lektury on-line

Kategorie

Tom III, rozdziały I–III: Osowce, spór o Justynę i wesele w Bohatyrowiczach

W tej części utworu najpierw zostaje szerzej pokazane życie pani Andrzejowej Korczyńskiej w Osowcach. Narracja wraca do jej młodości: była młoda, piękna, zamożna i poślubiła Andrzeja Korczyńskiego z miłości. Po śmierci męża wróciła do rodzinnego domu jako wdowa i przez wiele lat żyła samotnie, w żałobie, skupiona na wspomnieniu Andrzeja i na wychowaniu jedynego syna, Zygmunta. Jej pokój przypomina kaplicę – stoją tam krucyfiks, książka do nabożeństwa, portret Andrzeja oraz liczne portrety i rysunki Zygmunta. Pani Andrzejowa czyta książki, interesuje się sprawami społecznymi, szyje dla ubogich i uczy wiejskie dzieci. Nie potrafi jednak zbliżyć się do prostego życia: czuje do niego odrazę, uważa się za istotę wyższą, związaną z ideałem piękna i czystości. Jednocześnie bardzo cierpi, bo wie, że jej dawny sposób życia i wychowania nie pozwolił Zygmuntowi wyrastać na człowieka związanego z ziemią i ludźmi.

Ważnym wydarzeniem jest dawna rozmowa z Benedyktem Korczyńskim o wychowaniu małego Zygmunta. Benedykt chce posłać chłopca do szkół publicznych, bo uważa, że zbyt delikatne i kosztowne wychowanie robi z niego „francuskiego markiza”, nie człowieka pracy. Pani Andrzejowa stanowczo odmawia. Broni planu wychowania syna w atmosferze estetycznego piękna i wyższego życia, nie chce, by chłopiec stykał się z pospolitością. Jej duma i przywiązanie do własnej wizji świata okazują się silniejsze niż argumenty Benedykta.

Następnie narracja wraca do chwili, gdy pani Andrzejowa po raz pierwszy po śmierci męża mogła wyjść za mąż. Zabiegał o nią mężczyzna poważny, uczciwy, gorąco ją kochający. Kobieta długo wahała się między wspomnieniem Andrzeja a nadzieją na nowe życie. Na moment dała się skłonić do przyjęcia oświadczyn, ale zaraz potem ogarnął ją gwałtowny bunt. Uświadomiła sobie, że nie potrafi zdradzić pamięci męża ani pójść drogą zwyczajnego szczęścia. Przeżywa wtedy silny wstrząs i ma wizję Andrzeja, który ukazuje się jej z krwawą plamą na czole. Od tej chwili jeszcze mocniej zamyka się w sobie i pozostaje wierna zmarłemu. Wierzy w życie pozagrobowe i traktuje Andrzeja jak duchowego powiernika, z którym rozmawia podczas długich modlitw.

Kolejny ważny wątek dotyczy Zygmunta. Okazuje się, że odkryto u niego talent malarski. Pani Andrzejowa przyjmuje tę wiadomość z zachwytem, bo widzi w synu kontynuację ideałów Andrzeja. Jeszcze bardziej pielęgnuje jego artystyczne skłonności: otacza go obrazami, rysunkami, książkami i kosztownymi przedmiotami. Sama żyje nadal prawie jak pustelnica, lecz czuje się szczęśliwa, gdy słyszy o sukcesach syna. To szczęście trwa jednak krótko. Z czasem widać, że Zygmunt nie ma prawdziwej twórczej siły, a jego praca nie przynosi większych efektów. Matka zaczyna też dostrzegać niepokojące pęknięcie w jego życiu małżeńskim: Klotylda, jego żona, coraz częściej płacze, a Zygmunt okazuje jej chłód i obojętność.

Ważna scena rozgrywa się w pracowni Zygmunta. Klotylda próbuje się z nim pogodzić, przynosi mu książkę, chce być blisko niego, ale mąż traktuje ją z znużeniem. W ich rozmowie pojawia się temat Justyny Orzelskiej. Klotylda z ironią i niechęcią mówi o tym, że panna Orzelska może wyjść za Różyca, bogatego lekkoducha. Zygmunt reaguje żywo, choć stara się zachować pozory obojętności. Książka, którą żona przynosi z Korczyna, przypomina mu o Justynie, a jego niepokój zdradza, że nadal o niej myśli. Mimo to wyjeżdża do Korczyna pod pozorem rozmowy ze stryjem o gospodarstwie.

W Korczynie dochodzi do kolejnego kryzysu. Klotylda wpada do pani Andrzejowej z płaczem, skarżąc się na obojętność męża. Matka Zygmunta, choć współczuje synowej, nie rozumie do końca przyczyn tych małżeńskich problemów. Wkrótce potem sama zauważa z okna, jak Klotylda biegnie przez park zapłakana, podczas gdy Zygmunt odchodzi obojętnie. Pani Andrzejowa widzi też portrety i szkice syna, po czym zaczyna się bać, że nie ma on w sobie prawdziwej głębi ani prawdziwej miłości do kogokolwiek.

Najważniejsza scena tej części rozgrywa się między Justyną a Zygmuntem w Osowcach. Zygmunt przyjeżdża do niej i próbuje odnowić dawną więź. Mówi o dawnej miłości, o prawie miłości, o potrzebie duchowego porozumienia. Chce, by Justyna wróciła do niego, aby była jego „muzą”, towarzyszką i siostrą duszy, nawet jeśli miałoby to oznaczać porzucenie Klotyldy. Justyna słucha go do końca, po czym stanowczo odrzuca jego propozycję. Przyznaje, że kiedyś go kochała, ale nie chce żyć w kłamstwie i poniżeniu. Odwołuje się do własnej dumy, do sumienia i do łez, które widziała w oczach Klotyldy. Nazywa propozycję Zygmunta romansem znanym z francuskich książek, ale nie prawdziwą miłością. Mówi też, że nie potrafiłaby odbierać szczęścia niewinnej kobiecie i całe to spotkanie kończy definitywnie. Zygmunt wychodzi, a Justyna zostaje rozbita, ale także moralnie umocniona.

W tym samym czasie pani Andrzejowa czeka na syna i po jego powrocie przeprowadza z nim rozmowę, która staje się najostrzejszym konfliktem tej części. Zygmunt oznajmia, że nie chce zostać w Osowcach. Uważa, że matka od dziecka zamykała go w świecie piękna i wykwintności, a teraz skazuje na monotonne życie na prowincji. Chce sprzedać Osowce i wyjechać z matką za granicę, do Rzymu, Florencji albo Monachium. Pani Andrzejowa stanowczo odmawia. W jej oczach Osowce, ziemia rodzinna i pamięć o Andrzeju są świętością. Rozmowa staje się coraz gwałtowniejsza, a Zygmunt coraz bardziej ujawnia pogardę dla miejscowego życia, ludzi pracy i ideałów matki. Nazywa ojca szaleńcem, bo ten poświęcił życie sprawom społecznym i ludowi. Pani Andrzejowa załamuje się. Czuje, że syn nie tylko odrzuca jej plan wychowania, ale również zaprzecza wartościom, którym ona poświęciła całe życie. Po jego wyjściu przeżywa coś w rodzaju duchowej śmierci – ma wizję Andrzeja i modli się do niego o przebaczenie.

Druga część fragmentu przenosi akcję na drogę między Bohatyrowiczami a Korczynem. Witold i Justyna idą razem i rozmawiają o jej przemianie. Justyna przyznaje, że nie jest uczona ani wyjątkowa, ale zaczyna rozumieć świat i samej sobie zadawać ważne pytania. Witold zachęca ją do nowej drogi, a ona wspomina, że nauczyła się żąć. Witold mówi z uznaniem o ojcu, który dźwiga całe gospodarstwo, i wspomina też o konflikcie Benedykta z parobkiem, który zepsuł żniwiarkę. Zamiast zwykłej kary Witold tłumaczy chłopu mechanizm maszyny, co kończy się pojednaniem i wdzięcznością pracownika. Potem dochodzi do ostrej rozmowy między ojcem a synem. Benedykt zarzuca Witoldowi idealizm, a Witold odpowiada, że ludzie nie powinni obchodzić się z ludźmi jak z bydlętami. Wreszcie pada temat Andrzeja – Benedykt nie chce słyszeć o bracie, Witold zaś odwołuje się do jego pamięci. Spór kończy się bolesnym rozstaniem.

Wieczorem podczas kolacji Kirło wychwala bogatego Różyca i jego majątek, a przy stole wszyscy zaczynają wiązać Justynę z tym kandydatem. Benedykt początkowo mówi, że to świetna partia, lecz potem oburza się na życie pasożytnicze Różyca. Justyna milczy, urażona tym, że mówi się o niej jak o przyszłej nagrodzie za majątek. Po kolacji Witold znowu żartuje z Kirły i z pytań o Różyca, a gdy Justyna wspomina, że może musiałaby przyjąć takie „szczęście”, nikt nie wie, czy mówi serio, czy z ironią. Potem Elżusia Fabianówna zaprasza Justynę na swoje wesele w Bohatyrowiczach. Przy tej okazji przedstawieni zostają Fabian i Fabianowa, ich syn Franciszek Jaśmont, pan Starzyński i Michał, a także Antolka. U Fabianów panuje skromność, ale i pewna gościnna uroczystość. Rozmowy krążą wokół biedy, małej ziemi, ciężkiej pracy i rodzinnych nadziei. Właśnie tam przychodzi też Witold, a atmosfera staje się pogodniejsza.

Ostatnia część fragmentu prowadzi do wesela Elżusi. Do Bohatyrowiczów schodzą się goście: Justyna, Witold, Marta i inni. Elżusia z radością opowiada o przygotowaniach, o narzeczonym Franciszku, o konieczności i praktycznym myśleniu o małżeństwie. Wszyscy śmieją się, rozmawiają i czekają na uroczystość. Równocześnie po raz kolejny pokazane zostają napięcia w domu Korczyńskich: Leonia prosi o możliwość pójścia na wesele, pani Emilia nie zgadza się, ale Witold stara się ją przekonać. Zostaje jednak odrzucony, a matka dostaje ataku histerii. W tym samym czasie Benedykt i Witold przechodzą kolejny spór, tym razem o prośbę Benedykta, by syn wyjedzie do Darzeckich i pomógł mu w sprawie procesu. Witold odmawia, a ojciec obrażony oskarża go o obcość. To pogłębia ich wzajemne oddalenie. Na samym końcu pojawia się jeszcze jeden ważny motyw: Zygmunt wraca do Osowiec, spotyka Justynę i po raz drugi – tym razem już ostatecznie – próbuje ją odzyskać. Justyna odrzuca jego wyznanie, a po jego wyjeździe pani Andrzejowa ostatecznie rozpoznaje, że syn oddala się od wszystkiego, co dla niej najświętsze. W tle tej rodzinnej tragedii rozgrywa się jednak wesele i życie Bohatyrowiczów, w którym praca, prostota i wzajemna życzliwość pozostają najważniejsze.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia