W opisie porannego polowania i poprzedzających je wydarzeń coraz wyraźniej splatają się dwa tematy: łowy na niedźwiedzia oraz narastający spór między rodami Sopliców i Horeszków. Po obiadowym sygnale wszyscy goście wychodzą z lasu, niosąc koszyki pełne grzybów, a także owoce grzybobrania zbierane przez panie, Wojski zaś przynosi muchomora. Zebrani siadają do obiadu, lecz cisza i napięcie wynikają z myśli o jutrzejszej walce z niedźwiedziem oraz z niedawnego sporu o psy. Wtedy wpada gajowy z wiadomością, że pojawił się niedźwiedź. Sędzia natychmiast wydaje polecenia: każe szykować ludzi, konie, psy i broń, a także zawiadomić plebana o mszy przed łowami. Wszyscy podporządkowują się Wojskiemu, który obejmuje dowództwo i wyznacza godzinę zbiórki przy leśnej kaplicy.
Księga IV rozwija obraz puszczy litewskiej i matecznika, czyli trudno dostępnego serca lasu. Narracja przywołuje dawne dzieje Litwy, wspomina wielkich książąt i dawnych myśliwych, a zarazem pokazuje, jak bogata i groźna jest natura. W mateczniku mieszkają dawne „imperatory” puszczy – Tur, Żubr i Niedźwiedź – oraz inne zwierzęta. Niedźwiedź wychodzi jednak z matecznika na skraj lasu, gdzie zostaje wyśledzony. Rano Tadeusz budzi się w Soplicowie z opóźnieniem i nagle widzi przy oknie młodą dziewczynę o jasnych włosach, której twarz rozpoznaje dopiero po papilotach; okazuje się, że to Zosia. Gdy pojawia się głos wzywający go na polowanie, chłopak wyskakuje z łóżka, ale zjawisko znika. Zaraz potem Tadeusz orientuje się, że wszyscy odjechali do łowów, więc sam bierze flintę i rusza galopem do karczm przy kaplicy.
W karczmie zbierają się uczestnicy obławy. Jedną część zajmuje stara karczma należąca do Horeszków, drugą nowa, postawiona przez Soplicę. W środku panuje ruch i gwar, a centralną postacią jest Jankiel – gospodarz, szanowany przez szlachtę, znany z poczciwości, uczciwości i muzycznego talentu. Przy jednym ze stołów siedzi ksiądz Robak, który prowadzi rozmowy ze szlachtą i rozdaje tabakę. Najpierw przeradza się to w wesołą dyskusję o jakości tabaki, po czym Robak zaczyna mówić o Częstochowie, o Napoleonie i o znaczeniu Ojczyzny. Wspomina też generała Dąbrowskiego, opowiadając, że ten zażywał właśnie takiej tabaki. To wywołuje entuzjazm: wszyscy zaczynają wołać „Dąbrowskiego!” i śpiewać. Robak pokazuje jeszcze malutki obrazek w tabakierce, przedstawiający Napoleona, i tłumaczy, że cesarz ma zwyczaj zażywać tabaki przed zwycięstwami. Następnie przekonuje szlachtę, że nie wolno tylko czekać na Francuzów – trzeba samemu oczyścić dom z nieporządku i być gotowym do działania.
Po wyjściu Robaka Tadeusz, który wcześniej widział go pędzącego za sobą na koniu, także rusza w stronę puszczy. Narrator ponownie opisuje las i matecznik, pokazując, jak trudno człowiekowi przeniknąć jego wnętrze. Wojski, prowadząc obławę, nasłuchuje odgłosów psów i wyjaśnia, że właśnie zaczyna się polowanie na niedźwiedzia. Kiedy psy wpadają na trop, myśliwi nie wytrzymują napięcia i część z nich rusza za nimi, choć Wojski ostrzega, by nie opuszczać stanowisk. W końcu rozlega się ryk niedźwiedzia, strzały, krzyki i szczekanie. Zwierzę wypada z lasu i kieruje się ku miejscu, gdzie stoją Tadeusz i Hrabia. Obaj strzelają jednocześnie i chybiają. Niedźwiedź rzuca się na nich, chwyta oszczep, a potem zbliża się do Hrabi. Wtedy z boków wyskakują Asesor i Rejent, z przodu Gerwazy, a z nimi Robak bez broni; wszyscy oddają strzały. Potwór pada, przewracając się ciężko na ziemię. Po chwili Wojski gra na rogu tak pięknie, że jego muzyka zdaje się naśladować dźwięki polowania i rozchodzi się po całym borze. Myśliwi wiwatują, a na końcu oglądają trupa niedźwiedzia, z którego wydobyto kulę. Rozpoczyna się spór Asesora z Rejentem o to, czyj strzał był skuteczny. Wojski opowiada przy tej okazji historię dwóch sąsiadów, Domejki i Dowejki, którzy także pokłócili się o podobny przypadek i musieli pojedynkować się przez skórę niedźwiedzią. W końcu Gerwazy potwierdza, że kulę wystrzelił ksiądz Robak, który w ostatniej chwili uratował Hrabię. Niedźwiedzią skórę Podkomorzy przyznaje Hrabiemu jako nagrodę za dzisiejsze niebezpieczeństwo.
Po łowach wszyscy wracają do zamku na ucztę. Przygotowano ogień, kociołki, wódkę i bigos. Zjadłszy i wypiwszy, goście wracają na konie, ale Asesor i Rejent nadal się kłócą o to, czyj pies i czyja strzelba lepiej się spisały. Hrabia i Tadeusz jadą z łowów niezadowoleni, bo obaj czują, że w decydującym momencie nie zachowali się tak, jak przystało. Wojski próbuje ich uspokoić, kończąc opowieść o Domejce i Dowejce, którzy przez pomyłki nazwisk popadali w kolejne konflikty, aż w końcu Wojski ułożył ich spór przez rozciągniętą na ziemi skórę niedźwiedzią i doprowadził do zgody.
Księga V zaczyna się od planów Telimeny. Kobieta obserwuje z niepokojem Hrabiego i Tadeusza, zastanawiając się, jak ich obu zdobyć albo przynajmniej zapewnić sobie korzystną pozycję. Myśli o wyjeździe do stolicy, o wprowadzeniu Zosi w świat i o możliwości zeswatania jej z Hrabią. Wzywa więc Zosię z ogrodu. Zosia bawi się z ptactwem: karmi kury, koguty, indyki, pawie i gołębie krupami jęczmiennymi. Telimena zabiera ją do alkowy i zaczyna przygotowywać do „wielkiego świata”: myje ją, perfumuje, ubiera w białą sukienkę, pończoszki i trzewiki, poprawia włosy i kwiaty we fryzurze, po czym uczy ją chodzenia i dygania. Tłumaczy, że dziewczyna dorastająca na oczach wszystkich nie budzi ciekawości, a prawdziwe wrażenie robi taka, która nagle pojawia się w salonie. Zosia cieszy się z gości, a Telimena zaleca jej grzeczność wobec Hrabiego.
Wkrótce myśliwi wracają. Tadeusz i Hrabia są już przebrani. Telimena przedstawia Zosię. Tadeusz patrzy na dziewczynę i natychmiast rozpoznaje w niej zjawę z poranka oraz postać znad parkanu. Jest oszołomiony i nie potrafi się odezwać. W kącie stoi i milczy, a Telimena, widząc jego zmieszanie, stara się go ożywić, po czym obraża się na jego chłód. Tadeusz wychodzi z pokoju i biegnie przez pole do lasu. Trafia do Świątyni dumania, gdzie spotyka samotną Telimenę, pogrążoną w smutku. Chłopak lituje się nad nią, lecz zaraz kobieta zaczyna się miotać i skakać po murawie, bo na jej białe pończochy weszły mrówki z pobliskiego mrowiska. Tadeusz pomaga jej oczyścić ubranie, a to zbliżenie prowadzi do ich pogodzenia. Nie trwa to jednak długo, bo dzwonek wzywa na wieczerzę.
Wieczorem w zamku panuje ciężka atmosfera. Goście milczą, jedząc kolejne potrawy. Przyczyną napięcia są nie tylko łowy i dawne spory, lecz także zazdrość Tadeusza, który widzi, że Telimena żywo rozmawia z Hrabią i Zosią. W trakcie kolacji zaczyna podejrzewać Telimenę o sztuczny wygląd i dostrzega na jej twarzy ślady pudru i różu. Coraz bardziej się złości, a jego zazdrość udziela się całemu towarzystwu. Wojski wreszcie przerywa ciszę i mówi, że po łowach trzeba rozmawiać, a nie milczeć. Tłumaczy, że dawniej myśliwi opowiadali przy stole o chybionych strzałach i nie traktowali tego jako hańby. Na końcu opowieści wyjaśnia też, że nie wolno strzelać dwóm osobom do tej samej zwierzyny.
W trakcie tej rozmowy przywołuje kolejną historię o Rejtanie i księciu Denassowie, a Sędzia wspomina, że nagrodę za niedźwiedzia należy przyznać Hrabiemu. Podkomorzy proponuje jednak, by skórę otrzymał Hrabia jako drugi po Robaku. Hrabia czuje się dotknięty, bo nie chce przyjmować daru w Soplicowie, gdzie jest gościem w domu odwiecznych wrogów. Wtedy zaczyna się nowy konflikt. W zamieszaniu z końca stołu nagle pojawia się Gerwazy, który od dawna knuje zemstę. Wchodzi z kluczem do zegara i wywołuje chaos. Protazy ogłasza formalny protest przeciwko najazdowi na zamek, po czym Gerwazy rzuca w niego pękiem kluczy. Hrabia staje w obronie sługi, Podkomorzy obraża się na jego słowa, a Sędzia chce wyzwać Hrabię do pojedynku. Tadeusz włącza się i obiecuje, że sam rozprawi się z Hrabią nazajutrz. W tym czasie Telimena mdleje, Gerwazy zostaje zaatakowany przez czeladź, Zosia osłania starca, a on sam wycofuje się z ławą w rękach. Na końcu jednak Hrabia i Gerwazy uciekają na krużganek, skąd Klucznik prowadzi dalszą naradę wojenną z Hrabią. Ustalają plan zajazdu: Hrabia ma sprowadzić wąsatą szlachtę z zaścianków, a Gerwazy ma zebrać sprzymierzeńców Horeszków. Księga kończy się sceną, w której Gerwazy, zasypiając, widzi w snach dawne rody, zajazd i płonący zamek Sopliców, co zapowiada dalszy ciąg konfliktu.
Księga VI rozpoczyna dzień przed zajazdem. W mglisty, wilgotny poranek wszędzie widać niepokój i ruch: po drogach jeżdżą furmanki, pędzą posłańcy, słychać szczęk pałaszy. W Soplicowie panuje cisza po wczorajszej kłótni, lecz Sędzia przygotowuje pozew przeciw Hrabiemu, a Protazy wyrusza doręczyć go ustnie. W tym samym czasie Robak radzi się z Sędzią o „rzeczy publicznej” i ostrzega, że Telimena może wywołać plotki oraz zamieszanie między młodymi. Sędzia jest jednak oburzony, bo uznaje, że Hrabia go obraził, a on sam nie zamierza już godzić się z nikim. Wtedy Robak mówi wprost o wojnie: Napoleon zbliża się z wojskiem, a wraz z nim idą Polacy dowodzeni przez Dąbrowskiego i księcia Józefa. Zachęca Sędziego, by zamiast procesu myślał o wspólnym powstaniu z tyłu armii francuskiej, bo tylko tak można odzyskać wolność i zmazać hańbę Targowicy. Sędzia wzrusza się, przyznaje, że chciałby naprawić grzechy rodziny, i obiecuje zebrać ludzi, broń oraz konie. Robak jednak wstrzymuje go, obiecując wyznaczyć czas i miejsce działania, gdy nadejdzie odpowiednia chwila. Księga kończy się na tym, że obaj zaczynają patrzeć na sytuację nie jak na prywatny spór, lecz jak na sprawę narodową.