Po kłótni z Krzywosądem i dyrektorem Judym otrzymuje od Węglichowskiego list rozwiązujący umowę. Najpierw próbuje opanować wzburzenie i myśli o wyjeździe, ale zaraz wraca do niego żal po Joasi. Wieczorem Joasia przychodzi do okna jego mieszkania. Spotkanie jest krótkie, lecz bardzo ważne: Judyma ogarnia pragnienie rozmowy i bliskości, a Joasia mówi o wyjeździe i pyta, dokąd pojedzie. Judym nie potrafi jeszcze niczego postanowić, ale następnego dnia wyjeżdża z Cisów. Przed odjazdem widzi szpital i pałac, a potem jedzie w poczuciu samotności, pełen tęsknoty i niepokoju. W drodze spotyka w pociągu inżyniera Korzeckiego, dawnego znajomego z Paryża i Szwajcarii. Korzecki poznaje jego stan, proponuje mu wyjazd do Zagłębia i zaprasza do siebie. Judym, choć waha się i jest rozbity, przyjmuje tę propozycję. Razem jadą do miasta przemysłowego, gdzie znajduje się kopalnia „Sykstus”. Po drodze Judym widzi krajobraz pełen hałd, rowów, brudnych wód i budynków fabrycznych. Wszystko robi na nim przygnębiające wrażenie, ale równocześnie budzi w nim dziwną solidarność z tym miejscem.
Korzecki zabiera Judyma do kopalni i pokazuje mu pracę pod ziemią. W czasie przejazdu przez teren zakładu Judym ogląda sortownię, szyby, maszyny, chodniki i pracujących górników. Słyszy górniczy okrzyk „Glikauf!”, obserwuje wybuchy dynamitu i życie ludzi na dole kopalni. Wrażenie jest dla niego bardzo silne: widzi w tym świecie zarówno wysiłek człowieka, jak i cierpienie, ryzyko oraz wyzysk. Jednocześnie Korzecki zwierza mu się ze swojego stanu duchowego. Mówi o lęku przed samotnością, bezsenności, pavor nocturnus i o tym, że nie może być sam. Wyznaje też, że szuka spokoju i chciałby wyzwolić się od strachu. W rozmowie z Judymem rozwija swoje poglądy o moralności, wolności, prawdzie i dobru społecznym. Uważa, że człowiek powinien być wyzwolony także wewnętrznie, a nie tylko z zewnętrznych ograniczeń. Z kolei Judym coraz mocniej dostrzega, że Korzecki jest człowiekiem samotnym i rozdwojonym. Następnego dnia odwiedzają dyrektora fabryki Kalinowicza. W jego domu Judym spotyka dyrektora, jego córkę Helenę i młodego Kalinowicza. Rozmowa dotyczy przemysłu, higieny, pracy, wychowania i odpowiedzialności społecznej. Korzecki prowokuje spory, a Kalinowicz rozwija swoje poglądy o obowiązku społecznym i pomocy robotnikom. Po wyjściu gości Korzecki opowiada Judymowi o swoim wewnętrznym rozdarciu, o „czerownej plamie”, bezsenności i lęku, który stale w nim żyje.
Po nocnej rozmowie Judym rano budzi się sam. Wychodzi na ulice osady fabrycznej i widzi nędzę domów robotniczych, błotniste drogi, brudne rowy i ludzi żyjących w ciężkich warunkach. Mija robotników, matki z dziećmi i budynki, które przypominają mu o tymczasowości i biedzie. Potem spotyka Korzeckiego i razem jadą do folwarku Zabrzezie, gdzie chora kobieta, matka ucznia gimnazjum Olesia, prosi o pomoc lekarską. Judym bada ją i stwierdza suchoty w ostatnim stadium. Rozmawia z nią i z jej synem, który płacze. Chora wspomina też Korzeckiego, licząc, że jeszcze ją odwiedzi. Po powrocie Judym czuje coraz większe wzruszenie wobec tej biednej, umierającej kobiety i całego otaczającego świata.
Kiedy Judym zostaje już lekarzem fabrycznym, Korzecki nadal mieszka niedaleko kopalni i staje się dla niego jedynym bliższym znajomym. Pewnego dnia przysyła mu list z cytatem z „Apologii Sokratesa” Platona, w którym pisze o swoim „Dajmonionie” i o śmierci. Judym nie rozumie jeszcze, że to zapowiedź tragedii. Kiedy jedzie do Korzeckiego, dowiaduje się, że inżynier popełnił samobójstwo. W mieszkaniu znajduje jego ciało na sofie, z roztrzaskaną głową. Obok leży atlas anatomiczny z zaznaczoną linią na rysunku czaszki. Do pokoju wchodzi też wysoki blondyn o jasnoniebieskich oczach, który okazuje się człowiekiem dobrze znanym Judymowi z wcześniejszych spotkań. Zachowuje się z dziecięcym zdumieniem wobec zwłok, a Judym widzi jego głębokie przeżycie śmierci przyjaciela. W tym samym czasie do Judyma dociera wymowa całego zdarzenia.
Niedługo potem Judym otrzymuje kartkę od Joasi z wiadomością, że przyjeżdża do Zagłębia. Na dworcu spotyka ją i idą razem do miasta, a potem zwiedzają fabryki. Joasia ogląda hale, piece, maszyny, walcownie i pracę robotników, a Judym pokazuje jej nędzę osady fabrycznej, dzieci robotników i brudne podwórza. To zwiedzanie staje się dla obojga ważnym doświadczeniem. Joasia widzi ciężką pracę ludzi, a Judym patrzy na nią z myślą o wspólnym życiu i pomocy innym. Gdy schodzą z miasta, rozmawiają o przyszłości. Joasia pragnie pomagać mu w pracy, prowadzić dom, urządzić wszystko skromnie, ale pięknie, i dzielić się z ludźmi tym, co zbędne. Judym czuje do niej ogromne przywiązanie, ale jednocześnie dochodzi do przekonania, że musi samotnie spełnić swój obowiązek wobec ludzi z motłochu. Tłumaczy Joasi, że nie może być jej mężem i nie może zatrzymać jej przy sobie, dopóki nie znikną „podłe zmory” nędzy. Joasia przyjmuje to z bólem, mówi tylko: „Ja cię nie wstrzymam”, po czym odchodzi w stronę dworca. Judym zostaje sam, po czym ucieka ku lasowi i kopalni. W końcu widzi szeroką wodę i zawalisko ziemi, a obok sosnę rozdartej przez osunięcie gruntu. Wchodzi do leja i patrzy na pień drzewa rozszarpany na dwoje. Słyszy płacz i nie wie, czy płacze Joasia, kopalnia, czy sama sosna. Tak kończy się jego historia jako człowieka rozdartego między miłością a obowiązkiem.