lektury on-line

Kategorie

Świętoszek - Molière - Strona 18

Dla mnie również pragnienia gorętszego nie ma,
Jak odkryć całą duszę przed twymi oczyma.
Chcę, by panią przysięga zapewniła szczera,
Że gdy gromię wizyty, co pani odbiera,
To nie przez niechęć żadną dla pani z mej strony,
Ale przez zapał niczym nieprzezwyciężony
I przez uczucie czyste…

ELMIRA

Tak je również cenię,
Że się pan tylko troszczy o moje zbawienie.

TARTUFFE
/ biorąc rękę Elmiry i ściskając jej palce /
Tak pani, bez wątpienia i w mym sercu gości…
ELMIRA
Aj! za mocno pan ściska…
TARTUFFE

Zbytek gorliwości;
Wszakże ból zadać pani dla mnie równa męka
I prędzej bym…

/ kładzie rękę na kolanach Elmiry /
ELMIRA
Co robi tutaj pańska ręka?
TARTUFFE
Macam suknię, jak miękki materiał.
ELMIRA

O proszę!
Przestań pan już, ja żadnych łaskotek nie znoszę.

/ Elmira cofa się z fotelem, Tartuffe przysuwa się do niej. /
TARTUFFE
/ poruszając chusteczkę Elmiry /

Jakie to jest prześliczne! Dziś nikt nie zaprzeczy,
Że prawdziwie cudownie robią takie rzeczy.
Jaki postęp we wszystkim czas nam teraz niesie.

ELMIRA

Prawda. Ale o naszym mówmy interesie:
Mówią, że mój mąż dawniej dane słowo zrywa
I chce panu dać córkę; czy to wieść prawdziwa?

TARTUFFE

Tak, przyznaję, że coś tam wspomniał mi o tem,
Ale ten zamiar nie jest mych marzeń przedmiotem,
Inne wdzięki posiadać, których urok nęci,
Szczęściem by napełniło wszystkie moje chęci.

ELMIRA
Pan nie pragniesz miłości doczesnych omamień.
TARTUFFE
Wszakże i ja mam w piersiach serce, a nie kamień.
ELMIRA

Podług mnie, pańskie myśli tylko w niebo biegą,
Na ziemi nie pożądasz pan pewno niczego.

TARTUFFE

Uczucie, co nam każe wzdychać do wieczności,
Nie zabija w nas wcale doczesnej miłości,
Zmysły nasze pożądać mogą całą siłą
Cudowne dzieła, które niebo wytworzyło;
Ono swym własnym wdziękiem zdobi ród niewieści,
Lecz najwięcej się w tobie jego darów mieści;
Na twojej twarzy piękność rozlał rozkaz boży,
Która oczy zadziwia, która serce trwoży
I widząc cię, czyż mogłem nie wielbić z zapałem
Rąk Stwórcy, których dziełem jesteś doskonałem?
Czyż dziwne, że o tobie moje serce marzy,
Gdy on sam własny obraz nadał twojej twarzy!
Zrazu–m sądził, że miłość ta skryta, uparta,
Jest wymysłem szatańskim, jest pokusą czarta,
Chciałem już poddać serce rozłączenia próbie,
Bom myślał, że kochając ciebie — duszę zgubię;
Lecz na koniec poznałem, cudowna istoto!
Że ta namiętność może się pogodzić z cnotą,
Że może być niewinną i dlatego śmiało
Postanowiłem oddać się jej duszą całą.
Jest to wielka odwaga, wyznaję to szczerze,
Ośmielić się to serce ponieść ci w ofierze,
Lecz znana dobroć twoja, niechaj mnie tłumaczy,
Na nią liczę; bo mój wpływ nic tutaj nie znaczy.
W tobie moja nadzieja, dobro, wiara cała,
Tyś się dla mnie zbawieniem, albo smutkiem stała;
Na koniec z twych ust wyrok ma wypaść prawdziwy.
Zechcesz, będę szczęśliwy, — każesz, nieszczęśliwy.

ELMIRA
Kategorie: Barok · Szkoła średnia
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Kazimierz Zalewski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia