Utwór zaczyna się inwokacją do Litwy i wspomnieniem ojczyzny, do której podmiot odczuwa wielką tęsknotę. Następnie zostaje przedstawiony dwór szlachecki w Soplicowie: stoi pośród pól, jest zadbany, gościnny i dobrze gospodarowany. Panuje tu porządek i dostatek.
Do dworu przyjeżdża młody panek – Tadeusz Soplica, który po latach wraca z miasta, gdzie kończył nauki. Z wzruszeniem ogląda znane sprzęty, portrety patriotów, stary zegar i dawne pokoje. W jednej z komnat zauważa pokój kobiecy, fortepian, książki, białą sukienkę i ogródek z kwiatami. W ogrodzie dostrzega ślady drobnych stóp, a potem młodą dziewczynę w białym ubraniu, która z parkanu wpada przez okno do pokoju. Tadeusz jest zmieszany, dziewczyna też krzyczy i znika. Chwilę później Tadeusz wychodzi z domu i spotyka Wojskiego, który czekał na niego i wita go z radością.
Wojski opowiada Tadeuszowi o domu, o zebranych gościach i o tym, że nazajutrz ma przyjechać Hrabia – krewny Horeszków. Mówi też o sporze granicznym i o polowaniu. Razem idą pod las, gdzie wraca już całe towarzystwo ze żniwa i z boru. Sędzia pilnuje dawnych obyczajów, dba o porządek, grzeczność i hierarchię. Wszyscy wracają do dworu, a wieczorem Woźny Protazy tłumaczy, że stoły na wieczerzę przeniesiono do zamku, bo tam jest więcej miejsca i trwa spór o posiadanie zamku Horeszków.
W wielkiej sali zamkowej zasiadają goście. Najwyższe miejsce zajmuje Podkomorzy, a przy stole siedzą m.in. Sędzia, Bernardyn, Wojski, Tadeusz, damy oraz goście. Tadeuszowi przypada miejsce obok pań i od razu zwraca uwagę na puste miejsce przy stole, jakby czekało na kogoś ważnego. Podczas wieczerzy Sędzia wygłasza naukę o grzeczności: mówi, że nie jest ona łatwa, bo wymaga szacunku dla wieku, urzędu, rodziny i płci. Potem Podkomorzy wspomina modę francuską, krytykuje cudzoziemskie wzory i chwali dawne obyczaje. Rozmowa schodzi na politykę, Napoleon i wojny.
Wśród biesiadników jest także kapitan rosyjski Ryków, który opowiada o wojnie i o tym, że po Europie krąży wieść o marszu wojsk. Nagle pojawia się nowa osoba – Telimena, przystrojona i elegancka. Siada pomiędzy Tadeuszem a Sędzią. Jej obecność wzbudza w Tadeuszu duże zakłopotanie. Wkrótce wybucha stary spór o psy myśliwskie: Rejent chwali Kusego, a Asesor – Sokoła. Kłótnia staje się coraz gwałtowniejsza. Podkomorzy przerywa ją kichnięciem, po czym ogłasza, że sprawę odsuwa na jutro i urządza wielkie polowanie. Po wieczerzy Tadeusz pozostaje poruszony, a Woźny, zostawszy sam, wertuje trybunalską wokandę i wspomina dawne procesy. Na końcu księgi pojawia się obraz politycznej sytuacji Litwy i wspomnienie legionistów, którzy wracali z wieściami o walce za ojczyznę.
Następnego dnia rano wszyscy szykują się do polowania z chartami. Tadeusz wciąż myśli o wczorajszym spotkaniu i o Telimenie. Ksiądz Robak budzi go i prowadzi na dziedziniec. Wyrusza całe towarzystwo: myśliwi, damy w pojazdach, młodzież konno, a pośrodku jadą Rejent z Kusym i Asesor z Sokołem. Robak próbuje dać Tadeuszowi znak, ale nie tłumaczy nic wprost.
Podczas polowania wszyscy zatrzymują się, gdy Sędzia daje sygnał do strzału. Zając siedzi pod kamieniem, a psy ruszają za nim. Wtedy zjawia się Hrabia, jadący ze służbą. Zatrzymuje się przy zamku i zachwyca widokiem ruin. W pobliżu spotyka Gerwazego, ostatniego sługę Horeszków, starego i surowego klucznika. Gerwazy opowiada mu o dawnej świetności zamku, o uczty, muzyce i wiwatach, a potem prowadzi go po salach, wspominając dawne czasy.
Najważniejsza staje się opowieść Gerwazego o śmierci Stolnika Horeszki. Wyjaśnia on, że Jacek Soplica, dawniej bywalec zamku i człowiek znaczący w okolicy, starał się o rękę Stolnikówny. Gdy przyszło do najazdu Moskali, Stolnik bronił zamku. Wtedy Jacek zastrzelił go spod bramy. Gerwazy przysięgał potem zemstę i ścigał Sopliców. Mówi, że tylko jeden z nich, brat Jacka, jeszcze żyje i ma zamek w posiadaniu. Hrabia słucha z przejęciem, uznaje, że w jego żyłach płynie krew Horeszków, i postanawia zerwać z Soplicami wszelkie układy.
Gdy wraca do dworu, jego uwagę przyciąga ogród i piękna dziewczyna wśród ogórków. To Zosia, młoda wychowanka domu, ubrana skromnie i zajęta dziećmi oraz ptactwem. Hrabia zbliża się do parkanu, a za chwilę pojawia się Robak, który odpędza go od grządek ogórków. Zosia znika, a Hrabia, rozczarowany i rozbawiony zarazem, wraca do dworu.
Wewnątrz odbywa się śniadanie. W jednej izbie starsi rozmawiają o gospodarstwie i polityce, w drugiej młodzież o łowach. Rejent i Asesor nadal spierają się o wynik polowania, bo nie wiadomo, czy zając uciekł Kusemu, czy Sokole. Tadeusz z Telimeną rozmawiają osobno przy drzwiach. Tadeusz dowiaduje się, że Telimena nie jest jego bliską krewną, lecz tylko wychowanką i protegowaną domu. Ta wiadomość go uspokaja.
Sędzia rozmawia z Telimeną o przyszłości Tadeusza i o planach związania go z Zosią. Telimena najpierw oburza się, ale potem mówi, że trzeba ich najpierw poznać i że nie należy niczego wymuszać. Równocześnie Hrabia, ukryty za drzewami, obserwuje Telimenę i robi szkice. Zaczyna z nią rozmowę o sztuce i krajobrazie. W rozmowie wywyższa obce kraje, a Tadeusz, słuchając w pobliżu, broni piękna rodzimej przyrody i litewskich drzew. W końcu Sędzia ogłasza, że wszyscy mają iść na grzybobranie do boru. Tadeusz idzie razem z Telimeną i resztą gości.
Hrabia wraca do miejsca, gdzie widział Zosię, i potajemnie wchodzi do ogrodu. Tam widzi niezwykły widok: ogrodniczka wśród zboża i kwiatów, otoczona małymi dziećmi i ptactwem. Myli ją z tajemniczą nimfą. Gdy dziewczyna spostrzega jego obecność, okazuje zmieszanie, ale wraca do dzieci i uspokaja je. Hrabia, zachwycony jej urodą, próbuje z nią rozmawiać, lecz szybko przekonuje się, że to zwykła wiejska dziewczyna. Po chwili odchodzi rozczarowany.
W tym czasie reszta towarzystwa zbiera grzyby. Hrabia widzi ich idących w białych opończach i słomianych kapeluszach, jak „cienie elizejskie”. Grzybobranie ma niemal uroczysty charakter. Zbierane są rydze, borowiki i inne grzyby, a Tadeusz, choć zajęty, podąża wzrokiem za Telimeną. Ona szuka samotności i odchodzi do miejsca zwanego przez nią „Świątynią dumania”. Tam rozpościera się pod drzewami nad strumieniem, z książką w ręku.
Sędzia przychodzi do niej i zaczyna rozmowę o przyszłości Tadeusza. Chce wysłać go do świata, a nawet planuje jego małżeństwo. Mówi, że najlepszą partią byłaby Anna Podkomorzanka, ale Telimena gwałtownie sprzeciwia się temu pomysłowi, bo uważa, że Tadeusz powinien raczej wyjechać, zrobić karierę i zobaczyć świat. W rozmowie pojawia się też zamiar zeswatania Tadeusza z Zosią. Telimena początkowo oburza się, nie chce zgodzić się na takie plany i podkreśla, że Zosia jest pod jej opieką. Po chwili jednak obie strony łagodnieją i Sędzia kończy rozmowę bez kłótni.
W pobliżu Hrabia obserwuje scenę i szkicuje ją jako obraz. Potem rozmawia z Telimeną o sztuce i pięknie natury. Ona chwali jego szkice, ale zarazem zachwyca się Włochami i sztuką południa. Rozmowa schodzi na drzewa; Tadeusz, słuchając obcych pochwał dla cyprysów, oliwek i aloesów, reaguje oburzeniem i broni urody litewskiego lasu. Wskazuje, że rodzime drzewa mają własne piękno, którego nie da się zastąpić obcymi wzorami. Fragment kończy się właśnie na jego obronie litewskiej przyrody.