Po zwycięstwie Chmielnickiego nad wojskami pod Żółtymi Wodami Skrzetuski, ranny i uwięziony, obserwuje dalszy rozwój wypadków. Widzi, jak do obozu kozackiego przybywa Chmielnicki z Tuhaj-bejem, a po zdradzie Krzeczowskiego siły kozackie rosną. Namiestnik długo liczy jeszcze, że pomoc przyniesie książę Jeremi, ale sytuacja na Ukrainie szybko się pogarsza. Chmielnicki ściąga coraz liczniejsze oddziały, przygotowuje się ostrożnie do starcia z wojskiem Stefana Potockiego i pod Żółtymi Wodami dochodzi do wielkiej bitwy. Na początku przewagę mają Polacy: husaria pana Czarnieckiego i inne chorągwie odrzucają ataki kozackie i tatarskie. Skrzetuski, chory i pełen nadziei, z zachwytem śledzi uderzenie husarii. Jednak deszcz zamienia step w błoto, a to ułatwia Kozakom walkę. W czasie szturmu Bałabanowa dragonia przechodzi na stronę Chmielnickiego i uderza na własnych. Wtedy obóz polski zostaje zdobyty, a młody Stefan Potocki umiera z rany na rękach Czarnieckiego, prosząc, by przekazano ojcu, że umiera „jako rycerz”. Czarniecki ślubuje zemstę, ale równocześnie broni honoru Rzeczypospolitej i pociesza Skrzetuskiego, przypominając mu, że klęska dotknęła tylko mały podjazd, a nie całą potęgę państwa.
Chmielnicki po zwycięstwie rusza dalej na Ukrainę. W Korsuniu zatrzymuje się tylko na krótki odpoczynek, po czym pędzi przez kraj, gdzie coraz liczniej dołączają do niego chłopi. Po drodze spala wsie i miasteczka, przyjmują go otwarte bramy Czehryna, a potem Kozacy i czerń szerzą bunt, mordy i pożogi. Pan Skrzetuski, prowadzony za taborem, widzi spustoszenie i rozumie, jak wielka groza ogarnęła Ukrainę. W Korsuniu zostaje zamknięty w domu, podczas gdy za oknami trwa rzeź i rabunek. Kiedy pod Krutą Bałką rozchodzą się wieści o rozbiciu hetmanów, w mieście wybucha panika, ale wkrótce część uciekających wraca z wieścią o zwycięstwie Kozaków. Wreszcie przybywają jeńcy, a wśród nich hetmani. Skrzetuski rozpoznaje ich i krzyczy: „Jezus Maria! To hetmani!”. Wkrótce do miasta wjeżdża Chmielnicki razem z Tuhaj-bejem i Krzeczowskim. Dla Skrzetuskiego oznacza to całkowity upadek wojsk koronnych i potęgę buntu.
Następne dni przynoszą jeszcze większe nieszczęścia. Z wiadomości o klęsce Żółtych Wód i Korsunia rodzi się powszechny strach. Chmielnicki staje się panem ogromnej części Ukrainy, a w kraju szerzą się mordy, podpalenia i rabunki. Namiestnikowi, mimo ran i niewoli, ciągle wraca myśl o Helenie. Wyobraża ją sobie jako ocaloną, może już w Łubniach, pod opieką księcia Jeremiego. W końcu sam Chmielnicki, chcąc zdobyć Skrzetuskiego, każe go przyprowadzić i oznajmia, że daruje mu wolność. Hetman mówi jednak z pogardą o księciu Jeremim, zapowiadając, że jeśli jeszcze raz spotka Skrzetuskiego, nie wypuści go żywego. Oddaje mu konia, daje piernacz i eskortę tatarską, lecz pozwala jechać tylko pod warunkiem, że rycerz wróci do Łubniów. Skrzetuski odjeżdża z Korsunia ciężko chory, widząc po drodze tabor pełen jasyru, trupów i spustoszonego miasta. Na rynku i w okolicznych koszach panuje dzika orgia zwycięstwa, a ludzie i jeńcy traktowani są z okrucieństwem. W drodze rycerz dociera aż do Rozłogów, gdzie znajduje tylko zgliszcza rodzinnego dworu Kurcewiczów. Na miejscu zastaje pustkę i ruiny, a po wybuchu rozpaczy pada bez sił na zgliszcza.
W tym samym czasie do Rozłogów zbliża się oddział jazdy książęcej. Wśród oficerów jest Bychowiec, który pierwszy rozpoznaje Skrzetuskiego. Rycerz pozostaje jednak w odrętwieniu, nie poznając nikogo. Dopiero ksiądz Muchowiecki kładzie mu ręce na głowie i rozpoczyna modlitwę: „Pater noster, qui es in coelis!”. Skrzetuski odzyskuje głos i odpowiada: „Sicut in coelo, et in terra!”, po czym wybucha płaczem. Oficerowie, widząc stan przyjaciela, rozumieją, że Helena musiała zginąć albo zostać porwana. Wtedy ksiądz prowadzi go ku księciu Jeremiemu.
Równolegle rozgrywa się wcześniej historia Rzędziana, którego Skrzetuski wysłał z listem do kniahini z Rozłogów. Pachołek po drodze trafia do Czehryna, gdzie staje przed Bohunem. Wraz z nim jest pan Zagłoba, który przypadkiem odkrywa przy nim dwa listy. Bohun czyta pismo do kniahini i do Heleny i natychmiast pojmuje, że Skrzetuski prosi o ich wyjazd do Łubniów. Wściekłość ogarnia Kozaka; bije Rzędziana, a potem zrywa się do Rozłogów. Zagłoba, widząc niebezpieczeństwo, rusza z nim. Po drodze próbuje przemówić mu do rozsądku, lecz Bohun jest nieprzejednany. Gdy docierają do dworu, Kurcewiczowie jeszcze jedzą wieczerzę. Bohun, udając przyjaciela i posłańca wojny, prosi, by przyrzekli Helenę oddać. Stara kniahini i jej synowie, Symeon i Mikołaj, potwierdzają obietnicę. Bohun każe czytać list Skrzetuskiego, a gdy słyszy, że Helena ma jechać do Łubniów, wpada w szał. Wyrywa pistolet, zabija Symeona, po czym dochodzi do pojedynku z Mikołajem. Walka jest zacięta, ale Bohun zabija i jego. W sieni leżą trupy, kniahini w rozpaczy rzuca się na ciała synów, a Kozacy mordują służbę.
Wtedy do sieni wchodzi ślepy Wasyl z krzyżem w dłoniach oraz Helena w białej szacie. Na widok tej sceny obie strony milkną. Wasyl przemawia słowami modlitwy i ostrzega przed złem, a Bohun, osłabiony raną, każe strzec Heleny jak oka w głowie. W tym momencie z ciemnego kąta wychodzi Zagłoba, który opatrzył Bohuna, a potem podstępem odciąga uwagę mołojców. Gdy Bohun jest osłabiony, Zagłoba wyprowadza Helenę z komnaty, każe jej przebrać się za chłopca, a sam udaje dziada i przebiera się w strój żebraka. Z Heleną uciekają nocą z Rozłogów. Zagłoba zabiera też włosy, sakwy i instrument, po czym prowadzi ją przez stepy ku Zołotonoszy. Po drodze spotykają czabanów i zręcznym podstępem zastrasza ich imieniem księcia Jeremiego. Gdy idą dalej, Zagłoba tnie Helenie warkocze, by ukryć jej płeć, i oboje wędrują pieszo przez pustkowie. Zatrzymują się w Demianówce, gdzie dziad-ślepiec, którym jest Zagłoba, podburza chłopów przeciw panom, ale przede wszystkim odstrasza ich opowieściami o księciu Jeremim. Następnie z Heleną w przebraniu żebraczki i z samym sobą jako dziadem rusza dalej ku Zołotonoszy. W Prochorówce spotykają chaos po klęsce korsuńskiej; tłum szykuje się do przeprawy przez Dniepr, a Zagłoba, widząc nadciągających Bohunowych ludzi, ratuje się sprytem. Udaje, że to Kozacy Wiśniowieckiego, przez co tłum niszczy prom i ucieka. W wodzie giną mołojcy, a Zagłoba z Heleną przedostają się na drugi brzeg.
Tymczasem książę Jeremi, dowiedziawszy się o klęsce pod Korsuniem i o śmierci króla Władysława, rusza z Łubniów w stronę Dniepru. W drodze otrzymuje list od Chmielnickiego, który prosi o układy i jednocześnie wydaje Skrzetuskiego jako jeńca wolnego. Książę odczytuje pismo i rozumie, że to podstęp. Mimo to nie waha się: kazał spalić Rozłogi za napaść Bohuna, potem rusza z wojskiem ku Czernihowowi i dalej ku Brahinowi, by obejść błota i przeprawić się do Zadnieprza. W lasach czernihowskich prowadzi pościg i wyprawę wśród pożarów, które podkładają kozaccy podpalacze. Wojsko idzie przez dym, błoto i wodę, ale nie załamuje się. Książę spowiada się z odpowiedzialności za ojczyznę i czuje, że teraz właśnie trzeba stanąć do walki. Gdy dociera do Łubniów, żegna żonę Gryzeldę i dwór, a potem rusza dalej z wojskiem. Wreszcie, po długim marszu, wojsko trafia do Czernihowa, potem zaś na rozległe błota i lasy. Po tych trudach książę śpieszy na pomoc Machnówce, zagrożonej przez Krzywonosa. Wyprawia natychmiast chorągwie, sam zaś przygotowuje uderzenie. W tej części utworu kończy się etap, w którym armia księcia, idąc przez spalone i rozmokłe ziemie, staje się jedyną nadzieją kraju, a Skrzetuski wreszcie spotyka swojego wodza i dostaje od niego wsparcie oraz nadzieję, że Helena może jeszcze żyć.