lektury on-line

Kategorie

Lektury › Streszczenia › Ludzie bezdomni - Stefan Żeromski - streszczenie

Tom I: od Paryża do Warszawy i początek praktyki

Tom I: od spotkania w Luwrze do pierwszych miesięcy praktyki

Tomasz Judym wraca z Lasku Bulońskiego przez Champs Élysées i wstępuje do Luwru, szukając przede wszystkim odpoczynku od upału i ulicznego zgiełku. W sali z Wenus z Milo zatrzymuje się przy słynnym posągu i długo patrzy na marmurową boginię. Zaczyna przeżywać sztukę bardzo osobiście, odkrywając w niej piękno, młodość i żywą myśl. W tym momencie słyszy polską mowę i poznaje cztery turystki: panią Niewadzką, jej wnuczki – Wandę i Natalię Orszeńskie – oraz pannę Joannę Podborską. Judym przedstawia się jako lekarz, opowiada o swoim pochodzeniu, nawet z gorzką satysfakcją mówi, że jego ojciec był szewcem z Ciepłej ulicy. Kobiety reagują różnie: Wanda bywa zuchwała i ironiczna, Natalia milcząca i zamyślona, a Joanna najbardziej szczera i uważna.

Rozmowa schodzi na Wenus z Milo, a potem na inne dzieła sztuki. Pani Niewadzka i jej wnuczki wspominają obrazy i rzeźby, które widziały w Paryżu, między innymi „Rybaka” Puvis de Chavannes’a oraz „Myśl”. Judym jest poruszony przede wszystkim tym, że Joanna patrzy na posąg z prawdziwym wzruszeniem. Gdy towarzystwo pyta go o drogę do „Amora i Psyche” Canovy, Judym prowadzi je dalej po Luwrze. Kobiety, zwłaszcza Wanda, coraz swobodniej żartują, a doktor czuje się jednocześnie z nimi blisko i społecznie obco. W końcu proponuje pomoc przy wyjeździe do Wersalu. Następnego dnia spotyka panie ponownie, jedzie z nimi tramwajem do Wersalu, a po drodze rozmawiają o Paryżu, o Sekwanie i o obrazach, które oglądały. Judym chłonie ich obecność, ich stroje, ruchy i głosy, a zwłaszcza obecność Natalii, której twarz wydaje mu się szczególna i niepokojąca. Wycieczka kończy się zwiedzaniem Wersalu, gdzie Joanna przeżywa widok miejsca związanego z Marią Antoniną, a Judym zaczyna zauważać jej szczerość i wrażliwość.

Po powrocie do Paryża Judym długo rozmyśla o spotkanych kobietach. Nazajutrz zjawia się punktualnie na tramwaj, chce znów pojechać z nimi do Wersalu, lecz nie wie jeszcze, czy przyjdą. Wreszcie spotyka je i jedzie razem z nimi; rozmowa z Wandą, Natalią i Joanną jeszcze mocniej budzi w nim zachwyt i poczucie obcości zarazem. Po rozstaniu z turystkami na dworcu Saint-Lazare wraca do swej skromnej paryskiej kwatery. Wtedy w jego myślach coraz silniej powraca „Ciepła ulica” i własne pochodzenie. Nieoczekiwane spotkanie z paniami staje się dla niego przełomowe: zaczyna widzieć siebie jako człowieka z nizin, który próbuje wejść do świata wykwintu, ale nie przestaje doznawać wstydu i niepewności.

Wkrótce po tym Judym wraca do Warszawy. Z okna hotelu widzi znajomy miejski ruch, a potem idzie na Krochmalną i Ciepłą ulicę, do rodzinnej kamienicy. Droga prowadzi go przez żydowską dzielnicę pełną sklepików, brudu, ciasnoty i biedy. Na poddaszu odnajduje mieszkanie brata Wiktora. W środku domu trzyma się przywiązaną do haka „wariatkę”, czyli starą babkę, która od lat nie daje się opanować inaczej niż przemocą; dowiaduje się, że rodzina nie oddała jej do szpitala, bo nie ma miejsca i pieniędzy. Spotyka też ciotkę Pelagię, zgorzkniałą opiekunkę domu, która przypomina mu, jak Wiktor przerzucił się do pracy w fabryce. Jednocześnie Judym ogląda siostrzeńców – Franka i Karolę – i widzi w nich zaniedbanie, biedę oraz przyspieszony przez warunki życia rozwój dziecięcej dzikości. Uświadamia sobie, jak wiele krzywdy spadło na rodzinę.

Później Judym szuka Wiktorowej w fabryce cygar. Ogląda ogromną halę, gdzie setki kobiet zwijają i pakują cygara w zaduchu, pyle tytoniowym i zmęczeniu. Zauważa wśród pracujących własną bratową – zmęczoną, ale ożywioną jego przyjściem. Czeka na nią na dziedzińcu, potem towarzyszy jej do domu i widzi ubóstwo ich mieszkania. Następnie w Ogrodzie Saskim rozmyśla o swoich dawnych marzeniach: o wynalazkach, reformach i ulepszaniu życia biednych. Wieczorem obserwuje tłumy w parku, a w ciemniejącym mieście czuje narastającą niechęć do bezmyślnego tłumu i do własnej bezsilności.

Następnego dnia Judym odwiedza brata Wiktora, idąc z nim przez fabryczną dzielnicę. Między braćmi wybucha długa rozmowa o pochodzeniu, wykształceniu i różnicy losów. Wiktor czuje się przez brata i ciotkę skrzywdzony, mówi o ciężkiej pracy, o tym, że nie miał takich szans jak Tomasz. Opowiada też o własnym życiu w domu ciotki, o upokorzeniach z dzieciństwa i o tym, jak dzięki niej uczył się i rosł. Wspomina, że Tomasz „wyszedł na ludzi”, a on sam został w swoim stanie. Judym słucha tego w milczeniu, a potem obaj patrzą z wzgórza na Wisłę i na dzielnicę fabryczną. Wreszcie pojawia się młody inżynier, który prowadzi Judymów do fabryki i pokazuje stalownię. Judym ogląda ciężką pracę przy obróbce żelaza, a szczególnie przeżywa widok robotnika-kowala, w którym dostrzega niezwykłą siłę i piękno. Najsilniejsze wrażenie robi na nim jednak chwila, gdy widzi w płomieniu przy „gruszce” postać swojego brata Wiktora – i rozpoznaje go jako czarną sylwetkę na tle ognia.

W dalszej części fragmentu Tomasz Judym zjawia się u doktora Antoniego Czernisza na zebraniu lekarskim. Początkowo boi się odczytu, ale ostatecznie czyta pracę o higienie, w której mówi o nędzy robotników, o warunkach życia biedoty i o obowiązkach lekarzy wobec ludzi wykluczonych. Prelegent wywołuje sprzeciw kolegów: jedni zarzucają mu przesadę, inni mówią o filantropii i praktyczności zawodu. Judym broni swego poglądu, że lekarz nie powinien służyć tylko bogatym, ale walczyć z przyczynami chorób, choć coraz bardziej czuje, że mówi do ludzi niechętnych jego myśli. Po odczycie wraca późno do domu z doktorem Chmielnickim, który opowiada mu o własnej śmieszności i o tym, jak jako Żyd-lekarz przez całe życie doświadcza szyderstw. Krótka rozmowa nie usuwa goryczy Judyma.

Później Judym spaceruje po Alejach Ujazdowskich. Jesienny park budzi w nim smutek i poczucie końca dawnych marzeń. Myśli o tym, że jego dawne pragnienie działania – ulepszania świata, pomagania ludziom, zmieniania warunków życia – nie może się spełnić w takiej postaci, jaką sobie wyobrażał. Widząc powozy i bogactwo, czuje przepaść między sobą a światem dobrobytu. Na chwilę znów spotyka wśród jadących pannę Natalię, Joannę i Wandę, lecz uśmiech Joanny tylko mignie mu przed oczami. Ten obraz znika, a Judym idzie dalej, z poczuciem, że musi pogodzić się z własną samotnością i z tym, że jego droga będzie trudna.

Na końcu fragmentu ukazane są początki jego praktyki lekarskiej. Judym urządza skromny gabinet i poczekalnię, przyjmuje bardzo niewielu pacjentów, a mieszkanie prowadzone przez Walentową i jej córkę Zośkę staje się dla niego źródłem codziennej walki. Kobiety rozporządzają domem po swojemu, a Judym z czasem godzi się z bałaganem, stratami i drobnymi nadużyciami. Gdy wreszcie przychodzi pierwsza pacjentka, biedna dama w czerni, Judym bierze za konsultację pierwszy zarobiony rubel. Później odwiedzają go też przedstawicielki stowarzyszenia moralnego, które długo mówią o swojej działalności i proszą o wsparcie. To wszystko pokazuje, jak powoli, niepewnie i z trudem rozwija się jego lekarska kariera. Na tym tle jeszcze mocniej brzmi jego samotność, niepewność i przekonanie, że prawdziwa praca lekarza powinna mieć szerszy, społeczny sens.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia