Fragment otwiera przypomnienie, że krasnoludki naprawdę istnieją i żyją bardzo blisko ludzi. Następnie opowiedziane zostają pierwsze wydarzenia przy królu Błystku, którego ciężka zima niemal unieruchamia na tronie. W lodowej grocie król cierpi od mrozu, a jego dworzanie – m.in. Żagiewka, Sikorek i Biedronek – nie chcą jeszcze wychodzić na świat, bo nie widzą oznak wiosny. Dopiero gdy przychodzi odwilż, król postanawia wysłać na ziemię swego uczonego kronikarza, Koszałka-Opałka, aby sprawdził, czy wiosna już nadeszła.
Koszałek-Opałek przygotowuje się do drogi z wielkim piórem, atramentem i księgami. Po trudnym zejściu z groty trafia najpierw do domu chomika, który częstuje go ziarnem i pozwala odpocząć. Dalej kronikarz dociera do wsi i obserwuje wiejskie życie. Słyszy lament kobiet przy kuźni, gdzie zniknęły kury i koguty. Zapisuje w księdze własne, bardzo uczone, ale mylne wyjaśnienie, że to jakby „Tatarowie” napadli na wieś. Gdy widzi zbiorową wyprawę przeciw lisowi, notuje kolejny błędny opis, po czym zauważa dzieci siedzące przy ognisku.
Pastuszkowie przyjmują go życzliwie. Koszałek-Opałek siada z nimi przy ogniu, a oni częstują go pieczonymi ziemniakami. Wtedy uczony kronikarz zaczyna opowiadać o dawnych dziejach swojego narodu. Wyjaśnia, że krasnoludki dawniej nazywały się Bożętami i mieszkały razem z ludźmi po wsiach, pomagając przy pracy w chałupach. Za swoje usługi dostawały jedzenie, a ludzie zapraszali je także na święta. Potem Koszałek-Opałek opowiada o czasach Lecha, o dębie pamiętającym pradawne dzieje oraz o tym, jak Bożęta współżyły z ludźmi w modrzewiowej chacie Piasta, Rzepichy i Ziemowita.
W opowieści kronikarza ważną sceną jest obrzęd strzyżenia Ziemowita, kiedy do Piastowej chaty zjeżdżają goście, a z zachodniej strony nadchodzą dwaj jaśni wędrowcy i śpiewają pieśń o nowej wierze i o „Panu nieba i ziemi”. Bożęta słyszą w tej pieśni znak, że ich czas w ludzkiej chacie się kończy. Później Piast zostaje królem, a Rzepicha królową, zaś Bożęta tracą dawną siłę i ludzie zaczynają nazywać je „Ubożętami”. Koszałek tłumaczy też, że wraz z biciem dzwonów kościelnych ludek ten odszedł w góry i do lasów, a teraz można go jeszcze spotkać tylko nocą lub przez dzieci. To właśnie od czerwonych opończy tych istot wzięła się późniejsza nazwa „Krasnoludki”.
W czasie opowieści wracają z nieudanej wyprawy na lisa baby, dzieci i psy. Koszałek-Opałek rozstaje się z pastuszkami i idzie dalej do boru, gdzie wpada do jamy lisa Sadełka. Lis udaje uczonego i wielkiego przyjaciela ludzi, zwłaszcza sierotki Marysi, o której wspomina pióro ze skrzydła gęsi pasionej przez Marysię. Sadełko obiecuje pomagać dzieciom i wyprowadza kronikarza na zewnątrz. Koszałek odnotowuje to jako spotkanie z wyjątkowym uczonym, po czym rusza w dalszą drogę.
Następnie kronikarz spotyka drwala, ale ponieważ nie chce pytać chłopa o wiosnę, sam zaczyna szukać znaków w przyrodzie. Pyta jeża, potem sam układa sobie z bryłki wapna kulę ziemską i rysuje na niej drogę wiosny. W końcu na wzgórzu pojawia się sama Wiosna – piękna dziewica, której bosym krokom towarzyszą kwiaty, śpiew ptaków i ciepło. Koszałek jednak zajęty rachowaniem mylnie zapisuje, że wiosna na pewno nie przyjdzie. Nagle nadlatują bąki i oblepiają mu łysinę, przez co rozlewa atrament po całej księdze. Kronikarz wpada w rozpacz, bo nie wie już, czy wiosna przyszła, czy nie, a scena kończy się obrazem wieczoru, konwalii i zachodniej zorzy.
Kolejna część zaczyna się od opisania głodu w kryształowej grocie. Królowi Błystkowi i krasnoludkom ledwo starcza pożywienia, a najbardziej narzeka Podziomek. Przy tej okazji opowiedziana zostaje jego dawna przygoda z podrzutkiem. Dawniej pewna matka zapomniała o własnym dziecku, a krasnoludki zamieniły je na swojego Podziomka. Nowy „Jaśko” okazał się nienasycony, wyjadał wszystko, co znalazł, więc kobieta zaczęła go bić i chciała oddać prawdziwego synka z powrotem. Sytuacja kończy się tym, że Kukulina, matka Marysi, współczuje bitego dziecka, a krasnoludki zabierają Podziomka z powrotem do siebie i oddają kobiecie prawdziwego chłopca. Podziomek zresztą szybko z tego zdrowieje i odzyskuje dobre samopoczucie.
W grocie nadal jednak dokucza mu głód i kłótliwość. Podziomek wdaje się w spór o to, że dostaje tylko trzy ziarnka grochu dziennie. Obrażony postanawia sam zejść na ziemię i poszukać jedzenia oraz wieści o wiośnie. Po wyjściu z groty długo nie umie odróżnić zimy od wiosny. Błądzi wśród boru, doliny, mgły i światełek, aż znajduje kulę ziemską zrobioną przez Koszałka-Opałka, bierze ją za jajo, a potem zasypia. Nad ranem zauważa lecące bociany i wskakuje na jednego z nich, by szybciej dostać się do ludzkiej wsi.
Po przylocie rozpoznaje chatę, w której kiedyś był podrzutkiem. Pamięta śmietnisko, próg i dawną babę. Zbliżający się bocian siada na gnieździe, a Podziomek ukrywa się w strzesze. Baba jednak zauważa go na dachu i chce go uderzyć ożogiem, potem wchodzi po drabinie. Podziomek w ostatniej chwili skacze z dachu i ląduje na grzbiecie kota, który porywa kiełbasę i ucieka. Krasnoludek trzyma się kota, dopóki nie zje kiełbasy, po czym zasypia w krzakach.
Po przebudzeniu słyszy brzęczenie owadów, jakby zbliżające się życie budziło się do pełni. Fragment urywa się w chwili, gdy Podziomek zaczyna obserwować ten nowy dźwięk i dalsze oznaki nadchodzącej wiosny.