Po odpustowym dniu wieś dalej żyła sprawą dziedzica i podziału ziemi, ale wśród mieszkańców coraz mocniej dojrzewał nowy spór: o szkołę w Lipcach. W kancelarii zwołano zebranie gminne, na które przybyli ludzie z Lipiec, Modlicy, Przyłęka i Rzepek. Pisarz odczytał rozkaz naczelnika o budowie szkoły i dodatkowym podatku po dwadzieścia kopiejek z morgi. Jedni, zwłaszcza wójt, młynarz i część gospodarzy, chcieli się zgodzić, inni – przede wszystkim Grzela i jego stronnicy – sprzeciwiali się temu, twierdząc, że szkoła będzie po to, by ściągać nowe podatki. Wreszcie naczelnik przyjechał osobiście, nakazał uchwalić podatek i pod wpływem urzędowej presji oraz strachu większość uległa. W głosowaniu szkołę przegłosowano, choć wielu uważało, że pisarz i naczelnik przeprowadzili wszystko pod przymusem. Antek, który wystąpił odważnie przeciwko decyzji, został usunięty z zebrania jako człowiek „pod śledztwem karnym”.
Równolegle rozwijał się wątek Jagusi i Jasia organistów. Jagusia coraz silniej trwała przy Jasiu, a Jasio, choć związany z drogą kapłańską, również ulegał jej urokowi. Widziano ich razem na polach i w borze, a to budziło coraz większą niechęć kobiet we wsi. Jagusia coraz częściej chodziła do organistówki, słuchała Jasia, a jej uczucie stawało się niemal religijnym uwielbieniem. Jasio z kolei stopniowo zaczynał odczuwać niepokój i zazdrość wobec plotek krążących po wsi. Gdy zobaczył, jak Jagusia rozmawia z innymi, a potem gdy podsłuchał w pasiece rozmowę Pietrka z Marysią, w której padły słowa o jej spotkaniach z Jasiem, jego przekonanie o jej winie zaczęło rosnąć. Równocześnie w jego duszy walczyło przywiązanie i strach przed grzechem.
Ważnym wydarzeniem była śmierć starej Jagaty, którą Jasio odwiedzał podczas choroby. Jagata, pogodzona ze zbliżającym się końcem, mówiła o śmierci spokojnie, ciesząc się ostatnimi chwilami i obiecując sobie godny pochówek. Jasio słuchał jej z przejęciem, a rozmowa ta poruszyła go głęboko. Po jej śmierci odbyło się nabożeństwo, a Jagusia, która przyszła do Kłębów, przyjęła wszystko z wielkim bólem. Gdy Jasio modlił się przy zmarłej, organiścina zobaczyła go z Jagusią i w gniewie wyrzuciła dziewczynę z domu, oskarżając ją o to, że psuje Jasia. Jasio stanął w jej obronie, ale matka, przekonana przez plotki i własny strach o przyszłość syna, kazała mu trzymać się od Jagusi z daleka.
Jeszcze boleśniejszy był dla Jagusi i całej wsi rozwój sprawy wójta. Okazało się, że z kasy gminnej zginęło pięć tysięcy rubli, a wójt został aresztowany. Wieś dowiedziała się, że będzie musiała dopłacać za jego defraudację. To oburzenie natychmiast skierowano przeciw Jagusi. Organistowa i wójtowa zaczęły opowiadać, że wójt wydawał pieniądze na Jagusię, kupował jej podarunki, korale, chusty i wstążki, a ona miała go zwodzić i kusić. Plotki rozrosły się błyskawicznie i stara nienawiść do Jagusi, łącząca się z zazdrością i wspomnieniem dawnych krzywd, wybuchła z nową siłą. Na czele kobiet stanęła organiścina, a wójtowa, rozpaczy i gniewu pełna, przyłączyła się do oskarżeń.
Wieczorem zebrano się w karczmie i tam, po długich krzykach, naradach i wzajemnych oskarżeniach, wieś postanowiła wypędzić Jagusię. Antek, choć miał osobiste związki z całą sprawą i wiedział, jak wielkie zło się dzieje, nie sprzeciwił się gromadzie. Wypowiedział tylko słowa, że skoro gromada chce, niech sama ją wypędza. Następnego ranka wieś ruszyła do Dominikowej. Jagusię wyciągnięto z izby, związano i wrzucono na wóz z nawozem. Po drodze wyzywano ją, obrzucano błotem i kamieniami, a pod kościołem i na topolowej drodze urządzono jej publiczne poniżenie. Jambroży z proboszczowską strzelbą powstrzymał próbę dalszego znęcania się przy kościele, ale nie uratowało to dziewczyny od hańby. Dominikowa, wstrząśnięta tym, ruszyła za nimi i potem próbowała ratować córkę, lecz było już za późno.
Po wypędzeniu Jagusi wieś opanowała burza – dosłowna i symboliczna. W czasie gwałtownej ulewy i piorunów spłonęła wójtowa stodoła, co ludzie odczytali jako karę za krzywdę wyrządzoną Jagusi. Potem przyszły żniwa, które przyniosły chwilową zgodę i oddech po przednówku. W tym czasie szczególnie ważny stał się los Szymka. Kupił on od dziedzica sześć morgów na Podlesiu i zaczął sam, z wielką zapamiętałością, stawiać tam własną chałupę dla siebie i Nastusi. Początkowo nikt nie chciał mu pomagać, ale w końcu wspierali go Jędrzych, Mateusz i nawet pan Jacek – organista, który okazał się zaskakująco życzliwy. Po zbudowaniu chaty Szymek poślubił Nastusię, a wieś, wzruszona ich biedą, zaczęła im znosić pomoc. Ich los stanowił przeciwwagę dla tragedii Jagusi.
W ostatniej części fragmentu rozwija się jeszcze mocniej wątek Jasia i Jagusi. Po śmierci Jagaty Jasio, karmiony przez matkę opowieściami o złej sławie Jagusi, zaczyna wierzyć w plotki. Równocześnie jednak coraz bardziej czuje, że to, co między nimi było, nie daje mu spokoju. Podczas jego pobytu w domu i w kościele dojrzewa w nim konflikt między obowiązkiem kapłańskim a wspomnieniem Jagusi. Kiedy później spotyka ją na polu, oboje wyznają sobie miłość. Jasio usiłuje ją pouczać i przypomina jej „grzechy”, ale w końcu ulega uczuciu. Siedzą razem w zachwyceniu, aż organiścina przychodzi i odciąga go do domu. Chłodne słowa matki i jej oskarżenia o rozwiązłość sprawiają, że Jasio jeszcze głębiej wikła się w niepokój i wstyd. Równocześnie rozchodzi się wieść, że Jasio ma wyjechać z kompanią pielgrzymkową do Częstochowy, co rzeczywiście następuje. Jagusia żegna go boleśnie, a jego wyjazd staje się dla niej źródłem cierpienia i rozpaczy.
Po odjeździe pielgrzymki nadchodzi czas wielkich żniw. Wieś pracuje w jednym rytmie, a zboże, zwożone i młócone, przynosi wszystkim ulgę po głodzie przednówka. W tej ostatniej części Jasio wraca z pielgrzymki, dowiaduje się o śmierci Jagaty i później odwiedza Jagusię, która nadal nosi w sobie jego miłość. Zakończenie fragmentu przynosi jednak ostateczne załamanie. Po kolejnych plotkach i po tym, jak wieś zaczyna wierzyć, że Jagusia zgubiła wójta i Jasia, tłum rusza przeciw niej po raz wtóry. Wójt zostaje aresztowany za brak pieniędzy w kasie gminnej, a ludzie, żądni winnego, zrzucają na Jagusię całą odpowiedzialność za zgorszenie i nieszczęście. Zebrani w karczmie, podburzeni przez organiścinę i wójtową, zgodnie postanawiają wypędzić Jagusię ze wsi. Antek nie staje po jej stronie. Na końcu wieś żyje już żniwami, a Jasio odchodzi z kompanią do Częstochowy, niosąc w sobie smutek, niepewność i poczucie winy, a Jagusia zostaje sama, na marginesie wspólnoty, która ją odrzuciła.