Ona odczuwa me cierpienia. Dzisiaj przeniknęło mi serce jej spojrzenie. Byliśmy sami, ja milczałem, a ona patrzyła na mnie. Nie dostrzegałem teraz jej ponętnej piękności, znikł mi sprzed oczu urok jej wzniosłego ducha. Odczułem o wiele czulsze spojrzenie, malowało się w nim głębokie współczucie i słodka litość. Dlaczegóż nie wolno mi było rzucić jej się do stóp? Dlaczegóż nie śmiałem objąć jej szyi i podziękować pocałunkami? Chcąc ujść przed tym nastrojem, siadła do fortepianu i zaczęła nucić cichym, ledwo dosłyszalnym głosem, towarzysząc sobie harmonijnymi akordami. Nigdy piękniejsze nie były jej usta, otwierały się z takim pragnieniem, wchłaniając słodycz tonów, płynących z instrumentu i odpowiadając im echem pieśni. Ach, jakże ci to opisać zdołam? Nie mogłem się dłużej opierać, pochyliłem się i przysiągłem: — Nigdy nie ośmielę się złożyć na was pocałunku, o wargi, ponad którymi unoszą się niebiańskie zjawy! — A jednak… Ha! Widzisz, ta rozkosz staje ścianą nieprzebytą tuż przed moją duszą… Rad bym jej doznać, a potem zginąć, odpokutowując grzech… Zaliż to grzech?
26 listopada
Czasem powiadam sobie: Los twój jest wyjątkowy, wielbij szczęście innych ludzi… takich mąk, jak twoja, nie zaznał nikt jeszcze! Biorę się do czytania poety czasów dawnych i wydaje mi się, że widzę własne serce. Ileż mi trzeba będzie wycierpieć jeszcze? Ach, więc ludzie żyjący przede mną przechodzili także podobne tortury?
30 listopada
Nie chcę, nie chcę się opamiętać! Gdziekolwiek stąpię, ściga mnie zjawa, wyprowadzająca mnie z równowagi! Dziś… ach, czymże jest los człowieka!
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Mirandola.