KMIEĆ
Obyś, jasna pani, nie pożałowała markotnie słów tych butnych a junackich nie w porę.
KSIĘŻNA
Stul pysk, chamie, bo się wyrzygam z niesmaku. Lechoń byłby niezadowolony, że tak mówię, bo on zna tylko księżne z fajfów w Em-es-zecie! A ja jestem taka i będę, chełbia wasza wlań świecąca.
SAJETAN
/ władczo /
Dość kłótni! Dzięki wam, kmiecie w pseudoszlachcickich ambicyjach znieprawione, odzyskałem utraconą pozycję i zawrę z wami pakt nieomal iście książęcy. Swobód pańszczyźnianych negować wam nie myślę. Musicie stworzyć dobrowolny zbiorogosp, z akcentem oczywiście na ostatnią sylabę…
KMIEĆ
/ rozstawiając ręce /
Nie rozumiemy cię, panie. My tu przyszli z dobrą wolą, jak równy z równym gadać; bo chłop na zagrodzie zawsze w modzie, mocium panie tego, a każda morda dobra jest do korda, a z dobrego pługa nie zrobisz, asińdziej, kańczuga.
I CZELADNIK
Zacofane plemię — jakbym jakieś echa ślachcickie, sienkiewiczowskie jeszcze słyszał. Oni się dopiero uślachcają — taż to skandal — przekładaniec ewolucyjny anachronicznych warstw pirszej klasy.
KMIOTEK
Będę się streszczał: my tu przyszli z chochołem samego pana Wyspiańskiego, z którego idei nawet faszyści chcieli zrobić podstawę metafizyczno-narodową ich radosnej wiedzy o użyciu życia i użyciu państwa dla celów samoobrony międzynarodowej koncentracji kapitału, a także…
SAJETAN
Milcz, chamie, bo dam w pysk!
KMIOTEK
Nie dałeś mi pan skończyć i wyszedł krwawy nonsens à la Witkacy. Ja znam waszą krytykę… e, co tam! Śpiewajmy lepiej — przez muzykę pojmą nas — no:
Przyszli my tu z tym chochołem
I z tym sercem naszem gołem.
DZIWKA
/ wysuwa się na pierwszy plan z tacą, na której dyszy wolno wielkie jak u tura serce — mechanizm zegarowy /
Mówić chcemy po wyspiańsku,
A nie nowocześnie drańsku.
Z nami jest ta „dziwka bosa”
Ino teraz się obuła dla przyzwoitości, bo jakże tak między ludzi boso — wicie — haj!
/ śpiewa dalej /
Co świat cały zbawić miała.
Ja kosynier — moja kosa
To jest siła moja cała.
I CZELADNIK
Przebrzmiałe symbole! Dziwek bosych mam, ile chcę, ale to są najładniejsze tancerki kraju i z ich nogami mogę robić, co mi się żywnie podoba.
KSIĘŻNA
/ zrywa się gwałtownie i zrzuca pantofelki i pończochy; wszyscy patrzą i czekają /
Ja mam najpiękniejsze nogi na świecie!!
SCURVY
/ budząc się — wyrżnął łbem w podłogę /
O, nie mów tak! O czemuż, czemuż zasnąłem, nieszczęsny! Obudzenie się każe mi całą mękę przeżywać od nowa! Wyrażam się górnolotnie, bo nic już do stracenia nie mam — nie boję się nawet śmieszności.
SAJETAN
Cicho tam, szumowiny! — tu są ważniejsze rzeczy niż wasze nogi i zwierzenia, do kmiotków Więc co dalej?
KMIOTEK
Śpiwajma chórem
/ śpiewają chórem /
O lo Boga, lo świentego,
Coby nic nie było złego,
O lo Boga, lo świentego,
Coby nic nie wyszło z tego.
/ do Dziwki /
Śpiewaj à tue-tête, dziwko bosa, tymczasowo tylko obuta.
DZIWKA
/ głosem skrzeczącym à tue-tête /
O lo Boga, lo świentego, Coby nic nie było z tego.
KMIEĆ STARY
O na ten tryjant Boży
Niech nam kto we łby włoży
Mądrość, jaką się da,
I dalej w nas ją pcha!
Cha, cha!
SAJETAN
Źródło tekstu: Wolne Lektury.