lektury on-line

Kategorie

Ludzie bezdomni - Stefan Żeromski - Strona 24

— A ba! Czemu? Bo złapie siekierę, nóż, tasak i pozabija dzieci, ojca, mamunię. To taka szelma zła, że proszę siadać!
— Dawno już chora?
— Albo ona chora? Wariatka, nie chora. Żebym ja takie zdrowie miała jak ta. Przyjdzie ją ojcu wiązać, to się tak utargają oboje, że no! Ojciec to samo nie ułomek, a ledwo tę psiakrew ujeździ…
Judym machnął ręką i uciekł po schodach. Gdy stanął na dziedzińcu, dostrzegł w jego szyi pod murem fabryki mnóstwo dzieci skaczących, biegających, rozbawionych. Na kupie opalonych belek siedziała ciotka Pelagia, kobieta stara, łaskawy chleb od lat wielu jedząca u siostrzeńca, a brata Judymowego, Wiktora. Była to jejmość chuda, chorowita i zrzędna. Rzadko kto słyszał od niej dobre słowo, a dzieci nabrały się szturchańców ile wlezie. Judym szedł ku niej wolno, krzywiąc się pod wąsem i mocując ze sobą. Przykro mu było witać się na placu, wobec lokatorów i gapiów. Doświadczał nieprzyjemnego uczucia półodrazy, zbudzonej i wydobytej na jaw przez szczególne politowanie, stanowiące rdzeń uczuć familijnych. Ciotka Pelagia odwróciła głowę i spostrzegła go, ale nie ruszała się z miejsca. Gdy przyszedł i dotknął nosem jej zabrudzonego rękawa w okolicach dłoni, schyliła się prędko i cmoknęła go z dala we włosy.
— Kiedyż *Tomciu* przyjechał? Nic my nie wiedzieli… — rzekła z właściwą jej oschłością.
— Wczoraj wieczorem dopiero. Jakże zdrowie ciotki?
— Ej… jakież ta moje zdrowie… Tak *kipię*. Teraz ciepło, to siedzę tutaj we dnie, a *przyńdzie* zima, to się może nareszcie skończy.
— Ech, nie lubię też tych wszelkich…
— A wiem…
— Ciotka nieźle wygląda. Cóż słychać u Wiktorów? Jakże on?
— A cóż… Jak to Wiktor.
— No?
— Jest ta w tej fabryce.
— U Milera?
— Gdzie zaś! W żelaznej, ale przy stalowni.
— Przy stalowni! — zdziwił się Judym.
— A w stalowni.
— Dlaczegóż to?
— Przerzucił się. Mówi, że woli. No i łatwiej mu będzie… te… Ale to *Tomciu* winien, nie kto inny… — rzekła obojętnie, prostując fałdy spódnicy.
— Ja winien jestem, że się Wiktor przerzucił?
— Że się przerzuca, to temu *Tomciu* winien. Jak był głupim drągalem, to robił, co wlazło. Wziąłże *Tomciu* kłaść mu w głowę mądrości i teraz mu się odechciało roboty. Zabrał się do nie swoich rzeczy. Książki czyta. A jakże… To uczony człowiek! — uśmiechnęła się szyderczo, pokazując białe zęby.
Judym słuchał obojętnie. Później zapytał:
— Dużo zarabia?
— Nie, niedużo. Ona musiała stanąć do roboty, bo przyszła bieda.
— Gdzież ona?
— W fabryce cygar. Rozchodzą się rano, a ja muszę dzieci pilnować, strawę gotować, dom cały obrządzić. Gdzież *Tomciu* będzie mieszkał, niby na stałe? Tutaj czy gdzie we świecie? — zapytała z udaną obojętnością.
— Jeszcze nie wiem, dopierom wrócił.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia