lektury on-line

Kategorie

Rozdziały XLIX–epilog: oblężenie Kamieńca i Chocim

Rozdziały XLIX–LVI i epilog

Nowowiejski przywiózł do Chreptiowa wieść o śmierci Azji Tuhaj-bejowicza, którego w Raszkowie stracono w okrutny sposób: nabijano na pal i wywiercano mu drugie oko świdrem. W Chreptiowie Basia, Zagłoba i Muszalski rozmawiali o losie Ewy i Zosi oraz o męce Nowowiejskiego, który nie znalazł ukojenia po zemście. Następnie wszyscy ruszyli do Kamieńca. Po drodze wojsko i tabor ciągnęły bardzo wolno, a Basia oglądała się jeszcze za Chreptiowem. Gdy zbliżyli się do twierdzy, nastroje poprawił widok kamienieckich skał i murów. W mieście panował już ruch obronny: mieszczanie, duchowni, szlachta i żołnierze przygotowywali fortyfikacje, a przybycie Basi wzbudziło podziw, bo wszyscy znali sławę jej męża i jej własną odwagę. Basię umieszczono w klasztorze dominikanek, gdzie przywitały ją ksieni, ciotka Makowiecka, Krzysia i inne znajome niewiasty. Basia uspokajała je, że Kamieniec się obroni, bo wkrótce przyjedzie Michał. W tym czasie ciężko chory Nowowiejski został wniesiony do celi; lekarz nie dawał mu wielkiej nadziei. Niebawem przybył też pan Wołodyjowski. Najpierw wrócił z wyprawy przeciw Tatarom i przyniósł wiadomości o ruchach wojsk tureckich. Na radzie wojennej w katedrze spór wybuchł o to, czy bronić miasta dalej, czy szukać układów. Ksiądz biskup Lanckoroński skłaniał się ku armistycjum, lecz Wołodyjowski sprzeciwił się temu gwałtownie. Zaproponował, że sam zamknie się w Żwańcu, by zyskać czas. W końcu ustalono rozstawienie oddziałów: Wołodyjowski miał komendę w starym zamku, Ketling nad artylerią, a różne bramy i odcinki muru powierzono innym dowódcom. Potem w katedrze odbyło się uroczyste nabożeństwo. Wołodyjowski i Ketling złożyli śluby obrony zamku do ostatka, a wszyscy rycerze wołali, że przysięgają razem z nimi. Po mszy Basia żegnała męża z wielkim lękiem, ale on pocieszał ją słowami, że musi dotrzymać kawalerskiego słowa danego Bogu. Wkrótce potem podjazdy ujawniły, że pod Kamieniec nadciąga sułtan. W Żwańcu doszło do potyczki z Tatarami i Lipkami, a potem z janczarami. Wołodyjowski i Wasilkowski rozbili oddział tatarski, a następnie mały rycerz rozgromił janczarów, którzy chcieli przeprawić się przez Dniestr. W bitwie wyróżnił się też Muszalski, który z łuku trafiał jednego przeciwnika po drugim. Panowie z Żwańca uznali jednak, że zamek nie wytrzyma długiego oblężenia i trzeba będzie wycofać się do Kamieńca. W mieście rozeszła się wieść o tureckiej przeprawie i ludzie zaczęli się niepokoić. Mimo to po zwycięstwie nad janczarami nastroje na chwilę się poprawiły. Wołodyjowski wrócił do klasztoru, gdzie Basia i inne kobiety wypytywały go o bitwę. Nocą przy nim została, a on tłumaczył jej, że wojna i śmierć są żołnierskim losem, i prosił, by w razie jego końca pamiętała, że „nic to”. Potem rozpoczęło się właściwe oblężenie. Turcy najpierw tylko zlustrowali mury, ale zaraz potem zaczęli regularne roboty: aprosze, szańce, miny i ciągły ostrzał. W mieście i na zamkach pracowano bez wytchnienia, jednak z czasem coraz więcej ludzi traciło ducha. Wołodyjowski i Ketling przenieśli zapasy i działa ze zniszczonego nowego zamku do starego, który stał mocniej na skale. Gdy Turcy wysadzili wyczółki nowego zamku i ruszyli do szturmu, Ketling z działami i Wołodyjowski z dragonami odparli atak. W kolejnych dniach ogień nie milkł, a miasto płonęło w kilku miejscach, m.in. kościół Św. Katarzyny i katedra ormiańska. Basia, bardzo zaniepokojona, przyszła do męża na zamek mimo zakazów. Wołodyjowski przyjął ją czułym słowem, ale zaraz potem znów musiał wracać do walki. Wtedy Ketling i Wołodyjowski postanowili nocnym wypadem zniszczyć tureckich górników. Muszalski, którego uznano za zaginionego, wrócił w tureckim przebraniu i przyniósł wiadomość, że w obozie janczarskim rośnie bunt. Następnie zagwoździł dwa wielkie działa tureckie, po czym znów zniknął. Dzięki temu Wołodyjowski i Ketling mogli podpalić belkowania i zadać oblegającym kolejne straty. 26 sierpnia nastąpił najcięższy dzień. Turcy znowu kopali miny, a zamek odpowiadał ogniem. Wołodyjowski dodał odwagi żołnierzom i sam biegał od działa do działa. Po południu turecki ogień osłabł, a w końcu ucichł całkiem. Wtedy okazało się, że Turcy poddali miasto: nad bramami zawisły białe chorągwie. Komisarze wrócili z Dłużka z warunkami ugody, a okazało się, że Kamieniec ma przejść pod władzę sułtana. Wołodyjowski zapłacił łzami za utratę twierdzy, lecz musiał zarządzić wymarsz. Poprosił Muszalskiego, by powiedział Basi tylko jedno: „Nic to”. Wojsko wychodziło z zamku, a Ketling zszedł do lochów, bo tam wcześniej przygotował minę. Wtedy nastąpił wybuch: bastiony, mury, działa, ludzie i konie runęły w powietrze. Tak zginął Wołodyjowski, Hektor Kamieniecki. Jego ciało pogrzebano tymczasowo w Stanisławowie, gdzie odbył się uroczysty pogrzeb z udziałem wielu dawnych towarzyszy, a Basia przy katafalku powtarzała bezradnie „Nic to”. Wtedy kaznodzieja Kamiński wygłosił wzruszone kazanie, a do kościoła wszedł hetman Sobieski i modlił się przy trumnie. W epilogu po roku Sobieski ruszył pod Chocim. Zgromadził wielkie wojsko i 9 listopada 1673 roku rozpoczął bitwę. Po ciężkich harcach i całodziennym nękaniu obozu tureckiego, następnego dnia przyszło główne natarcie. W walce wyróżnili się liczni polscy dowódcy i rycerze, między innymi Skrzetuski, jego synowie, Wołodyjowski zginął już wcześniej, ale jego dawni towarzysze walczyli jak uczniowie jego szkoły. Najsłynniejszy był szarżujący atak husarii, która przebiła janczarski mur. Wśród zwycięzców szczególnie wsławili się Jan Kazimierz Radziwiłł, Wiśniowiecki, Kątski, Kobyłecki i inni. W końcu wojsko tureckie zostało rozbite, obóz padł, a Hussein-basza uciekł. Sobieski zdobył Chocim i odprawił nabożeństwo dziękczynne, podczas którego wojsko wołało: „Vivat Joannes victor!!!”.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia