lektury on-line

Kategorie

Tom I, rozdziały III–V: żniwa, Mogiła i wieczór w Bohatyrowiczach

Kirło przekazuje pani Emilii i Justynie ważną wiadomość: Różyc poważnie myśli o ożenieniu się z Justyną. W Korczynie wieść wywołuje poruszenie. Emilia zachwyca się samą siłą uczucia, Teresa płacze, bo czuje się zraniona żartami i nagle przypomina sobie o lekarstwie dla chorej. Marta cieszy się z losu Justyny, ale ironicznie przypomina o własnym losie i o tym, że przy Różycu Justyna nie będzie już mogła „zrobić się cholerą albo synogarlicą”. Justyna pozostaje jednak zamyślona, a po liście od Zygmunta, pełnym wspomnień i próśb o spotkanie, rozdziera kartkę. Wspomnienie dawnej bliskości z Zygmuntem nie prowadzi jej do zgody na jego uczucia. Gdy przypomina sobie rozmowy z Janem Bohatyrowiczem i słowa o prawdziwej miłości, zaczyna rozumieć, że nie chce uczucia opartego na zwątpieniu i krzywdzie. Wkłada warkocz gałązkę „szczęścia” i rozrzuca list za okno.

W czasie żniw obraz Bohatyrowiczów zostaje pokazany szeroko i szczegółowo. Na polach panuje wielki ruch: wozy zjeżdżają na ściernisko, żniwiarze pracują w różnych zagrodach, a całe okolice wydają się jednym wielkim, pracującym organizmem. Widać rodzinę Fabiana, jego żonę, synów, córkę Elżusię, a także najuboższą parę z dzieckiem. Wśród żniwiarzy wyróżnia się stara, ruchliwa i gadatliwa Starzyńska, która pracuje z córką Antolką i mówi o swoim życiu, o kolejnych mężach, o dzieciach i o tym, że najważniejsze są dla niej „kochanie i dozgonny przyjaciel”. Opowiada, jak przyjęła do domu Antolkę, gdy została wdową, i jak Jan z Anzelmem wychowali dziewczynkę jak własną siostrę. Justyna słucha tej opowieści z uwagą, a potem zbliża się do Jana. Wita go serdecznie, a Jan wyraźnie się wzrusza. Matka Jana zauważa jego smutek i tłumaczy, że chłopak jest zamyślony, bo ma już trzydzieści lat i bez kochania żyje. Kobieta zaczyna swatać go z Jadwiśką Domuntówną, mówiąc o dawnym uczuciu między nimi i o tym, że dziewczyna jest pracowita, śliczna i bogata. Jan reaguje gniewnie i wstydliwie, ale widać, że w tej sprawie coś go boli. Justyna widzi w nim człowieka dumnego, wrażliwego i zmęczonego.

Ważną sceną jest chwila, gdy Jan podaje Justynie sierp, aby mogła pracować razem z innymi. Stara Starzyńska zachęca ją, by spróbowała, a kobiety na polu patrzą na nią z ciekawością. Justyna, mimo że jest w modnej sukni i bez gorsetu, podejmuje pracę. Obserwuje żniwiarzy, uczy się nazw ziół i kwiatów od Jana, a on pokazuje jej szczęście i tłumaczy znaczenie roślin. Gdy rozmawiają, Justyna rozrywa list Zygmunta, bo nie chce wracać do dawnej, niepewnej miłości. Równocześnie na polu pojawia się Witold Korczyński, młody kuzyn Justyny. Z radością wita wszystkich, chwali Justynę, że żnie razem z chłopami, i przypomina dawne spotkania. Wieczorem droga prowadzi do domu Anzelma, a Justyna czuje się coraz bardziej związana z Bohatyrowiczami i ich pracą.

Następnie przychodzi scena bójki o granice zboża. Fabian oburza się, że Ładyś i jego rodzina podkosili cudze żyto. Wybucha kłótnia, padają obelgi, a po chwili dochodzi do szarpaniny i walki widłami. Jan, oburzony, rozdziela walczących i karci ich ostro za chciwość oraz głupotę. Justyna patrzy na to z przestrachem, ale nie odchodzi. Mówi, że takie rzeczy zdarzają się wszędzie, tylko inaczej wyglądają, a z bliska widać, że i w Korczynie nie ma samego dobra. Jan zgadza się z nią i cieszy się, że rozumie różnicę między formą a prawdziwym wnętrzem człowieka. W tej chwili zyskują wzajemną sympatię jeszcze większą niż wcześniej. Potem, wraz z innymi, wracają do pracy. Witold przychodzi ponownie i opowiada o swojej pracy na polu, o życiu młodych, o tym, jak wiele ludzi w okolicy zna. Widzimy także, że Jan i jego rodzina są dla Witolda ważni, a on sam staje się coraz bliższy Bohatyrowiczom.

Wieczorem wszyscy wracają do zagrody Anzelma. Anzelm rozmawia z Witoldem w sadzie, a potem w domu pokazuje mu swoją „celkę” – małą izdebkę z książkami, obrazami i pamiątkami. Wśród nich znajdują się książki z dedykacjami Andrzeja Korczyńskiego, między innymi „Pan Tadeusz” i „Psalmy Kochanowskiego”. Anzelm wspomina Andrzeja z wielkim wzruszeniem i mówi, że był on człowiekiem, który szerzył światło i zginął za dawne ideały. Witold słucha tego z przejęciem, a między nim i Anzelmem rodzi się porozumienie oparte na szacunku dla pracy, myśli i poświęcenia.

Później Jan zabiera Justynę czółnem na rzekę. Płyną najpierw wzdłuż brzegu, potem do Mogiły – miejsca dawnej, zbiorowej mogiły. Po drodze Jan ratuje z wody pszczołę i pokazuje gniazda jaskółek wykutych w skale. Wspomina też Janka, wodnika i rybaka zwanego Julkiem, oraz dawny zwyczaj życia nad Niemnem. Kiedy docierają na piaszczystą przestrzeń przy Mogiłe, Jan opowiada o ostatnim pożegnaniu ojca, o odejściu Andrzeja Korczyńskiego i o tragicznych wydarzeniach z czasów wojny. Mówi także o śmierci brata i dawnym cierpieniu, które na zawsze odmieniło życie jego stryja. Justyna słucha tego w milczeniu i coraz głębiej przeżywa ślad historii ukryty w krajobrazie.

Na samej Mogiłe Justyna i Jan długo milczą. Dziewczyna czuje, że miejsce to porusza w niej uczucia, których wcześniej nie znała: pamięć o poświęceniu, o pracy, o wspólnocie ludzi i o ciężarze losu. Jan pokazuje jej mogiłę czterdziestu ludzi i mówi o tej ziemi jak o świętym miejscu. Potem wracają przez las, rozmawiając o jej bezczynności w Korczynie. Justyna wyznaje, że czuje się bezużyteczna i upokorzona, bo nie ma dla siebie pracy ani celu. Jan rozumie ją dobrze i mówi, że zna w niej smutek, a także to, że życie w dostatku bez własnej pracy może być bolesne. Gdy wybucha burza, pędzą do czółna i wracają przez Niemen wśród wichru i deszczu. Justyna ufa Janowi całkowicie; Jan okrywa ją siermięgą i spokojnie kieruje łodzią. Po burzy krajobraz rozjaśnia się, a nad rzeką lecą białe morskie wrony. Oboje zachwycają się tym widokiem i obiecują czytać razem o odległych krajach. Wieczorem wracają do domu, gdzie Anzelm opowiada dalej o swoim życiu, o dawnym uczuciu do kobiety z Korczyna, o odrzuceniu i o późniejszej chorobie duszy. Mówi też, że Jan ma być jego następcą i że będzie mu pomagał, a nie przeszkadzał.

Ostatnia scena tego fragmentu rozgrywa się w domu Anzelma, gdy przychodzą Jakub, stary krewny Jadwigi, i sama Jadwiga Domuntówna. Jakub, roztrzęsiony opowieścią o Pacence, szuka winowajcy i w końcu słyszy historię z 1812 roku o zamarzniętym oficerze – bracie Franciszku – którego rodzina rozpoznała dopiero wtedy, gdy padł martwy przed ich chatą. Jadwiga reaguje urażona i pełna gniewu, bo czuje się odtrącona i upokorzona przez Jana, który wcześniej okazywał jej serdeczność. Kłótnia, smutek i wzruszenie mieszają się tu z pamięcią o dawnych czasach. Po ich wyjściu Jan i Anzelm wracają do zwykłego życia, a potem Jan wychodzi jeszcze obejrzeć na Niemnie połowy jacicy. Justyna wraca do Korczyna późnym wieczorem, a w domu słyszy rozmowę pani Emilii i Teresy o pamiętnikach francuskiej damy oraz o szczęściu, którego one same nie zaznają. W gabinecie Benedykt pracuje nad rachunkami, a po odejściu Justyny wyraża zaniepokojenie, że Witold znowu nie ma w domu. Na końcu Marta wypytuje Justynę o jej spacer i z ironią, ale i z ciekawością, snuje przypuszczenia o Różycu, Zygmuncie oraz o tym, czy Justyna nie znalazła sobie już nowego uczucia.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia