Podziomek, ukryty po spotkaniu z Koszałkiem-Opałkiem i Cyganem, trafia na polankę, gdzie Cygan pokazuje jego towarzysza jako małpę. Gdy Podziomek poznaje Koszałka-Opałka, obaj witają się z radością, ale Cygan postanawia zarobić na nich na jarmarku i zabiera ich do miasteczka. W drodze dołącza do niego banda cygańska, która rozprasza się po bocznych uliczkach i kradnie z wozów oraz z podwórek wszystko, co może. Na jarmarku Cygan wystawia Krasnoludki jako osobliwość: zapowiada „małpki sprowadzone prosto furmanką z księżyca”, a tłum rzuca grosze, by oglądać ich występ. Podziomek i Koszałek mają grać i bębnić, lecz Podziomek ostrzega ludzi pieśnią: „Oj, dana, dana, pilnuj Cygana! / Bo Cygan złodziej, wozy podchodzi!”. Zauważone zostają kradzieże, wybucha zamieszanie, ludzie atakują Cyganów, a banda ucieka. W tym chaosie Krasnoludki znikają i po południu wracają pod las, gdzie Podziomek rozkuwa Koszałka z łańcucha i odnajduje ognisko z krupnikiem. Przy ogniu znajduje też drumlę, a jej dźwięk budzi śpiew ptaków i kwiatów; jednak śpiew natury miesza się z żałosną pieśnią ubogiej kobiety zbierającej lebiodę. Podziomek, wzruszony jej biedą, wytrząsa z kieszeni prochy z Groty Kryształowej, które zamieniają się w srebrne pieniądze. Kobieta dziękuje Bogu za pomoc i odchodzi, a Podziomek postanawia wracać do króla z wiadomością, że wiosna już jest, ale razem z nią wraca ludzka nędza.
Wkrótce wraca Cygan po swoje rzeczy. Koszałek i Podziomek próbują przestraszyć go i, zgodnie z dawną księgą Koszałka, „urastać” przy wypowiadaniu wielkich słów. Początkowo nie skutkuje to, ale echo słowa „Miłosierdzie” wypowiedzianego przez ubogą kobietę sprawia, że Krasnoludki rosną i stają się olbrzymami. Przerażony Cygan prosi o łaskę, a Podziomek rozkazuje mu nieść ich do Groty Kryształowej i zapewnić im jedzenie. Gdy echo cichnie, obaj znowu maleją i Cygan, teraz już pokorny, niesie ich przez noc i następny dzień. Przy wejściu do Groty okazuje się, że kamień zasłania przejście; Podziomek każe Cyganowi odwalić głaz, a ten zbyt mocno pcha kamień i wraz z drumlą stacza się w dół. Do groty wpada światło, a Krasnoludki witają braci i słońce.
W dalszej części Piotr Skrobek, wracający nocą z jarmarku, dostrzega jasność bijącą spod skały i podjeżdża bliżej. Spotyka Krasnoludki wynoszące skarby: szkatuły, skrzynie, sztaby złota i srebra, rubiny, szafiry, szmaragdy, perły i pierścienie. Z jednej strony rozładowywana jest grota, z drugiej wychodzi król Błystek w koronie i z berłem, a razem z nim dworzanie. Król wita Skrobka życzliwie i pozwala mu zasiąść przy wozie. Skrobek, choć początkowo przestraszony, przypomina sobie opowieści dziadka o „Ubożątach” i zaczyna traktować całą scenę jak osobliwe jasełka. Wspomina, że takie Krasnoludki pomagają dobrym ludziom w gospodarstwie, ale też, że po śmierci ojca i zmianie gospodarowania przez stryja rodzina zeszła na nędzę. Król wyjaśnia, że skarby biorą się z tego, co człowiek opuszcza i poniecha: niespożyty czas staje się szafirami, niespożyty chleb perłami, a nieużyta siła złotem. Gdy Skrobek pyta, skąd się biorą skarby, Błystek tłumaczy, że wszystko pochodzi z ziemi i że Krasnoludki tylko strzegą jej bogactw, nie po to, by je rozmieniać na pieniądze. Na koniec Skrobek pyta, gdzie ma jechać, a Krasnoludki chcą, by zawiózł ich w różne strony: Koszałek pragnie jechać tam, gdzie są gęsi, aby zdobyć nowe pióro, a Podziomek chce tam, gdzie w kominie kasza wre i skwarki skwierczą. Król rozstrzyga spór, pozwalając Skrobkowi wybrać drogę; chłop chytrze postanawia po drodze zostawić Podziomka w Głodowej Wólce.
Następuje opowieść o sierotce Marysi. Mieszkała ona przy matce Kukulinie w chatce zwanej „Boże Oko”, a po śmierci matki została wypędzona z domu i posłana „za kawałek służyć chleba” do pasienia gęsi. Marysia ma „włoski jak słoneczne światło” i „oczy jak fiołki leśne”, ale jest stale smutna, bo wspomina zmarłą matkę. Gospodyni pyta, czemu się nie śmieje i nie śpiewa, lecz Marysia odpowiada, że nie może, bo wiatr wzdycha, brzozy płaczą, a ziemia stoi we łzach rosy. Ptaszki śpiewają jej piosenki, a ona prosi je tylko o to, by przyśniła jej się matuleńka nocą. Matka przychodzi do niej we śnie i mówi, że jeszcze nie czas, by ją zabrała, bo „Prędko przy pracy przemija dzień”. Marysia budzi się i pracuje ciężko: kolebie dzieci, nosi chrust i wodę, latem pasa gęsi. Ludzie nazywają ją Marysią gęsiarką i Marysią sierotką, a ona sama tak się przedstawia. Pasie siedem gęsi pod lasem w Głodowej Wólce, miejscu ubogim i głodnym. Towarzyszą jej śpiewy, a najbardziej lubi pieśń o gąskach wracających do domu. Las, trawy i kwiaty jakby odpowiadają jej śpiewowi; słucha też ich szumów i gwarów. Obserwuje ją lis Sadełko, który mieszka w norze i udaje pustelnika. Szczególnie złości go mały piesek Gasio, wiernie pilnujący gęsi, lecz lis cierpliwie czeka na sposobność.
Podziomek przybywa z woźnicą do Wólki Głodowej i zostaje wysadzony przy wsi, którą wcześniej Skrobek przedstawił jako bogatą. Najpierw Skrobek zatrzymuje się przy drodze i chce rozdzielić Krasnoludki po wsiach, by nie wywołać drożyzny, lecz Podziomek z zapałem wybiera Sytną Wólkę, wierząc, że będzie tam jadło i tłustość. Wkrótce jednak przekonuje się, że został oszukany: w chałupach pustka, ludzie biedni, garnki puste, a wszędzie „ciężki przednówek wiosenny”. Na rozstaju czyta tablicę „Głodowa Wólka” i nie może uwierzyć, że dał się zwieść. Tymczasem Koszałek-Opałek trafia do nory lisa Sadełka. Lis udaje uczonego i wyjaśnia, że zasypał sobie wzgórek piasku do pisania książek. Obiecuje Koszałkowi pióra w zamian za drobną przysługę: każe mu odciągnąć od gąsek pieska Gasia, by mógł spokojnie dokończyć swe dzieło. Koszałek zgadza się, łasy na obietnicę nowych piór.
Nad łąką pod lasem Marysia pasie gęsi, śpiewa i modli się pieśnią o sierocie, a wierny Gasio pilnuje stadka. Chomik z pobliskiej miedzy przygląda się jej pracy, ale nie ostrzega przed lisem, choć widzi jego ruchy w krzakach. Gasio dostrzega niepokojący ruch, lecz wtedy pojawia się mały człowieczek w czerwonym kapturze, czyli Koszałek-Opałek, który kiwaniem odciąga psa w las. Gasio goni go, a Marysia, słysząc szczekanie, wpada w strach i biegnie za nim. To wykorzystuje Sadełko: wpada między gęsi i dusi jedną po drugiej. Marysia słyszy przeraźliwy wrzask, biegnie z całych sił i w końcu widzi pobite gęsi. Pada na ziemię i krzyczy z bólu. Następnie Podziomek, już bardzo wychudzony po pobycie w Głodowej Wólce, brodzi po błotach i szuka czajczych jajek, bo głód nauczył go zdobywać pożywienie. Wtedy słyszy płacz dziecka. Podąża za głosem i spotyka zapłakaną Marysię na łączce. Rozpoznają się: Podziomek przypomina sobie Kukulinę, a Marysia wspomina matkę. Chce jej pomóc, ale dziewczynka płacze nad stratą gęsi i nie chce wracać do gospodyni. Podziomek postanawia zawieźć ją do królowej Tatry, która może zaradzić jej nieszczęściu. Marysia zgadza się i razem wyruszają w drogę.
Na końcu ponownie wraca Skrobek z Krasnoludkami. Chłop wiezie ich przez okolice i zastanawia się, gdzie najlepiej ich wysadzić. Gdy dowiaduje się, że w Sytnej Wólce nie ma jednak obfitości, zostawia Podziomka właśnie przy Głodowej Wólce. Podziomek, głodny i rozczarowany, zostaje tam, a Skrobek jedzie dalej z innymi Krasnoludkami. W ten sposób część opowieści kończy się rozdzieleniem towarzyszy: Podziomek idzie z Marysią do królowej Tatry, a Koszałek-Opałek zostaje przy Sadełku.