lektury on-line

Kategorie

Tom II, rozdziały IX–XXIII: Lwów, elekcja i ratunek Heleny

Po wieści o klęsce pod Piławcami oddział Skrzetuskiego dotarł do Lwowa, gdzie panował nieład, strach i tłok uciekinierów. W mieście rozchodziły się pogłoski o nadciągających Tatarach, ludzie uciekali, a inni szykowali obronę. Skrzetuski z towarzyszami został poprowadzony do kościoła Bernardynów, gdzie zebrała się narada najważniejszych osób w mieście i wojsku. Najpierw rozważano, czy oddać księciu Jeremiemu Wiśniowieckiemu buławę. Książę długo odmawiał, wskazując, że nie chce samowolnie sięgać po władzę, skoro buławę ma już pan podczaszy koronny. Tłum jednak nie chciał słyszeć o innym wodzu. Gdy podczaszy został odrzucony przez zgromadzenie, wojewoda kijowski i całe duchowieństwo, mieszczanie oraz żołnierze zaczęli błagać Jeremiego, by przyjął dowództwo i ratował miasto oraz Rzeczpospolitą. Na koniec podczaszy koronny sam oddał mu buławę, a książę przyjął ją słowami: „Za grzechy moje… Przyjmuję”. Lwów natychmiast ożył, a ludzie uznali to za początek obrony.

Krótko potem okazało się jednak, że książę zabrał część wojska i potajemnie wyjechał ze Lwowa. Początkowo sądzono, że ruszył tylko na podjazd, lecz okazało się, że udał się naprawdę do Zamościa, a potem do Warszawy, by szukać nowych sił i przygotować się do elekcji. We Lwowie pozostała obrona pod wodzą innych oficerów, a mieszkańcy nadal żyli w strachu przed Tatarami i Kozakami. Tymczasem w Warszawie trwały przygotowania do wyboru króla. Głównymi kandydatami byli Jan Kazimierz i Karol Ferdynand. Wiśniowiecki popierał Karola, licząc, że nowy władca odda mu naczelne dowództwo i pozwoli dalej prowadzić wojnę z Kozakami. W stolicy zebrało się mnóstwo szlachty, wojska i dworów pańskich, a Zagłoba i Wołodyjowski, przybyli z księciem, krążyli po mieście, uczestnicząc w ucztach, sporach i pojedynkach. W jednym z takich zajść Wołodyjowski pokłócił się z panem Charłampem, który wyzwał go na pojedynek z powodu Anusi Borzobohatej. Pojedynek miał się odbyć później w Lipkowie.

W czasie elekcji zwyciężył Jan Kazimierz, bo Karol ustąpił. Dla Wiśniowieckiego był to cios, bo na buławę nie mógł już liczyć. Mimo to książę nadal zabiegał o wojsko i organizację nowych regimentów. Wyruszył do Zamościa, a następnie spotkał po drodze księżnę Gryzeldę, z którą długo się nie widział. Potem wraz z Zagłobą i Wołodyjowskim jechał do Warszawy, gdzie trwał tłok i ruch związany z elekcją. Wtedy właśnie przypadkiem doszło do kolejnego spotkania Wołodyjowskiego z Charłampem. Obaj stawili się w Babicach, a następnie w Lipkowie, gdzie przy karczmie mieli rozstrzygnąć spór. Kiedy jednak Wołodyjowski, Zagłoba i Kuszel weszli do zajazdu, odkryli w alkierzu Bohuna. Ataman przybył jako posłaniec od Chmielnickiego do królewicza Kazimierza. Wołodyjowski chciał go aresztować, ale Bohun okazał list i przypomniał, że jedzie z poselstwem. Wtedy Zagłoba i Wołodyjowski zgodzili się wyzwać go do walki, ale najpierw trzeba było załatwić formalności, bo Bohun jako posłaniec miał ochronę. Charłamp wraz ze świadkami przybył na miejsce i zgodził się, by pojedynek odbył się bez napaści zbiorowej.

Walka Wołodyjowskiego z Bohunem była długa i gwałtowna. Bohun nacierał z wielką siłą, a mały rycerz cofał się i bronił, aż wreszcie zdołał przechytrzyć przeciwnika. Gdy Bohun przerzucił szablę do lewej ręki i wykonał potężny cios, Wołodyjowski padł umyślnie na ziemię, unikając cięcia, po czym zadał Bohunowi śmiertelny cios w pierś. Ataman runął na piasek, a Eliaszeńko rzucił się do niego. Zagłoba, Wołodyjowski i inni świadkowie otoczyli ciało. Bohun jeszcze żył, lecz był ciężko raniony. Eliaszeńko prosił, by go nie zostawiać, więc Zagłoba zarządził, by zanieść go do karczmy i opatrzyć. Sam też później wyjechał z Eliaszeńką z listem do Chmielnickiego, by opowiedział o wszystkim. Książę Jeremi przyjął wieść o śmierci Bohuna spokojnie, a Wołodyjowski dostał od niego pierścień w nagrodę za odwagę. Wkrótce książę kazał Wołodyjowskiemu i Zagłobie jechać do Skrzetuskiego, który miał szukać Heleny. W tym czasie książę i jego ludzie oceniali, że Bohun nie będzie już przeszkodą, a poszukiwania dziewczyny staną się łatwiejsze.

Po wyjeździe z Warszawy Zagłoba i Wołodyjowski odwiedzili Podbipiętę, który również przybył do stolicy. Opowiadał on o obronie Zamościa i o tym, że Chmielnicki sam stanął pod twierdzą, lecz po nieudanych szturmach odstąpił. Zamość okazał się silny i niezdobyty. Podbipięta przekazał też wieści o Skrzetuskim, który był dalej zaangażowany w służbę wojenną i nie porzucił obowiązków mimo własnej tragedii. Później Zagłoba i Wołodyjowski wyruszyli do Zbaraża, gdzie zastali Wierszułła. Tam dowiedzieli się, że Skrzetuski wyjechał sam na poszukiwanie Heleny. Z listu, który potem przyszedł od niego, wynikało, że ruszył z kupcami ormiańskimi przez Jahorlik, Uszycę, Mohylów i Jampol, by podążyć za śladami dziewczyny. Przy tym list potwierdzał, że Helena ma być ukryta za Jampolem, a cała wyprawa była bardzo niebezpieczna. Zagłoba i Wołodyjowski uznali więc, że nie ma sensu jechać za nim, bo sam lepiej ukryje się wśród Ormian i kupców. Zostali w Zbarażu, czekając na wiadomości.

Równolegle rozpoczęły się długie i upokarzające traktaty z Chmielnickim. Komisarze Rzeczypospolitej przybyli do Nowosiółek, a potem do Perejasławia, gdzie wojujący tłum i kozackie oddziały groziły im śmiercią. Wśród wysłanników znajdował się Skrzetuski, przebrany za chłopa. Z trudem przedarł się przez czerni i stanął przed komisarzami. Później złożyli Chmielnickiemu dary królewskie. Hetman przyjmował ich z pychą, otoczony pułkownikami, starszyzną i tłumami Kozaków. Najpierw udawał umiarkowanie, a potem po uczcie zaczął grozić, że jeśli nie dostanie wszystkiego, czego chce, wojna wybuchnie na nowo. W trakcie biesiady przywołał też Skrzetuskiego, którego rozpoznał i z którym nawet rozmawiał życzliwie. Wtedy porucznik poprosił go o możliwość dalszego szukania Heleny. Chmielnicki zgodził się, dał mu piernacz, list do metropolity i rozkaz, by w Kijowie szukać dziewczyny po monasterach. Kazał też Doniecowi odprowadzić Skrzetuskiego do Kijowa. Następnego dnia Skrzetuski opuścił Perejasław.

W Zbarażu Wołodyjowski i Zagłoba dłuższy czas oczekiwali na wieści o Skrzetuskim. Dopiero pod koniec marca przybył Kozak Zachar z listem od porucznika. Pisał on, że w Kijowie nic nie znalazł nad Dniestrem i że szuka dalej po monasterach, przy pomocy metropolity. Zachar potwierdził też, że Helena może jeszcze żyć, choć w Kijowie szerzyły się mordy i gwałty. Wkrótce potem przyszła wieść, że wojna znów się zaostrza, bo Chmielnicki żąda coraz więcej, a komisarze wrócili bez trwałego pokoju. Wreszcie nadszedł czas nowej wyprawy Wołodyjowskiego, Zagłoby i Rzędziana. Rzędzian spotkał Bohuna żywego we Włodawie i dowiedział się od niego, że Helena nie była w Kijowie, lecz ukryta jest pod Raszkowem, u Horpyny, w jarze nad Waładynką. Bohun dał mu piernacz, pierścień i nóż oraz nakazał, by pojechał do Horpyny i kazał jej przewieźć dziewczynę do Kijowa, do monasteru Świętej Przeczystej. Rzędzian przekazał tę wiadomość swoim panom, a oni natychmiast ruszyli w drogę, przebrani za Kozaków, z piernaczem Bohuna jako znakiem rozpoznawczym.

W końcu, po trudnej drodze przez step i kraj kozacki, dotarli do Waładynki. Rzędzian wskazał jar, do którego trzeba było zjechać. Na miejscu pojawiła się Horpyna, ogromna i groźna wiedźma, z karłem Czeremisem u boku. Rozpoznała piernacz, nóż i pierścień Bohuna i zaprowadziła rozmowę o Helenie. Gdy jednak zaczęła coś podejrzewać i chciała jechać z nimi, Rzędzian strzelił do niej z pistoletu, a Zagłoba zabił Czeremisa szablą. Następnie wjechali do chaty i tam zastali Helenę Kurcewiczównę. Dziewczyna była żywa, blada i przerażona, ale natychmiast rozpoznała, że przyszli przyjaciele Skrzetuskiego. Zemdlała z radości i wzruszenia. Po krótkim odpoczynku ruszyli z powrotem przez step, a Helena jechała z nimi, odzyskując z każdym dniem siły. Wołodyjowski i Zagłoba opowiadali jej o Skrzetuskim, o elekcji, o wojnie i o tym, że Jan Kazimierz został królem. Helena słuchała tego z wdzięcznością i radością, a Wołodyjowski, choć oczarowany jej urodą, powoli godził się z myślą, że to właśnie ona jest narzeczoną jego przyjaciela. W międzyczasie podróż trwała dalej w stronę spotkania ze Skrzetuskim.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia