Otóż i panna młoda. Mech najcieńszy
Nie ugiąłby się pod tak lekką stopą.
Kochankom mogłyby do jazdy służyć
Owe słoneczne pyłki, co igrają
Latem w powietrzu; tak lekką jest marność.
JULIA
Czcigodny spowiedniku, bądź pozdrowion.
OJCIEC LAURENTY
Romeo, córko, podziękuje tobie
Za nas obydwu.
JULIA
Pozdrawiam go również,
By dzięki jego zbytnimi nie były.
ROMEO
O! Julio, jeśli miara twej radości
Równa się mojej, a dar jej skreślenia
Większy od mego: to osłódź twym tchnieniem
Powietrze i niech muzyka ust twoich
Objawi obraz szczęścia, jakie spływa
Na nas oboje w tym błogim spotkaniu.
JULIA
Czucie bogatsze w osnowę niż w słowa
Pyszni się z swojej wartości, nie z ozdób;
Żebracy tylko rachują swe mienie.
Mojej miłości skarb jest tak niezmierny,
Że i pół sumy tej nie zdołam zliczyć.
OJCIEC LAURENTY
Pójdźcie, załatwim rzecz w krótkich wyrazach,
Nie wprzód będziecie sobie zostawieni,
Aż was sakrament z dwojga w jedno zmieni.
/ Wychodzą. /
AKT TRZECI
SCENA PIERWSZA
/ Plac publiczny. Wchodzą Benwolio, Merkucjo, Paź i słudzy. /
BENWOLIO
Oddalmy się stąd, proszę cię, Merkucjo,
Dzień dziś gorący, Kapuleci krążą;
Jak ich zdybiemy, nie unikniem zajścia,
Bo w tak gorące dni krew nie jest lodem.
MERKUCJO
Podobnyś do owego burdy, co wchodząc do winiarni rzuca szpadę i mówi: „Daj Boże, abym cię nie potrzebował!”, a po wypróżnieniu drugiego kubka dobywa jej na dobywacza korków bez najmniejszej w świecie potrzeby.
BENWOLIO
Masz mię za takiego burdę?
MERKUCJO
Mam cię za tak wielkiego zawadiakę, jakiemu chyba mało kto równy jest we Włoszech; bardziej zaiste skłonnego do breweryj niż do brewiarza.
BENWOLIO
Cóż dalej?
MERKUCJO
Gdybyśmy mieli dwóch takich, to byśmy wkrótce nie mieli żadnego, bo jeden by drugiego zagryzł. Tyś gotów człowieka napastować za to, że ma w brodzie jeden włos mniej lub więcej od ciebie. Tyś gotów napastować człowieka za to, że piwo pije, bo w tym upatrzysz przytyk do swoich piwnych oczu; chociaż żadne inne oko, jak piwne, nie upatrzyłoby w tym przytyku. W twojej głowie tak się lęgną swary jak bekasy w ługu, toś też nieraz za to beknął i głowę ci zmyto bez ługu. Pobiłeś raz człowieka za to, że kaszlnął na ulicy i przebudził przez to twego psa, który się wysypiał przed domem. Nie napastował żeś raz krawca za to, że wdział na siebie nowy kaftan w dzień powszedni? kogoś innego za to, że miał stare wstążki u nowych trzewików? I ty mię chcesz moralizować za kłótliwość?
BENWOLIO
Gdybym był tak skory do kłótni, jak ty jesteś, nikt by mi życia na pięć kwadransów nie zaręczył.
MERKUCJO
Życie twoje przeszłoby zatem bez zaręczyn.
/ Wchodzi Tybalt z poplecznikami swymi. /
BENWOLIO
Patrz, oto idą Kapuleci.
MERKUCJO
Zamknij oczy! Co mi do tego!
TYBALT
/ do swoich /
Pójdźcie tu, bo chcę się z nimi rozmówić.
/ do tamtych /
Mości panowie, słowo.
MERKUCJO
Słowo tylko?
I samo słowo? Połącz je z czymś drugim;
Z pchnięciem na przykład.
TYBALT
Znajdziesz mię ku temu
Gotowym, panie, jeśli dasz okazję.
MERKUCJO
Sam ją wziąć możesz bez mego dawania.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Józef Paszkowski.