Po bitwie i odparciu kolejnych szturmów obóz pod Zbarażem został zamknięty w coraz ciaśniejszych wałach. Żołnierze kopali nowe umocnienia, a Kozacy i Tatarzy bez przerwy strzelali, podchodzili aproszami i próbowali łamać opór oblężonych. W obozie panował głód, brak prochu i wielkie zmęczenie, ale wojsko przywykło do walki i zaczęło ufać księciu Jeremiemu Wiśniowieckiemu. W jednym z najważniejszych szturmów obrońcy odpierali atak na całej linii, a najcięższe uderzenie przyszło nocą, gdy nieprzyjaciel próbował wedrzeć się do obozu z pomocą machin i wielkiej liczby ludzi. Wśród obrońców wyróżniali się przede wszystkim Jan Skrzetuski, Michał Wołodyjowski, Zagłoba i Longin Podbipięta.
Najbardziej niezwykły czyn w czasie oblężenia wykonał Podbipięta. Gdy trzeba było przenieść wiadomość do króla, zgłosił się dobrowolnie, choć wszyscy uważali to za niemal pewną śmierć. Otrzymał od księcia sygnet i wyszedł nocą z obozu. Przedzierał się przez staw, bagna, trzcinowiska, straże tatarskie i kozackie, cierpiąc głód, zimno i bezsenność. Ukrywał się pod czółnami, omijał ogniska, czaty i tabor, aż wreszcie dotarł do lasu. Po drodze spotkał grupę Tatarów na łące. Podparłszy się o dąb, walczył sam przeciw wielu napastnikom, a potem, otoczony zewsząd, rozpoczął litanię do Najświętszej Panny. Strzały trafiały go podczas modlitwy, aż w końcu zginął, wypowiadając słowa: „Królowo Anielska!”. Jego śmierć była przedstawiona jako ofiara i spełnienie ślubu.
Następnego dnia wiadomość o jego czynie dotarła do obozu. Później na wałach odkryto, że nieprzyjaciel ustawił jedną z machin z ciałem Podbipięty zawieszonym na sznurze. Widok ten wywołał wśród obrońców gniew. Zagłoba pierwszy skoczył do fosy i pociągnął za sobą innych. Żołnierze wypadli z okopów, wycięli straże i zdobyli beluardy, a ciało Longina zostało zdjęte i zaniesione do obozu. Urządzono mu uroczysty pogrzeb przy udziale księcia, duchowieństwa, regimentarzy i całego wojska. Ksiądz Muchowiecki wygłosił mowę o rycerzu bez skazy, a wszyscy opłakiwali jego śmierć. Na cmentarzu zbaraskim usypano mu kopiec.
W tym samym czasie do króla dotarł kolejny wysłaniec ze Zbaraża. Był to Jan Skrzetuski, wynędzniały, głodny i ledwie żywy po przeprawie przez nieprzyjacielskie pozycje. W Toporowie stanął przed Janem Kazimierzem, Ossolińskim, Radziejowskim i innymi dostojnikami. Opowiedział, że pod Zbarażem są głód, nędza i śmierć, ale obóz trzyma się dzięki księciu Jeremiemu. Gdy wyliczył, że odparto dwadzieścia szturmów, wygrano szesnaście bitew polowych i zrobiono siedemdziesiąt pięć wycieczek, król natychmiast zdecydował: ruszyć pod Zbaraż. Rozkazał trąbić wsiadanego. W Toporowie rozpoczęto szykowanie wojska do marszu.
W Toporowie Skrzetuski został otoczony opieką. Otrzymał jedzenie i mógł odpocząć. Tam też spotkał wracającego z obozu Rzędziana, który powiedział mu, że Helena nie zginęła. Rzędzian opowiedział, jak wraz z Wołodyjowskim i Zagłobą odnalazł kniaziównę i wywiózł ją z niebezpieczeństwa, a potem oddał pod opiekę pani kasztelanowej sandomierskiej. Na wieść o tym Skrzetuski najpierw zaniemówił, a potem wzruszony błagał, by mu dać szaty i konie, bo chciał jak najprędzej jechać do Heleny. Wkrótce jednak do Toporowa przybyli Wołodyjowski, Zagłoba, Kuszel i inni, a wraz z nimi potwierdzenie najważniejszej nowiny: pokój zawarty pod Zborowem, oblężenie zdjęte. Zagłoba z radością opowiadał o obronie Zbaraża i o śmierci Podbipięty. Zaraz potem Skrzetuski ruszył z nimi naprzeciw pani kasztelanowej sandomierskiej. W polu spotkał jej orszak, a wśród pań zobaczył Helenę. Zagłoba ogłosił wszystkim, że to bohater ze Zbaraża, który ocalił wojsko i Rzeczpospolitą. Kurcewiczówna podtrzymała omdlałego Skrzetuskiego, a następnie usadzono go obok niej w karecie.
W drodze do Tarnopola i dalej opowiadano o skutkach układu z chanem. Chmielnicki pozostał hetmanem i miał wybrać czterdzieści tysięcy rejestrowych. Najważniejszą wiadomością było jednak to, że Bohun został wzięty do niewoli. Zagłoba opowiedział, jak doszło do tego pod Zbarażem: Bohun rzucił się na jazdę księcia, ale został otoczony i ciężko raniony przez Wołodyjowskiego. Potem wydano go nie księciu, lecz Skrzetuskiemu, i teraz leżał w Tarnopolu, pilnowany przez cyrulika. Skrzetuski zdecydował, że nie będzie go poniżał ani oddawał Rzędzianowi do zemsty. Rzędzian próbował prosić o Bohuna jako o swoją krzywdę, lecz Jan stanowczo odmówił, nakazując zostawić zemstę Bogu.
W Grabowej urządzone zostało spotkanie wojsk, szlachty i niewiast, które jechały z panem Witowskim. Tam, w dąbrowie, Zagłoba jeszcze raz opowiadał przebieg zbarażskiej obrony, a rycerze słuchali o szturmach, głodzie i wyjściu Skrzetuskiego. Zebrani głośno chwalili jego czyn, a kniaziówna, słuchając pochwał, z dumą myślała o przyszłym mężu. W końcu Skrzetuski i Helena wyruszyli razem do Toporowa, a potem do Tarnopola. W orszaku jechały wojska, szlachta i niewiasty, a atmosfera była już spokojna i uroczysta.
W epilogu przypomniano jeszcze dalszy bieg wojny. Dwa lata później wybuchło nowe powstanie. Bohun, Chmielnicki i chan stanęli ponownie przeciw Rzeczypospolitej, ale teraz król Jan Kazimierz prowadził większe siły. Na polach Beresteczka rozegrała się wielka bitwa. Wiśniowiecki poprowadził lewe skrzydło i rozbił chorągwie tatarskie, a król uderzył na resztę wojsk nieprzyjaciela. Chan uciekł, a z nim rozproszyły się całe ordy. W obozie kozackim został tabor dowodzony najpierw przez Dziedziałę, a potem przez Bohuna. Bohun próbował ratować wojsko przez przejście przez bagna Pleszowej i budowę mostu z lasów, wozów i namiotów, lecz kiedy miał wyjechać z taboru, w obozie wybuchła panika. Ktoś krzyknął, że starszyzna ucieka, i tysiące ludzi w popłochu rzuciły się do ucieczki, tratowały się wzajemnie i tonęły w bagnach. Wojska królewskie uderzyły na uciekających i nastąpiła rzeź, po której obóz kozacki został zniszczony. Tak zakończył się wielki akt wojny rozpoczętej przez Chmielnickiego.