lektury on-line

Kategorie

Lektury › Król Edyp - Sofokles › Strona 27

Król Edyp - Sofokles - Strona 27

Niechaj się zrywa; ja jednak mojego
Dojdę początku, chociażby był marnym.
Tej pono, że jest wyniosłą niewiastą,
Mojej nędzoty powstydzić się przyjdzie.
Ja zaś, co synem losu się być mienię
Dobrotliwego, nie doznam zhańbienia,
On-to mi matką, a druhy miesiące
Dały mi szmaty i dały szkarłaty.
Wobec tej matki zmiany się nie boję,
Gdy poznam w pełni pochodzenie moje.

STASIMON III
CHÓR

Jeśli to nie sen, nie złuda,
Jutro, gdy skała twa, o Kiteronie,
W pełni miesiąca zapłonie,
Wysławię cześć twą i cuda.
Zaśpiewam chwały pieśń wielką,
Zwąc cię Edypie matką, żywicielką.
Pląsem cię uczczę, iż byłeś ostoją mym panom
A ty, Febie, zawtóruj i pieśni i tanom.

Jakaż bo ciebie zrodziła dziewica?
Czyś ty był ojcem, o Panie,
Czy też Apolla znęciły ją lica
Na szczytów cichej polanie?
Czy bóg, co włada w kyllenejskim jarze,
Lub Bakchus lśniący na wirchów gdzieś tronie
Od krasnych dziewic otrzymał cię w darze,
Nimf w Helikonie?

EPEJSODION IV
/ Wchodzi stary sługa Lajosa /
EDYP

Jeśli ja także, choć wprzód go nie znałem,
Zgadywać mogę, mniemałbym, o starcy,
Że ten, którego czekamy od dawna,
Pastuch się zjawił, bo wiek za tym mówi.
A zresztą w ludziach, którzy go prowadzą,
Widzę me sługi; osądzisz to łacniej,
Boś znał człowieka przed dawnymi laty.

CHÓR

On to, mój panie, wśród domu Lajosa
Wiernym był sługą, jak mało kto inny.

EDYP

Naprzód cię pytam, przychodniu z Koryntu,
Czyś tego mienił?

POSŁANIEC
Tego, co tu stanął.
EDYP

Starcze patrz na mnie, i wręcz odpowiadaj,
Gdy spytam; byłeś ty sługą Lajosa?

SŁUGA
Tak, byłem sługą domowym, nie kupnym.
EDYP
Jakie tu miałeś zajęcia i służbę?
SŁUGA
Najwięcej, panie, chodziłem za bydłem.
EDYP
A w jakich miejscach miałeś twe szałasy?
SŁUGA
Na Kiteronie i bliskich polanach.
EDYP
Czyś widział kiedy tego tu człowieka?
SŁUGA
Przy jakiej sprawie? Kogóż masz na myśli?
EDYP
Tego tu, czyś ty z nim zadał się kiedy?
SŁUGA
Na razie ciężko to sobie przypomnieć.
POSŁANIEC

Nie dziw, o panie! ja wraz mu przypomnę
To, co zabaczył. Bo wiem to ja przecie,
Że on wie także, jakośmy trzy lata
W ciepłych miesiącach wyganiali trzody
Tu na Kiteron; gdy zima nastała,
Ja przepędzałem bydło do mych stajen,
On do Lajosa obory; no! mówże,
Czy tak się działo, czy zmyślam te rzeczy?

SŁUGA
Będzie to prawda — choć temu już dawno.
POSŁANIEC

Więc powiedz dalej, czy pomnisz, żeś dziecko
Oddał mi jakieś na pielęgnowanie?

SŁUGA
Cóż to, po cóż mi pytanie to stawiasz?
POSŁANIEC
Oto ten, kumie, co wtedy był dzieckiem.
SŁUGA
Cóż ty, do licha, nie zamkniesz raz gęby?
EDYP

Nie łaj go, stary, bo raczej twe słowa
Zgromić należy, nie jego przemowy.

SŁUGA
W czymże ja, dobry panie, zawiniłem?
EDYP
Że przeczysz dziecku, za którym on śledzi.
SŁUGA
Plecie bo na wiatr, nie wiedzieć dlaczego.
EDYP
Nie zeznasz z chęcią, to zeznasz pod batem.
SŁUGA
Przebóg, nie smagaj, o panie, staruszka.
EDYP
Niechaj mu ręce spętają na grzbiecie.
SŁUGA
Za co? o biada! jakiej chcesz nowiny?
EDYP
Czyś dał mu dziecię, o które się pyta?
SŁUGA
Dałem; bodajbym dnia tego był zginął.
EDYP
Przyjdzie do tego, gdy prawdy nie zeznasz.
SŁUGA
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Kazimierz Morawski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia