lektury on-line

Kategorie

Szewcy - Stanisław Ignacy Witkiewicz - Strona 35

Dość! do Sajetana Wyście, majstrze, mimo zasług, pryk starej daty — nic wam do naszego młodego życia. My nie nawóz jako wy — my sama jądrowatość przyszłości. Mówię źle, bo natchnienia nijakiego ni mom — niech se samo gada we mnie, jako chce. Otóż com kcioł rzec: wy tylko nas zniechęcacie tą całą waszą, do kupy starej, niepotrzebną, zafirkaną analityką, której narzędzia jeszcze burżujskie lokajczyki, Kant i Leibniz, stworzyli. Wont z tym jednym z drugim na przechwistany dymulec — hej! hej!
SAJETAN
A cichajcie se, janiołowie niebiescy! A dyć to je dialektyka pirsej wody kublastej. A to jezdem zdumiony w najwyższym stopniu! Więc to ja mam iść precz, jak ten zużyty gwint, jako wytarty burżujski puffon, jako złamany czy wykruszony bideton jaki? Coo?
II CZELADNIK
/ stanowczo /
Tak, macie. Zaplugawił się wam język tym burżujskim plugastwem na glanc. Już nawet gadać nie potraficie, jako trza. Kompromitujecie ino rewolucję.
SAJETAN
Ludzie na świecie! Co ja przeżyć muszę!!
I CZELADNIK
Cichajcie! — Już ja wiem tera, jaka mi to intuicja tę złotą siekierę ausgerechnet tu rzuciła. Zakatrupimy was jak ofiarnego byka. Wciornasci, mnie suka ścierwo mierzi! Bede walił, bede kopsał! Jędrek — trzymaj kaftan!!
/ Zrzuca piżamową kurtkę. /
KSIĘŻNA
/ bardzo, wyjątkowo arystokratyczna /
Ależ brawo, Józek! To mi idea dopiero jak psu igła kocia z wielbłądziego worka. Nie wiedziałam, że się aż tak ubawię. Tylko długo konajcie, Sajetanie — ja to tak lubię, wicie, moiściewy. Ja wam pokażę, jak trzeba bić, aby rana była śmiertelna, a konanie nieco przydługie — hehe.
II CZELADNIK
Nie podniecaj mnie, babo, gadaniem takich rzeczy do czarnego szału, bo…
KSIĘŻNA
/ łagodnie /
No, cicho, Jędrek, cicho.
I CZELADNIK
No, majster, gotujwa się na śmierć czy jak tam, czy tu — zabyłek se po szewsku gadać. Równo stać!!
/ Mówi to jak komendę wojskową. /
SAJETAN
Ależ, Jędrzeju drogi, kochany czeladniku pierwszy, przecież to nonsens nad nonsensami będzie i plama na nieskalanym ciele naszego przewrotu, prawie że niepokalanie poczętego. Ja już bez żadnych pretensji będę żywą mumią, takim dobrym wujciem, nawet nie ojcem rewolucji. Nie będę gadał nic — będę siedział se w szafie jako zabalsamowany symbol. Będę milczał jak mysz do kwadratu pod czterema miotłami — staram się tu was udobruchać dowcipem — ale coś mi się widzi, że to udobruchanie nie idzie mi dobrze, choć Boy przecie całe społeczeństwo względem siebie tyle ciężkich lat tą metodą dobruchał i do swego się wreszcie, sturba jego suka, dodobruchał. Przysięgam na wszystko, co święte, że stulę pysk jak różę wielolistną i wonną — tylko nie bijcie, na dobrosierdzie Boże!
II CZELADNIK
A co dla cię święte, dziadu, jeśliś ty, przez długi ozór twój, nam złudzenia najistotniejsze — nie złudzenia, co mówię? — bodaj mi ten ozór usechł! — jądra naszego światopoglądu twą mroczną dialektyką starczej pustki, dokonanego na marginesach istnienia żywota, wyekstyrpować łacnoś chciał? Co?
SAJETAN
Zżymam się na samą myśl…
I CZELADNIK
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia