lektury on-line

Kategorie

Romeo i Julia - William Shakespeare - Strona 31

Dam ci broń przeciw temu wyrazowi;
Balsamem w przeciwnościach — filozofia;
W tej więc otuchę czerp będąc wygnanym.

ROMEO

Wygnanym jednak! O, precz z filozofią!
Czyż filozofia zdoła stworzyć Julię?
Przestawić miasto? Zmienić wyrok księcia?
Nic z niej; bezsilna ona, nie mów o niej.

OJCIEC LAURENTY
Szaleni są więc głuchymi, jak widzę.
ROMEO
Jak mają nie być, gdy mądrzy nie widzą.
OJCIEC LAURENTY
Daj–że mi mówić; przyjm słowa rozsądku.
ROMEO

Nie możesz mówić tam, gdzie nic nie czujesz.
Bądź jak ja młodym, posiądź miłość Julii,
Zaślub ją tylko co, zabij Tybalta,
Bądź zakochanym jak ja i wygnanym,
A wtedy będziesz mógł mówić; o, wtedy
Będziesz mógł sobie z rozpaczy rwać włosy
I rzuć się na ziemię, jak ja teraz,
Na grób zawczasu biorąc sobie miarę.

/ rzuca się na ziemię /
/ Słychać kołatanie. /
OJCIEC LAURENTY
Cicho, ktoś puka; ukryj się, Romeo.
ROMEO

Nie; chyba para powstała z mych jęków,
Jak mgła, ukryje mię przed ludzkim wzrokiem.

/ Kołatanie. /
OJCIEC LAURENTY

Słyszysz? pukają znowu. Kto tam? Powstań,
Powstań, Romeo! Chcesz być wziętym? Powstań;

/ Kołatanie. /

Wnijdź do pracowni mojej. Zaraz, zaraz.
Cóż to za upór!

/ Kołatanie. /

Idę, idę, któż to
Tak na gwałt puka? Skąd wy? Czego chcecie?

MARTA
/ zewnątrz /

Wpuśćcie mię, wnet się o wszystkim dowiecie.
Julia przysyła mię.

OJCIEC LAURENTY
Witaj–że, witaj.
/ Wchodzi Marta. /
MARTA

O! świątobliwy ojcze, powiedz, proszę,
Gdzie jest mąż mojej pani, gdzie Romeo?

OJCIEC LAURENTY
Tu, na podłodze, łzami upojony.
MARTA

Ach, on jest właśnie w stanie mojej pani,
Właśnie w jej stanie. Nieszczęsna sympatio!
Smutne zbliżenie! I ona tak leży
Płacząc i łkając, szlochając i płacząc.
Powstań pan, powstań, jeśli jesteś mężem!
O, powstań, podnieś się przez wzgląd na Julię!
Dlaczego dać się przygnębiać tak srodze?

ROMEO
Marto!
MARTA

Ach, panie! Wszystko na tym świecie
Kończy się śmiercią.

ROMEO

Mówiłaś o Julii?
Cóż się z nią dzieje? O, pewnie mię ona
Ma za mordercę zakamieniałego,
Kiedym mógł naszych rozkoszy dzieciństwo
Splamić krwią, jeszcze tak bliską jej własnej.
Gdzie ona? Jak się miewa i co mówi
Na zawód w świeżo błysłym nam zawodzie?

MARTA

Nic, tylko szlocha i szlocha, i szlocha;
To się na łóżko rzuca, to powstaje,
To woła: „Tybalt!”, to krzyczy: „Romeo!”
I znowu pada.

ROMEO

Jak gdyby to imię
Z śmiertelnej paszczy działa wystrzelone
Miało ją zabić, tak jak jej krewnego
Zabiła ręka tego, co je nosi.
O! powiedz, powiedz mi, ojcze, przez litość,
W którym zakątku tej nędznej budowy
Mieszka me imię; powiedz, abym zburzył
To nienawistne siedlisko. Dobywa miecza.

OJCIEC LAURENTY
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Józef Paszkowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia