lektury on-line

Kategorie

Lektury › Streszczenia › Nad Niemnem - Eliza Orzeszkowa - streszczenie

Tom I, rozdziały I–V: Korczyn, rodzina i pierwsze spotkania

Pierwsza część „Nad Niemnem” otwiera się opisem letniego, świątecznego dnia nad Niemnem. Przyroda jest pełna światła, zapachów i ruchu, a przez równinę prowadzą drogi, miedze i pola. Widać dwór Korczyn oraz rozrzucone wokół niego dworki i zagrody. Ludzie wracają z kościoła, a wśród nich pojawiają się dwie kobiety: starsza, Marta Korczyńska, i młodsza Justyna Orzelska.

Marta od razu zwraca uwagę swoją postawą i wyglądem: jest wysoka, chuda, o surowej twarzy i ostrym spojrzeniu. Justyna jest młoda, silna i ładna, ale zamyślona i dumna. Po drodze Marta opowiada o dawnym zdarzeniu, gdy chłopi wzięli ją za „cholerę”, ponieważ wracała z kościoła z kapeluszem w ręku. Śmieje się z ludzkiej głupoty i przy okazji dokucza Justynie, wypytując ją o jej życie, o mieszkanie w Korczynie, o ubóstwo i o to, dlaczego nie chce korzystać z wygód. Justyna odpowiada spokojnie, lecz coraz wyraźniej widać jej przygnębienie. Wspomina się też, że została zawiedziona w sprawie Zygmunta Korczyńskiego, a Marta przypomina jej tę dawną historię.

Na drodze mija je najpierw elegancki faeton z dwoma panami. Jeden z nich wita Mar­tę i Justynę, a Marta odsyła za nim gorzką odpowiedź. Justyna okazuje zaniepokojenie, bo nie chce widzieć tego człowieka. Chwilę później nadjeżdża wiejski wóz wypełniony kobietami i prowadzony przez Janka Bohatyrowicza. Marta rozpoznaje w nim dawnego znajomego i z radością go wita. Janek odpowiada uprzejmie, a Justyna rzuca jego towarzyszkom kwiaty z własnej więzi. Marta wspomina, że kiedyś Bohatyrowicze bywali u Korczyńskich jak swoi i razem śpiewano dawne pieśni. Janek, jadąc dalej, śpiewa starą piosenkę, która budzi w Marcie wspomnienia dawnych czasów. Kobiety dochodzą do wsi, a potem narrator przechodzi do opisu Korczyna.

Dwór Korczyńskich przedstawiony jest jako stary, szlachecki dom, utrzymywany z wielką dbałością. Nie ma w nim zbytku, ale wszystko jest czyste, naprawiane i zachowane z troską. W salonie i gabinecie widać ślady dawnego bogactwa, ale też wieloletnie oszczędzanie i walkę z rozkładem. W osobnym pokoju przebywa pani Emilia Korczyńska, żona Benedykta. Jest słaba, delikatna, wiecznie chorująca i całkowicie skupiona na własnych dolegliwościach, lekarstwach, książkach i robótkach. Obok niej siedzi Teresa Plińska, dawna nauczycielka jej córki, również słaba i skłonna do chorób. Pojawia się Bolesław Kirło, sąsiad i żartowniś, który w rozmowie z Emilią opowiada o spotkanej w polu „gracji” bez kapelusza i rękawiczek. Wreszcie okazuje się, że chodzi o Justynę Orzelską. Kirło opisuje jej wygląd jako piękny, ale nie wiejski ani salonowy. Emilia mówi, że Justyna jest krewną Benedykta, córką jego ciotecznej siostry, i od czternastego roku życia mieszka w Korczynie wraz z ojcem.

Do salonu wchodzi Benedykt Korczyński – wysoki, silny, ogorzały, z wielkim wąsem i ciężką twarzą człowieka przygniecionego troskami. Rozmawia z Kirłem i Różycem o gospodarstwie, urodzajach, cenach zboża i o ciężkim życiu ziemianina. Widać, że martwi się o majątek i o przyszłość rodziny. Gdy przez okno ogląda tratwy płynące Niemnem, mówi, że ci ludzie także nie mają święta, a potem zastanawia się nad losem ziemianina, który musi wciąż pracować i bronić swego majątku. Różyc, światowy i wykwintny gość, odpowiada mu z dystansem. Wspomniany zostaje także długi, trudny list od brata Benedykta, Dominika, zachęcający go do sprzedania Korczyna i wyjazdu do wielkiego majątku na zarząd. Benedykt zaczyna rozważać tę propozycję, czując zmęczenie ciągłymi sporami i obowiązkami.

W domu zjawia się Ignacy Orzelski, ojciec Justyny – stary skrzypek, łagodny i roztrzepany, którego Kirło wprowadza niemal siłą, żartując z jego wyglądu. Towarzyszy mu Justyna, która z troską pomaga ojcu się ubrać i wyraźnie wstydzi się jego słabości. W górze domu Justyna i ojciec mieszkają razem w dwóch pokojach. Orzelski bardziej myśli o skrzypcach niż o stroju, a córka pilnuje, by zdążył się przygotować do obiadu. Potem Justyna zostaje sama i z okna patrzy na Niemen, na łódź i ludzi po drugiej stronie rzeki. W tle rozlega się pieśń śpiewana przez pracujących na brzegu mężczyzn.

Następnie narrator przypomina dzieje Benedykta Korczyńskiego. Wykształcony w Wilnie, odziedziczył po ojcu gospodarstwo i poczucie obowiązku, ale także długi oraz trudny los po śmierci brata Andrzeja i rozproszeniu rodziny. W młodości trzech synów Korczyńskiego żyło ideami i nadziejami, a dwór tętnił życiem. Wtedy do Korczyna przychodzili Bohatyrowicze, a zwłaszcza Jerzy i Anzelm, z którymi rodzina Korczyńskich była bardzo blisko związana. Potem wszystko się zmieniło: Andrzej i Jerzy zginęli, dawna wspólnota zanikła, a Benedykt został z gospodarstwem, długami i ciężarem codziennych sporów. W małżeństwie z Emilią także narastał rozdźwięk. Emilia pragnęła piękna, poezji, wrażeń i życia towarzyskiego, Benedykt zaś myślał przede wszystkim o pracy, gospodarstwie, długu i obronie majątku. Oboje oddalali się od siebie coraz bardziej.

W części poświęconej imieninom Emilii w Korczynie zjeżdżają goście. W jadalni i salonie pojawiają się krewni i sąsiedzi, między innymi pani Andrzejowa Korczyńska, wdowa po Andrzeju, piękna i wyniosła, trzymająca się żałoby, oraz jej syn Zygmunt z żoną Klotyldą. Jest też bogata rodzina Darzeckich, a przede wszystkim Teofil Różyc – młody, bogaty, światowy człowiek o chorowitej twarzy, który od początku zwraca uwagę na Justynę. Kirło, jak zawsze, żartuje, rozśmiesza towarzystwo i wyjawia, że spotkana przez niego „gracja” to właśnie panna Justyna Orzelska. Pani Emilia, chorobliwie wrażliwa, bierze proszek i skarży się na „globus histericus”. Benedykt przychodzi do salonu, rozmawia z gośćmi o gospodarstwie i o trudnym położeniu średnich majątków. W tle czuć jego zmęczenie i napięcie.

W czasie tej wizyty wracają także wspomnienia o przeszłości rodziny i o dawnych relacjach Korczynów z Bohatyrowiczami. Benedykt wspomina czas braterskiej wspólnoty, późniejszą śmierć Andrzeja i rozpad dawnych planów. Wątki te łączą się z opisem majątku, który Benedykt utrzymuje z wielkim wysiłkiem, oraz z opisem jego życia rodzinnego: Emilia wycofała się do własnych, urządzonych po swojemu pokoi, a Benedykt stale walczy o byt Korczyna, spory z sąsiadami i o przyszłość dzieci.

Pod koniec tej części młodzi i starsi goście rozchodzą się po ogrodzie i salonie. Wśród rozmów o sztuce, muzyce i zagranicznych podróżach coraz mocniej zaznaczają się uczucia Justyny. Spotyka ona najpierw spojrzenie Różyca, potem rozmowę z Zygmuntem, który przypomina dawną historię ich relacji. Justyna odrzuca jego próbę wznowienia bliskości i mówi jasno, że to, co było, należy do przeszłości. Później, gdy opuszcza salon i wychodzi do ogrodu, stara Marta krząta się przy bufecie i przygotowaniach do kawy. Kiedy służąca tłucze karafkę, Marta wpada w gniew. W końcu Justyna ucieka z domu boczną furtką na pole, idzie między zbożem, a wspomnienia z przeszłości, rozstania z matką, wyjazd ojca, opieka Benedykta i pani Andrzejowej oraz bolesne zerwanie z Zygmuntem wracają do niej z całą siłą. Na końcu tej części dochodzi do jej spotkania z Janem Bohatyrowiczem przy pługu. Jan, wysoki, silny, opalony, mówi z prostotą i życzliwością, pokazuje jej drogę i wyraźnie się ożywia na jej widok. Justyna rozpoznaje go jako członka rodziny Bohatyrowiczów i idzie obok niego po polu, słuchając jego mowy o pracy, wolności i o tym, że nie warto tylko smęcić, lecz trzeba działać.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia