To co innego; tak, to dobrze, powstań;
Tak być powinno, tak córce przystoi.
Prosić tu hrabię, żeby przyszedł zaraz.
Dalipan, święty to człek z tego mnicha;
Słusznie mu całe miasto cześć oddaje.
JULIA
Marto, pójdź ze mną do mego pokoju.
Wszak mi pomożesz przymierzyć przyborów,
Jakie na jutro uznasz za stosowne?
PANI KAPULET
Po co dziś? jutro będzie dosyć czasu.
KAPULET
Idź z nią, idź, jutro pójdziem do kościoła.
/ Julia z Martą wychodzi. /
PANI KAPULET
Nie wiem, czy zdążym z przygotowaniami;
Już wieczór.
KAPULET
Nie troszcz się; dojrzę wszystkiego
I wszystko będzie dobrze, za to ręczę.
Idź do Juleczki, pomóż jej się przebrać.
Ja się tej nocy nie położę; będę
Na ten raz pełnił urząd gospodyni.
Hej, służba! Cóż to? wszyscy się rozeszli?
Mniejsza z tym, pójdę sam hrabię uprzedzić
O zaszłej zmianie. Lekko mi na sercu,
Że się ten kozioł przecie opamiętał.
/ Wychodzą. /
SCENA TRZECIA
/ Pokój Julii. Wchodzi Julia i Marta. /
JULIA
Tak, ten strój wezmę. Ale, złota nianiu,
Proszę cię, zostaw mię na tę noc samą,
Bo dużo muszę pacierzy odmówić
Dla uproszenia sobie względów niebios
Nad moim stanem, jak wiesz, pełnym grzechu.
/ Wchodzi Pani Kapulet. /
PANI KAPULET
Takeś zajęta? Mam–że ci dopomóc?
JULIA
Nie, pani; jużeśmy we dwie wybrały,
Co mi na jutro może być potrzebne.
Pozwól, bym teraz sama pozostała,
I niechaj Marta spędzi tę noc z tobą.
Pewnam, że wszyscy macie dość roboty
Przy tym tak nagłym obchodzie.
PANI KAPULET
Dobranoc!
Połóż się, spocznij; potrzebujesz tego.
/ Wychodzą Pani Kapulet i Marta. /
JULIA
Dobranoc! Bóg wie, kiedy się zobaczym.
Zimny dreszcz trwogi na wskroś mię przejmuje
I jakby mrozi we mnie ciepło życia.
Zawołam na nie, by mnie pokrzepiły;
Nianiu! I po cóż tu ona? Straszliwy
Ten czyn wymaga właśnie samotności.
Ha! pójdź, flakonie!
Gdyby jednakże ten płyn nie skutkował?
Miałażbym gwałtem z hrabią być złączona?
Nie, nie, ucieczka w tym: leż tu w odwodzie.
/ kładzie na stole sztylet /
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Józef Paszkowski.