Parszywe, prokuratorskie, w ujemnym znaczeniu mówię — nie ciskaj się pan tak zaraz jak ryba — [znawstwo] w którym znawca wszystkich, a pokąd i siebie, za różnorodne tylko świnie uważa, nie jest znawstwem życia istotnym. A zresztą może jest w tym i racja, ale to jest [jak] z tą płytką zasadą, że nawet altruizm jest egoizmem — tu dotykamy rzeczy zasadniczych, że istnienie bez istnienia indywidualnego i wielości ich jest nie-do-pomyślenia. Ale wróćmy do poprzedniego, mimo że dzisiejsza zidiociała publika rzyga od trochę przydługich i co mądrzejszych rozmówek. Otóż niech pan naprawdę dobrze pomyśli: niech pan wyjdzie pierwszy przed front i zniesie wszelkie bariery narodów, a zapanuje złoty wiek ludzkości: to jest banał; co miała dać kultura narodowa, to dała — po co mamy żyć przywaleni jej gnijącym ścierwem? Po co, pytam się? Przecie pan w przyszłość ludzkości, w tej formie właśnie, nie wierzy?
SCURVY
Sajetanie, Sajetanie! Czyż na to trzeba było kory mózgowej u pewnych jaszczurów w jurze i triasie, aby stworzyć coś tak promiennego i ohydnego zarazem jak rodzaj ludzki?
SAJETAN
Nie wymiguj się od odpowiedzi! Co cię wstrzymuje? Przecież jawnie kłamiesz. Widzę to czysto, powiadam, intuicyjnie: nie jesteś ciasnym fanatykiem nacjonalizmu zaborczego, że tak powiem już ultradelikatnie.
SCURVY
/ wymijająco, ale wsiotaki z rozpaczą, cholera /
Nie macie pojęcia, co za tragedia…
SAJETAN
On mi tu będzie swymi tragediataliami głowę zawracać! Moja — to jest tragedia prawdziwa! Ja widzę prawdę ostateczną całej ludzkości i przez to, że jom widzem właśnie, moje osobiste życie upływa jak najczarniejszy, kloaczny nieomal koszmarek, gdy wy pławicie się w dziwkach i majonezach.
OBAJ CZELADNICY
/ ryczą /
Haaaa! Haaaaaa!!
SCURVY
Dziwka w majonezie! Czego też taki biedak nie wymyśli! Muszę spróbować!
SAJETAN
Odpowiadaj, sturba twoja suka, bo ci ośrodek sumienia sparaliżuję fluidem skupionej we mnie woli milionów.
SCURVY
Natchniony starzec — rzecz dziś niezmiernie rzadka.
SAJETAN
Hej, hej, prokuratorze; coś mi się widzi, że niezadługo pożałujecie tych tanich słówek!
SCURVY
/ poważnieje i miesza się /
Sajetanie, czyż nie widzicie, że maskuję przed wami potworną tragedię mego położenia realnego i straszliwą wprost pustkę wewnętrzną? Poza tak zwanym problemem Iriny Wsiewołodowny nie ma we mnie dosłownie nic — wyjedzona skorupka od nigdy niebyłego raka. Witkacy, ten zakopiański zagwazdraniec, chciał mnie namówić na zajmowanie się filozofią — i tego nie mogłem nawet zrobić. Jak ona przestanie się nade mną znęcać, po prostu przestanę istnieć, a żyć będę musiał z przyzwyczajenia.
SAJETAN
I żreć te wąparsje w sosach nieomal astralnych, gdy my tu łapiemy sześć wszy na minutę, nie śpimy wcale od ciągłego swędzenia, w zimie marzniemy, a w lecie dusimy się od upału w smrodzie nieomal transcendentalnym i stałym wszechstronnym rozdrażnieniu wszystkich zmysłów, dochodzącym do szału, w nienawiści, zawiści i zazdrości w potęgach wprost niewyrażalnych słowami, a tylko pchnięciem…
/ Robi gest. /
SCURVY
Źródło tekstu: Wolne Lektury.