lektury on-line

Kategorie

Lektury › Król Edyp - Sofokles › Strona 10

Król Edyp - Sofokles - Strona 10

Króla Edypa przekładali na polski język: Alfons *Walicki* (Wilno 1844), Franciszek *Wężyk*, którego przekład ukazał się dopiero w pośmiertnym wydaniu (Kraków 1878), następnie Jan *Czubek* (Kraków 1890). Wreszcie znajdujemy tłumaczenie tej tragedii w całkowitych przekładach Sofoklesa, ogłoszonych przez Zygmunta *Węclewskiego* w Poznaniu 1875, Kazimierza *Kaszewskiego* w Warszawie 1888, Kazimierza *Morawskiego* w Krakowie 1916. — Dla szkół opracował sztukę Franciszek *Majchrowicz*.
Z prac zagranicznych wymienimy wydanie *Herwerden'a w* Utrecht 1886, dalej wydanie *Schneidewin'a-Bruhn'a* (Berlin, Weidmann) wielokrotnie ponawiane, wreszcie obszerne dzieło Karola *Roberta* Oidipus, Geschichte eines poetischen Stoffs im griech Altertum (Berlin 1915, T. I i II).
Od tłumacza

Przyszła ku tobie z twarzą lodowatą
I wpiła w ciebie swe oczy bezłzawe,
Grożąc ci hańbą, nieszczęściem, zatratą.
W miedzianym ręku trzyma jak buławę
Rózgi, którymi zamierza cię chłostać,
Młot, którym ściera w proch śmiertelnych cienie
Spójrz na tę siną, bezlitosną postać:
To przeznaczenie.

W pochodzie swoim jałowy kłos skruszy
I zapomnienia zasnuje całunem;
Lecz kiedy stanie wobec wielkiej duszy,
Wie, że w nią trzeba ugodzić piorunem,
Gniewem na ludzką dostojność zapłonie
I cała w strasznym wysiłku się zdębi,
By strącić dumę i wyniosłe skronie
Do nieszczęść głębi.

W mroźne więc ramion ująwszy cię sploty
Ręce ci zbruka posoką rodzica,
Potem z krwi strugi w kał pędząc sromoty,
Występną żądzą zrumieni twe lica
I tak zdradami uwikła okropnie,
Że ty, omotan w piekielnej nić przędzy,
Weźmiesz stok hańby za chwały twej stopnie
I bezdeń nędzy.

Wtem świty prawdy zabłysną wśród mroków
I wieść, że ona wyzwoli lud z próby. —
Wtedy nie zląkłszy się grozy wyroków,
Wyrywać będziesz jej słowa… twej zguby.
I trwając mężnie na życia boisku
Wrazisz w twą duszę sam po kolcu kolec,
Gotów od prawdy krwawego pocisku
Runąć i polec.

I mów trwożących okolą cię fale
I runą zewsząd kłębiące się wieści,
Wyjąc jak pustyń złowrogie szakale
Nad polem hańby, sromu i boleści. —
Aż kiedy groza nad głową się spiętrzy,
W źrenice ostrze zatopisz krwawiące,
Aby nie miało do mroku twych wnętrzy
Dostępu słońce.

O ciemny starcze! W twych łkaniach żałoba
Ludzkości mówi, w bezmiarze twej męki
Bratem ty Leara i druhem ty Hioba,
Serca ci oni użyczą i ręki.
Choć los potargał szkarłatne opony,
Bije ci z twarzy majestat, o królu!
Waląc się z tronu, tyś wyniósł na trony
Królewskość bólu.

Więc żeś w ofiarnej za prawdę szermierce,
Za twych najbliższych i całe twe plemię
Wchłonął wszechludu boleści w twe serce
I wszechciężarów na siebie wziął brzemię,
Żeś mężnie kroczył przez szlaki niedoli,
Choć słońca oko nad tobą zagasło,
Widnieć ty będziesz, jak prawdy i woli
Rycerz i hasło.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Kazimierz Morawski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia