lektury on-line

Kategorie

Szewcy - Stanisław Ignacy Witkiewicz - Strona 28

Problem maszyny zostawiliśmy chwilowo na boku: maszyna jest zbyt zbanalizowana — wiadomo wszystko — dorżnęli ją zaś futuryści — brrrrr… zimno się robi na sam dźwięk słowa „obrabiarka”!
II CZELADNIK
Maszyna to tylko przedłużenie rąk — zrobiła się, wicie, taka akromegalia — trzeba ciąć. Część maszyn będzie zresztą zniszczona w naszej koncepcji cofnięcia kultury. Wynalazcy będą karani śmiercią w torturach.
SAJETAN
/ olśniony nagle nową ideą /
Jestem wprost olśniony nową ideą od środka! Hej, chłopcy: rozwalmy te nędzne, dziecinne balaski i pracujmy wraz natychmiast jak diabły. Bierwa się! Dumping ręczno-butowy! Tera jabo nigdy! Hej! Hej!
I CZELADNIK
Ale co będzie dalej?
SAJETAN
Choćby na pięć minut użyjemy za dziesięciu, nim nas skują i zmasakrują. Życie jest jedno — nie myśleć nic. Gwałt pracowników nad pracą — o, hej!!
CZELADNICY
A walmy! Abo — abo! Sturba wasza suka! Niech ta! Co nam tam! He, he!
/ I tym podobne wykrzykniki. Rzucają się wszyscy trzej, „w mig” rozwalają balaski i ciskają się jak głodne bestie na zydle, narządka szewskie, zwoje skór i buty. Zaczynają gorączkowo, zaciekle pracować. Tymczasem Scurvy narzuca swą czerwoną togę na więzienny strój Księżnej — w którym ona wyjątkowo ponętnie wygląda — stoją zgrupowani na katedrze. On trzyma ją w objęciach. Mizdrzą się. /
SCURVY
/ z czułością /
Ty mój mały prokuratorze: zacałuję cię dziś na śmierć.
KSIĘŻNA
/ na tle sapania szewców /
Ohydny musisz być w erotyzmie, sądząc po tym dowcipku. Przynajmniej milcz — lubię, gdy to się odbywa jako milcząca, ponura ceremonia upodlenia samca w absolutnej ciszy — wtedy wsłuchuję się w wieczność.
SAJETAN
/ sapiąc /
Tu — dawaj dratwę — bij — tu ją tak…
I CZELADNIK
/ sapiąc /
Macie — tu prędzej — hej, kołek — daj skórkę…
II CZELADNIK
/ sapiąc /
Przyklapnąć toto — o tak — zaklep — szyj — prać — gwazdrać — gwajdlić…
/ Coś zaczyna być wariackiego w ich pracy. /
SCURVY
/ z naciskiem /
Patrz, kochanie, za gorączkowo pracują. W tym jest coś strasznego. Mówię to z prawdziwym naciskiem, po prostu podkreślam to. To nowa epoka jakaś się zaczyna czy co, u diabła starego?!
KSIĘŻNA
Cicho — patrzmy — to straszne! Ja tylko co byłam w tym świecie. Tyś mnie uwolnił, kochany!
SAJETAN
/ odwracając ku nim głowę, z ironią /
Za gorączkowo pracują! Abezjańska róża! Tyś nigdy tego nie rozumiał. Praca! w natchnieniu dzikim wali młotem; tamci wyrywają sobie wszystko; leci im to z rąk; jęczą głucho w zapale O, praco, praco! — Za ciebie, ale tobie nie zapłacą! Precz z tym! To te głupie prorocze wierszydła! Ja jestem realista. Dawaj — masz go — gwóźdź. O, gwoździu, dziwny gościu podbutowy — któż twoją dziwność oceni? Dziwność pracy! Czyż jest wyższa marka dziwności? — Wziąwszy pod uwagę ohydną pospolitość tej ostatniej — to jest pracy. Kuj! Wal! Ręce się palą — flaków nie starczy — rżnij, smaruj i pal — potem się chwal, póki nie wbiją na pal. Ciągle te sobacze wieszcze rymy — psiakrew!
II CZELADNIK
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia