajetan gada wciąż nieartykułowanie z gestykulacją bajeczną. /
II CZELADNIK
/ ubierając Księżnę /
Zupełna pustka — już mnie nic nie bawi.
I CZELADNIK
Ani mnie. Coś w nas trzasło i już nie wiadomo, po co żyć.
KSIĘŻNA
Macie to, czegoście chcieli, co my, arystokraci, czuliśmy zawsze. Jesteście po tamtej stronie — cieszcie się.
SAJETAN
/ słowa wyłaniają się z ciągłego bełkotu i giną w nim na powrót /
…na szczytach zawsze tak, bracia moi, ponurzy bracia w pustce…
/ W głębi wyrasta nagle czerwony piedestał — może być katedra prokuratora z II aktu. /
KSIĘŻNA
Na piedestał, na piedestał mnie co prędzej! Nie mogę żyć bez piedestału!
Trzymajcie mnie, trzymajcie mnie, ach na tym piedestale.
Bo się za chwilę cała z niego sama, ach, na pysk wywalę!
Oto staję w chwale najwyższej na przełęczy dwóch światów ginących!
SCURVY
Przebaczcie mi, towarzysze w męce, bo — nie blagujcie — męczycie się wszyscy — nie mówię tego na pociechę dla siebie, tylko to tak faktycznie jest — przebaczcie, że zawyłem tak, jak nieboskie stworzenie, hańbiąc tym rodzaj ludzki, ale doprawdy jużem nie mógł — no nie mógł jużem i szlus!
/ Ciska but po paru szalonych wysiłkach zginania i szycia grubego płata skóry — robi to na siedząco. Po czym zaczyna pełzać na czterech łapach w kierunku Księżnej, wyjąc coraz gorzej. Łańcuch go wstrzymuje i tu wycie Scurvy'ego staje się wprost strasznym. /
PUCZYMORDA
Wytrzymać nie można w tym płaskim burdygielu — do siebie tak, jakby były wypukłe. Moje, faszystowskie, bo faszystowskie szpryngle były lepszej marki. I to mój były minister! Taż to, panie, jest szkandał — jak mówią w Małopolsce — ten bezmiar upodlenia! Ale to tak sugestionuje jakoś, że ja bym chciał też jakoś tego… Sajetan bełkocze ciągle. O psiakrew! — A jeśli ja nie wytrzymam i też ukorzę się przed tym nieludzkim babiszonem? po pauzie No to ostatecznie nic strasznego — korona mi z głowy nie spadnie. Zupełny cynizm — o to, to!
/ Złazi z worka i balansuje na boki, odwrócony przodem do publiki. /
SAJETAN
…balansuj Se, balansuj, a jak raz wpadniesz, to od tej wewnętrznej czci dla niej się nie wywiniesz…
KSIĘŻNA
/ woła, mówiąc po rosyjsku „nieistowym” głosem /
Źródło tekstu: Wolne Lektury.