lektury on-line

Kategorie

Księgi IV–VI: łowy, kłótnia i przygotowania do zajazdu

W opisie porannego polowania i poprzedzających je wydarzeń coraz wyraźniej splatają się dwa tematy: łowy na niedźwiedzia oraz narastający spór między rodami Sopliców i Horeszków. Po obiadowym sygnale wszyscy goście wychodzą z lasu, niosąc koszyki pełne grzybów, a także owoce grzybobrania zbierane przez panie, Wojski zaś przynosi muchomora. Zebrani siadają do obiadu, lecz cisza i napięcie wynikają z myśli o jutrzejszej walce z niedźwiedziem oraz z niedawnego sporu o psy. Wtedy wpada gajowy z wiadomością, że pojawił się niedźwiedź. Sędzia natychmiast wydaje polecenia: każe szykować ludzi, konie, psy i broń, a także zawiadomić plebana o mszy przed łowami. Wszyscy podporządkowują się Wojskiemu, który obejmuje dowództwo i wyznacza godzinę zbiórki przy leśnej kaplicy.

Księga IV rozwija obraz puszczy litewskiej i matecznika, czyli trudno dostępnego serca lasu. Narracja przywołuje dawne dzieje Litwy, wspomina wielkich książąt i dawnych myśliwych, a zarazem pokazuje, jak bogata i groźna jest natura. W mateczniku mieszkają dawne „imperatory” puszczy – Tur, Żubr i Niedźwiedź – oraz inne zwierzęta. Niedźwiedź wychodzi jednak z matecznika na skraj lasu, gdzie zostaje wyśledzony. Rano Tadeusz budzi się w Soplicowie z opóźnieniem i nagle widzi przy oknie młodą dziewczynę o jasnych włosach, której twarz rozpoznaje dopiero po papilotach; okazuje się, że to Zosia. Gdy pojawia się głos wzywający go na polowanie, chłopak wyskakuje z łóżka, ale zjawisko znika. Zaraz potem Tadeusz orientuje się, że wszyscy odjechali do łowów, więc sam bierze flintę i rusza galopem do karczm przy kaplicy.

W karczmie zbierają się uczestnicy obławy. Jedną część zajmuje stara karczma należąca do Horeszków, drugą nowa, postawiona przez Soplicę. W środku panuje ruch i gwar, a centralną postacią jest Jankiel – gospodarz, szanowany przez szlachtę, znany z poczciwości, uczciwości i muzycznego talentu. Przy jednym ze stołów siedzi ksiądz Robak, który prowadzi rozmowy ze szlachtą i rozdaje tabakę. Najpierw przeradza się to w wesołą dyskusję o jakości tabaki, po czym Robak zaczyna mówić o Częstochowie, o Napoleonie i o znaczeniu Ojczyzny. Wspomina też generała Dąbrowskiego, opowiadając, że ten zażywał właśnie takiej tabaki. To wywołuje entuzjazm: wszyscy zaczynają wołać „Dąbrowskiego!” i śpiewać. Robak pokazuje jeszcze malutki obrazek w tabakierce, przedstawiający Napoleona, i tłumaczy, że cesarz ma zwyczaj zażywać tabaki przed zwycięstwami. Następnie przekonuje szlachtę, że nie wolno tylko czekać na Francuzów – trzeba samemu oczyścić dom z nieporządku i być gotowym do działania.

Po wyjściu Robaka Tadeusz, który wcześniej widział go pędzącego za sobą na koniu, także rusza w stronę puszczy. Narrator ponownie opisuje las i matecznik, pokazując, jak trudno człowiekowi przeniknąć jego wnętrze. Wojski, prowadząc obławę, nasłuchuje odgłosów psów i wyjaśnia, że właśnie zaczyna się polowanie na niedźwiedzia. Kiedy psy wpadają na trop, myśliwi nie wytrzymują napięcia i część z nich rusza za nimi, choć Wojski ostrzega, by nie opuszczać stanowisk. W końcu rozlega się ryk niedźwiedzia, strzały, krzyki i szczekanie. Zwierzę wypada z lasu i kieruje się ku miejscu, gdzie stoją Tadeusz i Hrabia. Obaj strzelają jednocześnie i chybiają. Niedźwiedź rzuca się na nich, chwyta oszczep, a potem zbliża się do Hrabi. Wtedy z boków wyskakują Asesor i Rejent, z przodu Gerwazy, a z nimi Robak bez broni; wszyscy oddają strzały. Potwór pada, przewracając się ciężko na ziemię. Po chwili Wojski gra na rogu tak pięknie, że jego muzyka zdaje się naśladować dźwięki polowania i rozchodzi się po całym borze. Myśliwi wiwatują, a na końcu oglądają trupa niedźwiedzia, z którego wydobyto kulę. Rozpoczyna się spór Asesora z Rejentem o to, czyj strzał był skuteczny. Wojski opowiada przy tej okazji historię dwóch sąsiadów, Domejki i Dowejki, którzy także pokłócili się o podobny przypadek i musieli pojedynkować się przez skórę niedźwiedzią. W końcu Gerwazy potwierdza, że kulę wystrzelił ksiądz Robak, który w ostatniej chwili uratował Hrabię. Niedźwiedzią skórę Podkomorzy przyznaje Hrabiemu jako nagrodę za dzisiejsze niebezpieczeństwo.

Po łowach wszyscy wracają do zamku na ucztę. Przygotowano ogień, kociołki, wódkę i bigos. Zjadłszy i wypiwszy, goście wracają na konie, ale Asesor i Rejent nadal się kłócą o to, czyj pies i czyja strzelba lepiej się spisały. Hrabia i Tadeusz jadą z łowów niezadowoleni, bo obaj czują, że w decydującym momencie nie zachowali się tak, jak przystało. Wojski próbuje ich uspokoić, kończąc opowieść o Domejce i Dowejce, którzy przez pomyłki nazwisk popadali w kolejne konflikty, aż w końcu Wojski ułożył ich spór przez rozciągniętą na ziemi skórę niedźwiedzią i doprowadził do zgody.

Księga V zaczyna się od planów Telimeny. Kobieta obserwuje z niepokojem Hrabiego i Tadeusza, zastanawiając się, jak ich obu zdobyć albo przynajmniej zapewnić sobie korzystną pozycję. Myśli o wyjeździe do stolicy, o wprowadzeniu Zosi w świat i o możliwości zeswatania jej z Hrabią. Wzywa więc Zosię z ogrodu. Zosia bawi się z ptactwem: karmi kury, koguty, indyki, pawie i gołębie krupami jęczmiennymi. Telimena zabiera ją do alkowy i zaczyna przygotowywać do „wielkiego świata”: myje ją, perfumuje, ubiera w białą sukienkę, pończoszki i trzewiki, poprawia włosy i kwiaty we fryzurze, po czym uczy ją chodzenia i dygania. Tłumaczy, że dziewczyna dorastająca na oczach wszystkich nie budzi ciekawości, a prawdziwe wrażenie robi taka, która nagle pojawia się w salonie. Zosia cieszy się z gości, a Telimena zaleca jej grzeczność wobec Hrabiego.

Wkrótce myśliwi wracają. Tadeusz i Hrabia są już przebrani. Telimena przedstawia Zosię. Tadeusz patrzy na dziewczynę i natychmiast rozpoznaje w niej zjawę z poranka oraz postać znad parkanu. Jest oszołomiony i nie potrafi się odezwać. W kącie stoi i milczy, a Telimena, widząc jego zmieszanie, stara się go ożywić, po czym obraża się na jego chłód. Tadeusz wychodzi z pokoju i biegnie przez pole do lasu. Trafia do Świątyni dumania, gdzie spotyka samotną Telimenę, pogrążoną w smutku. Chłopak lituje się nad nią, lecz zaraz kobieta zaczyna się miotać i skakać po murawie, bo na jej białe pończochy weszły mrówki z pobliskiego mrowiska. Tadeusz pomaga jej oczyścić ubranie, a to zbliżenie prowadzi do ich pogodzenia. Nie trwa to jednak długo, bo dzwonek wzywa na wieczerzę.

Wieczorem w zamku panuje ciężka atmosfera. Goście milczą, jedząc kolejne potrawy. Przyczyną napięcia są nie tylko łowy i dawne spory, lecz także zazdrość Tadeusza, który widzi, że Telimena żywo rozmawia z Hrabią i Zosią. W trakcie kolacji zaczyna podejrzewać Telimenę o sztuczny wygląd i dostrzega na jej twarzy ślady pudru i różu. Coraz bardziej się złości, a jego zazdrość udziela się całemu towarzystwu. Wojski wreszcie przerywa ciszę i mówi, że po łowach trzeba rozmawiać, a nie milczeć. Tłumaczy, że dawniej myśliwi opowiadali przy stole o chybionych strzałach i nie traktowali tego jako hańby. Na końcu opowieści wyjaśnia też, że nie wolno strzelać dwóm osobom do tej samej zwierzyny.

W trakcie tej rozmowy przywołuje kolejną historię o Rejtanie i księciu Denassowie, a Sędzia wspomina, że nagrodę za niedźwiedzia należy przyznać Hrabiemu. Podkomorzy proponuje jednak, by skórę otrzymał Hrabia jako drugi po Robaku. Hrabia czuje się dotknięty, bo nie chce przyjmować daru w Soplicowie, gdzie jest gościem w domu odwiecznych wrogów. Wtedy zaczyna się nowy konflikt. W zamieszaniu z końca stołu nagle pojawia się Gerwazy, który od dawna knuje zemstę. Wchodzi z kluczem do zegara i wywołuje chaos. Protazy ogłasza formalny protest przeciwko najazdowi na zamek, po czym Gerwazy rzuca w niego pękiem kluczy. Hrabia staje w obronie sługi, Podkomorzy obraża się na jego słowa, a Sędzia chce wyzwać Hrabię do pojedynku. Tadeusz włącza się i obiecuje, że sam rozprawi się z Hrabią nazajutrz. W tym czasie Telimena mdleje, Gerwazy zostaje zaatakowany przez czeladź, Zosia osłania starca, a on sam wycofuje się z ławą w rękach. Na końcu jednak Hrabia i Gerwazy uciekają na krużganek, skąd Klucznik prowadzi dalszą naradę wojenną z Hrabią. Ustalają plan zajazdu: Hrabia ma sprowadzić wąsatą szlachtę z zaścianków, a Gerwazy ma zebrać sprzymierzeńców Horeszków. Księga kończy się sceną, w której Gerwazy, zasypiając, widzi w snach dawne rody, zajazd i płonący zamek Sopliców, co zapowiada dalszy ciąg konfliktu.

Księga VI rozpoczyna dzień przed zajazdem. W mglisty, wilgotny poranek wszędzie widać niepokój i ruch: po drogach jeżdżą furmanki, pędzą posłańcy, słychać szczęk pałaszy. W Soplicowie panuje cisza po wczorajszej kłótni, lecz Sędzia przygotowuje pozew przeciw Hrabiemu, a Protazy wyrusza doręczyć go ustnie. W tym samym czasie Robak radzi się z Sędzią o „rzeczy publicznej” i ostrzega, że Telimena może wywołać plotki oraz zamieszanie między młodymi. Sędzia jest jednak oburzony, bo uznaje, że Hrabia go obraził, a on sam nie zamierza już godzić się z nikim. Wtedy Robak mówi wprost o wojnie: Napoleon zbliża się z wojskiem, a wraz z nim idą Polacy dowodzeni przez Dąbrowskiego i księcia Józefa. Zachęca Sędziego, by zamiast procesu myślał o wspólnym powstaniu z tyłu armii francuskiej, bo tylko tak można odzyskać wolność i zmazać hańbę Targowicy. Sędzia wzrusza się, przyznaje, że chciałby naprawić grzechy rodziny, i obiecuje zebrać ludzi, broń oraz konie. Robak jednak wstrzymuje go, obiecując wyznaczyć czas i miejsce działania, gdy nadejdzie odpowiednia chwila. Księga kończy się na tym, że obaj zaczynają patrzeć na sytuację nie jak na prywatny spór, lecz jak na sprawę narodową.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia