…i na dożywocie sobie tu osiedli, co wcale przy dzisiejszej procedurze niemożliwe nie jest. A wasza rewolucja może nadejść akurat tak na dobę, dajmy na to, po waszym sowicie zasłużonym zgonie od zgnicia na wilgotnej słomie: „sur la paille humide”, jak mówią Francuzi — nuci o Francuzi, czyż bez ceny słów francuskich naszych blask?… tamci bledną najwyraźniej i rozdziawiają gęby, i padają na kolana Ha — bledniecie wyraźnie, kotki me, i gęby się wam tak śmiesznie jakoś rozdziawiają, i czuję ból i rozkosz — ten dla pewnych typów najwspanialszy koktejl uczuć, w którym beznadziejność istnienia, razem z jego najgłębszą niepowrotną cudownością, najgłębiej się przeżywa. Wpada wepchnięty przez Strażnika II Czeladnik i też pada na kolana. Rewolucje się nie spieszą — one mają czas, te bezosobowe bestie.
SAIETAN
/ na kolanach /
Ee — takie gadania półgłębokie: sam nie wie, co plecie, a inni myślą, że to właśnie najmędrsze.
I CZELADNIK
/ zbielałymi wargami /
Mnie wargi bieleją ze strachu podłego. Do-ży-wo-cie!
/ Pierwsze sylaby wymawia oddzielnie — na ostatniej pieje dziko. /
SAJETAN
/ opanowując się nadludzkim wysiłkiem i wstając z kolan /
A ja się nadludzkim zaiste wysiłkiem opanowuję. A ja wiem, że dożyję. A ja mam w sobie intuicję i tempo: tempo di pempo, jak ktoś mówił, dziamdzia jego zafatrany glamzdoń. Ja wiem, jako czas idzie, i wiem to, że o ile dawniej nacjonalizm był czymś faktycznie świętym, i to specjalnie u narodów uciśnionych i tych, co przegrywali, to dziś jest klęską i będę to gadał, choćbyście mi tu dożywocie w dwójnasób przedłużyli i ozdobili codziennym mordobiciem w godzinę wypowiedzenia tych słów.
SCURVY
Jak to?
SAJETAN
On się pyta jeszcze, chudopępek nieszczęsny: to jest już pseudoidejka, jako środek dla koncentracji międzynarodowego świństwa kapitału zużyta.
SCURVY
Dość tych przekleństw nudnych, a nade wszystko tej banalnej ideologii, bo każę prać.
II CZELADNIK
/ do Sajetana /
Cichajcie — wyście starzy: wy sobie możecie na wszystko pozwolić, nawet na odwagę bez granic. Ale jam — tak, jam — młodyć — tak, tak: dyć jezdem i kwita. Mnie się dziwek chce, wciornaści, jak diasi!
/ Wyje głucho. /
SCURVY
/ oficjalnie /
Jeszcze raz kto dziwkę wspomni, a do ciemnicy pójdzie, jak mi Bóg miły. Więzienie święte jest, jako miejsce kary prawomocnej, i kalać go brzydkim słowem nie lza, panowie skazańcy!
SAJETAN
Otóż wracam do poprzedniego: nacjonalizm nie wyda już nowej kultury, bo się wyprztykał. I zdradą stanu mimo to jest w każdym kraju antynacjonalizm specyficzny produkować — właśnie mimo że on to jest przyczyną wojen, międzynarodowych koncernów zbrojeniowych, barier celnych, nędzy, bezrobocia i kryzysu. I trwa ta mara na hańbę ludzkości i tę nędzną, niegodną siebie, na głupio samobójczą ludzkość, powiadam: pokryje!
SCURVY
Ja, wicie, kiedyś sam…
SAJETAN
/ z ironią /
Źródło tekstu: Wolne Lektury.