lektury on-line

Kategorie

Tom II, rozdziały I–II: Bohatyrowicze, Olszynka i sprawy w Korczynie

Jan Bohatyrowicz, idąc z Justyną przez pola, opowiada o swojej rodzinie, o stryju Anzelmie, o starej Jadwidze Domuntównie, o Jakubie Bohatyrowiczu i jego dzieciach. Po drodze mijają pracujących chłopów, a Jan pokazuje także zagrodę Bohatyrowiczów. Justyna wchodzi tam z nim i po raz pierwszy widzi cały ich domowy świat: sad, ule, warzywa, kwiaty, stary dom i dziedziniec. Najpierw rozmawia z Anzelmem, który z początku jest nieufny i zamknięty, ale z czasem ożywia się pod wpływem jej zainteresowania. Pokazuje jej sad i opowiada o chorobie, która przez dziewięć lat trzymała go w bezwładzie i bólach. Mówi, że dopiero po wyzdrowieniu wrócił do pracy i wspólnymi rękami z Janem odbudował gospodarstwo, pasiekę i dom.

W czasie tej wizyty Justyna poznaje też kolejne osoby z Bohatyrowiczów. Pojawia się Antolka, młodziutka siostra Jana, niosąca wodę na koromysle, a potem Elżunia, żywa i rozgadana dziewczyna, z którą wszyscy żartują. Do zagrody przychodzi również Fabian Bohatyrowicz, ojciec Elżuni i Adaśka, człowiek porywczy i skłócony z Korczyńskim w sprawie wygonu. Wybucha kłótnia o ziemię i proces, który Fabian traktuje jako osobistą sprawę przeciw panu Korczyńskiemu. Anzelm próbuje łagodzić spór, podkreślając, że nikomu nie życzy źle, ale Fabian mówi coraz ostrzej o krzywdach i kosztach procesu. Po jego odejściu wraca cisza, a Justyna czuje, że w zagrodzie Bohatyrowiczów jest jej dobrze, spokojnie i swobodnie.

Potem Anzelm prowadzi Justynę i Jana do parowu nad Niemnem. Droga wiedzie przez strome zbocza, gęste zarośla, leszczyny, olchy i krynicę. Wreszcie dochodzą do starego grobowca Jana i Cecylii, z napisem „JAN I CECYLIA, ROK 1549” i „memento mori”. Anzelm zatrzymuje się tam przy pracy stolarskiej, a następnie na prośbę Justyny opowiada całą historię fundatorów rodu. Według jego opowieści Jan i Cecylia przyszli z Polszczy, szukając puszczy i ukrycia przed ludźmi. Osiedlili się w głębi lasu nad Niemnem, zbudowali nędzną chatę, a potem własną pracą karczowali puszczę, hodowali zwierzęta, uprawiali ziemię i zaczęli przyciągać do siebie innych osadników. Z czasem ich potomstwo rozrosło się w ród Bohatyrowiczów, który po latach został nobilitowany przez króla Zygmunta Augusta i otrzymał nazwisko Bohatyrowiczów oraz herb Pomian. Anzelm podkreśla, że ród ten nie bogacił się cudzym kosztem, ale „własnymi rękami” żył z ziemi, choć później różnie z nim bywało i teraz nazwiskiem szlacheckim już się nie posługuje, bo wszyscy nazywają ich chłopami.

Po tej opowieści Justyna patrzy na grobowiec i słucha własnych myśli o Janie i Cecylii. Zaczyna rozumieć sens słów Marty o miłości i wspólnym losie ludzi. Wychodząc z parowu, widzi szeroki obraz nadniemeńskiej okolicy: rozrzucone zagrody, ogrody, ludzi pracujących do późna, śpiewy, konie wracające z pola, dzieci i psy. W tym świecie toczy się codzienne, ciężkie, ale żywe życie. Wreszcie Justyna wraca do Korczyna, ale nie na długo pozostaje tam sobą dawną. W rozmowie z Martą, która choruje i narzeka na lekarza, wyjawia, że przywiozła z Bohatyrowiczów bukiet od Jana. Marta od razu rozpoznaje w tym znak przywiązania i z niechęcią, lecz też z troską pyta Justynę, co ona sobie myśli. Zarzuca jej, że nie należy lekceważyć uczuć chłopca tylko dlatego, że jest chłopem. W tym samym czasie do domu przyjeżdża lekarz oraz Witold i młode panny Darzeckie. Marta ucieka z sali do spiżarni, by uniknąć doktora, lecz zostaje tam zamknięta przez Leonie i w końcu musi się poddać oględzinom.

W Olszynce tymczasem pokazany zostaje dom Kirłowej. Folwark jest niewielki, ale zadbany, z sadem, ogrodem warzywnym i starym dworkiem. Kirłowa, pracowita i energiczna, prowadzi jednocześnie pranie, pieczenie chleba i robienie serów. Pilnuje dzieci: Maryni, Rózi, Broni oraz synów Bolka i Stasia. Zmaga się z niepokornym Bolkiem, którego zamyka do nauki, ale chłopiec ucieka przez okno. W Olszynce pojawiają się też kupcy po wełnę. Kirłowa sprzedaje im towar i w tym samym czasie widzi z oddali Marynię siedzącą z Witoldem Korczyńskim. Potem, gdy przyjeżdża Teofil Różyc, Kirłowa przyjmuje go z zakłopotaniem, ale i z życzliwością.

Różyc rozmawia z nią długo i szczerze. Przyznaje, że jest znudzony, chory na apatię i że używa narkotyku, do którego przyzwyczaił się po ranie odniesionej w pojedynku. Kirłowa z oburzeniem słucha o jego sposobie życia, lecz jednocześnie widzi, że jest on człowiekiem zagubionym. Różyc opowiada też o Justynie: mówi, że pociąga go jej prostota, temperament i rozsądek, a zarazem wyśmiewa światowe kobiety, do których dawniej był przyzwyczajony. Kirłowa proponuje mu nawet, by ożenił się z Justyną, ale on odpowiada, że nie potrafiłby pojąć jej za żonę, bo ich światy są zbyt różne. Ostatecznie obiecuje jednak wspierać finansowo naukę synów Kirłowej, gdy ta odrzuca propozycję oddania zarządu Wołowszczyzny Bolesławowi. Kirłowa tłumaczy, że jej mąż nie nadaje się do takiej pracy, bo jest człowiekiem przyzwyczajeń, nie obowiązku. Wzruszony Różyc zgadza się pomagać dzieciom i rozstaje się z nią w pogodniejszym nastroju.

Po jego wyjeździe Kirłowa wraca do domu i widzi jeszcze Marynię idącą z Witoldem ku wsi. Ich rozmowa o ludzie, kraju, gminie, oświacie i pracy sprawia, że matka uspokaja się, bo widzi w córce dobry kierunek. Tymczasem w Korczynie dochodzi do ostrego starcia między Benedyktem a Witoldem. Najpierw przyjeżdża Darzecki z córkami i upomina się o dług oraz o pieniądze na wyprawę jednej z córek. W rozmowie lekceważy dom Korczyńskich, mówi o potrzebach cywilizacji, o oranżeriach, podróżach i fortepianach. Benedykt zgadza się niechętnie na spłatę długu, ale jest wyraźnie rozdrażniony.

Po wyjeździe Darzeckiego Benedykt wypomina Witoldowi, że nie był uprzejmy wobec wuja. Witold odpowiada otwarcie, że nie ma szacunku do Darzeckiego, bo uważa go za pyszałka i egoistę. Krytykuje też ojca za nadskakiwanie bogatemu krewnemu. Potem przechodzi do Justyny i Leonii, zarzucając ojcu, że wpaja córce światową próżność i błahe marzenia. Benedykt wpada w gniew, każe mu milczeć i wyjeżdża w pole. Chwilę później Witold spotyka Julka Bohatyrowicza, który przychodzi po niego z propozycją wyprawy na ryby. Obaj schodzą nad Niemen, gdzie mają zarzucić wędkę, a ich przyjaźń pokazana zostaje jako przeciwieństwo rodzinnego sporu.

Równolegle w domu pani Emilia po lekturze o Egipcie przeżywa atak nerwów i choroby. Teresa pielęgnuje ją z wielkim poświęceniem, a Marta i Benedykt sprowadzają lekarza. Chora po pewnym czasie uspokaja się, ale nadal jest osłabiona. W salonie zjawia się Kirło z wiadomością, że Teofil Różyc przyjechał do Korczyna i podobno bardzo interesuje się Teresą. Dziewczyna natychmiast ożywia się, biegnie po liliowe kokardy do Marty i stroi się z nadzieją na spotkanie. Wkrótce w Korczynie wszyscy szykują się na wizytę Różyca, a dalszy ciąg wydarzeń prowadzi już ku nowemu spotkaniu Justyny, Teresy i rodziny Korczyńskich z gościem z Wołowszczyzny.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia