lektury on-line

Kategorie

Cierpienia młodego Wertera - Johann Wolfgang von Goethe - Strona 49

Wieczorem udałem się na wieczerzę. Było kilka osób w gospodzie. Grali w kości na rogu stołu, odwinąwszy nakrycie. Naraz wchodzi przezacny Adelin, wiesza kapelusz, spogląda na mnie, zbliża się i mówi z cicha: — Spotkała cię nieprzyjemność? — Mnie? — zawołałem. — Hrabia wyprosił cię z towarzystwa! — Niech ich diabli biorą! — odrzekłem. — Z przyjemnością wydostałem się na świeże powietrze! — Dobrze, — zauważył — że sobie z tego wiele nie robisz, tylko przykro mi, że o tym wszyscy mówią! — Teraz dopiero zaczęła mnie gryźć cała sprawa. Zdawało mi się, że wszyscy wchodzący do sali spoglądają na mnie z tego właśnie powodu. Kipiało we mnie.
Gdziekolwiek się dzisiaj pokażę, wszyscy wyrażają mi swe współczucie, a zawistni triumfują, mówiąc: tak się dzieje pyszałkom, którzy mając ledwo odrobinę rozumu w głowie myślą, że ich to upoważnia do przekraczania wszelkich granic i do nieliczenia się ze stosunkami. Gadają różności bez końca, a ja mam się ochotę pchnąć nożem. Niech kto co chce mówi o poczuciu własnej godności, ale chciałbym widzieć człowieka, który znosi bez urazy, gdy bezkarnie ostrzy sobie na nim języki hołota, mająca nad nim przewagę. Gdyby ta gadanina nie miała podstawy… a… to co innego…, można sobie z niej kpić.
16 marca
Wszyscy się na mnie sprzysięgli. Spotkałem dzisiaj w alei pannę B… i nie mogłem się powstrzymać, aby, kiedyśmy się trochę oddalili od towarzystwa, nie dać jej odczuć żalu z powodu jej zachowania się. — Jakże mogłeś, Werterze, znając moje serce — odrzekła tonem serdecznym w ten sposób wytłumaczyć sobie moje zmieszanie. Wycierpiałam wiele z powodu pana od chwili wejścia do salonu. Przeczuwałam, co się stanie i pragnęłam kilka razy ostrzec pana. Byłam pewna, że zarówno pani S…, jak i T…, raczej wyniosą się z salonu wraz ze swymi mężami, jakby miały znieść towarzystwo pańskie. Wiedziałam też, że hrabia nie może narazić się na zatarg z nimi. Ach…, a… ta cała gadanina! — Jakto proszę pani? — spytałem, a wszystko, czego się onegdaj dowiedziałem od Adelina, przemknęło mi przez duszę, niby fala płomienna. — Ileż wycierpiałam do tej pory! — zawołała słodka ta istota z oczyma pełnymi łez. Przestałem panować nad sobą, miałem ochotę paść jej do nóg. — Mów pani wszystko! — zawołałem. Łzy spływały jej po policzkach. Otarła je, nie kryjąc się z tym wcale. — Znasz pan moją ciotkę, — powiedziała — była na zebraniu i patrzyła na całe zajście z oburzeniem. Musiałam zeszłej nocy i dziś rano wysłuchać straszliwego kazania na temat znajomości z panem. Musiałam słuchać słów złych, zawistnych, poniżających pana, i nie mogłam cię nawet bronić, jakbym pragnęła.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Mirandola.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia