lektury on-line

Kategorie

Szewcy - Stanisław Ignacy Witkiewicz - Strona 26

A dyć to je wstyd, psiokrew zapowietrzona! To je inteligencka trajdocha! Taż ja to wiem już, że teoria względności w fizyce nic nie ma do czynienia ze względnością etyki i estetyki, i dialektyki, i tak dalej! — tamda-lamda, tramda-lambda! Nie bedem gadał — rzygać się od tej gadaniny ino chce. Hej, hej! — Sajetanie — nie będziemy gadać niepotrzebnych rzeczy — takośmy ta se wtedy gadali — a tera co? Ileśmy tych niepotrzebności nagadali, a pracę nam dali obejrzeć z takiej strony, że nikiej landryga podmiejska w niedzielę ponętną nam się stała. Takie dałem porównanie, bo na te prawdziwie ładne panny ze świata to ja nawet nie reaguję, wicie, płciowo zupełnie — za ładne są, suka ich rwań zachlebiona — za ładne i za nie-dostępne! powtarza z rozpaczą I na równi mi się chce buty szyć, jak dziwek prostych, ordynarnych! obłędnie spokojnie Dajcie pracy, bo będzie źle! z okropną rezygnacją Ale co to kogo obchodzi? To mówię z okropną wprost rezygnacją, dla nikogo dziś niepojętą.
SCURVY
/ śpiewa za sceną /

Znudziły mi się wszystkie famdiumondy
I zwykłych dziwek mi się wprost potwornie chce.
Chciałbym mieć nowe całkiem dziś oglądy.
A potem zrobić coś takiego bardzo „fe”!

/ Księżna nasłuchuje bardzo uważnie. /
II CZELADNIK
/ do I Czeladnika /
Nie będziesz do społeczeństwa jak do matki mówił i się do niego modlił, bo cię nie zrozumi i jeszcze ci w pyzdry kopniaka za te umizgi dziecięce da — hej!
SAJETAN
O, nie mówcie tego „hej” — nie używajcie go, na Boga! Nie przypominajcie mi tych czasów na zawsze minionych! — „o, ma mignonne” — bo mi się wątpia drą z żałości tak plugawej i nijak nieestetycznej, że wstyd mi okropnie i wstręt taki do siebie mam, jakbym był żywym karaluchem we własnej gębie. Hej, hej!
/ Na katedrę wbiega Scurvy i dziwnie się zapina jakoś (marynarkę i tego) i zaciera ręce. Księżna obserwuje go bardzo badawczo — ostentacyjnie nieomal. /
SCURVY
Zimno, psiakrew, siarczyste we wszystkich ubikacjach tutejszych — mrozik bierze. Będą mi dziś smakować po tym wszystkim smażone meksykańskie mątewki. Tango z oddali. A przedtem pójdę na ślizgawkę przy muzyczce. wącha w przestrzeń Potworny smród — to dusze ich gniją w bezczynności ohydnej, rozkładającej ich w zdechłą marmoladę.
KSIĘŻNA
/ zabierając się do pracy /
To jest sadyzm — to moja sfera i tereny.
SCURVY
/ histerycznie /
A, już nudzi mnie to, do wszystkich diabłów! Jak będziecie tacy, każę was wszystkich powywieszać bez sądu! Od czego mam władzę? A? To by był wyczyn sportowy pierwszej klasy. O władzo — jakżeż otchłanne — tak, otchłanne i wonne są twoje pokusy.
KSIĘŻNA
/ przestaje szyć buty /
Wiesz, Scurvy, Scurviątko biedne i niedojdowate: zaczynasz mi się teraz dopiero podobać. Ja muszę przejść przez wszystko w życiu, poznać najgorsze, zapluskwione nory duszy i krystaliczne szczyty niedosiężne w księżycowe noce bez dna…
SCURVY
Co za styl sobaczy — taż to skandal…
KSIĘŻNA
/ nie pesząc się bynajmniej /
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia