Po długim czekaniu i naprawie parowca Marlow wreszcie wyrusza w górę rzeki ku stacji Kurtza. Podróż staje się coraz bardziej niepewna i trudna. Rzeka prowadzi przez wielkie połacie lasu, przez które statek pełznie jak mały, usmolony chrząszcz. Marlow ma poczucie, że cofa się do „najwcześniejszych początków świata”. Panują tu cisza, gęste powietrze, rozległe przestrzenie wody i drzew. W nocy słychać bębny, a w dzień parowiec musi omijać mielizny, pnie i zdradliwe przeszkody. Wśród załogi pracują także dwaj czarni ludzie jako sternik i palacz; Marlow obserwuje ich jako ludzi użytecznych, ale podporządkowanych twardej rzeczywistości pracy i strachu.
Po drodze Marlow zatrzymuje się przy małej trzcinowej szopie, gdzie znajduje drewnianą tabliczkę z napisem: „Drzewo dla was. Spieszcie się. Podjeżdżajcie ostrożnie”. Zatrzymuje też książkę marynarską, którą uznaje za ślad czegoś prawdziwego i konkretnego pośród chaosu. Wreszcie dociera do stacji Kurtza. Nad brzegiem spotyka Rosjanina, czyli Arlekina, który wyjaśnia, że miejscowi nie chcą, by Kurtz odjechał. Opowiada też o tym, jak Kurtz przez długi czas przebywał wśród plemion nad jeziorem, zdobył ich zaufanie i wpływ, ale potem mocno podupadł na zdrowiu. Rosjanin przedstawia go jako człowieka niezwykłej siły oddziaływania, a zarazem jako kogoś, kto nie zna umiaru.
Gdy Marlow ogląda stację z bliska, odkrywa coś jeszcze bardziej wstrząsającego: na palach stoją głowy ludzkie. To głowy buntowników, jak tłumaczy Rosjanin, choć dla Marlowa są przede wszystkim świadectwem tego, że Kurtz utracił wszelki hamulec. Wokół domu widoczne są też ślady rozwiązania, śmierci i wyniszczenia. Marlow dowiaduje się, że Kurtz jest teraz bardzo chory i leży w domu na wzgórzu. Widziane z bliska miejsce budzi grozę, bo łączy w sobie kość słoniową, przemoc, kult jednostki i rozpadającą się organizację. Rosjanin mówi, że Kurtz jest dla miejscowych niemal bóstwem, a dla niego samego człowiekiem, który „wzbogacił mu duszę”.
W tej części rozdziału Marlow rozumie już, że Kurtz nie jest zwykłym agentem handlowym. Stał się kimś, kto nadludzką wymową i siłą woli podporządkował sobie ludzi, ale zarazem sam uległ dziczy, samotności i własnym żądzom. Ta sprzeczność przygotowuje moment jego pojawienia się.