Utwór zaczyna się od stwierdzenia, że Marley umarł. Jego śmierć była potwierdzona przez podpisany protokół pogrzebu, a Scrooge, dawny wspólnik Marleya, również podpisał dokument. Firma nadal funkcjonowała pod szyldem „Scrooge i Marley”, choć Marley od dawna nie żył. Dickens od razu przedstawia też charakter Scrooge’a: to człowiek chciwy, zimny, samotny, nieprzychylny ludziom, obojętny wobec wszelkiej hojności i życzliwości. Nawet w wigilię Bożego Narodzenia nie zmienia swojego zachowania.
W wigilijny wieczór Scrooge siedzi w kantorze przy pracy. Na zewnątrz panuje mróz, mgła i ciemność. W pomieszczeniu pomocnika jest prawie równie zimno, bo Scrooge oszczędza na węglu. Najpierw przychodzi siostrzeniec Scrooge’a i składa mu życzenia: „Wesołych świąt, wuju! Niech cię Bóg ma w swej opiece!”. Próbuje przekonać wuja, że Boże Narodzenie to czas dobry, radosny i ważny dla ludzi, bo skłania do myślenia o innych. Scrooge odrzuca te słowa z pogardą, nazywa święta „głupstwem” i odmawia przyjęcia zaproszenia na obiad. Siostrzeniec odchodzi spokojnie, a pomocnik Scrooge’a odpowiada mu uprzejmie na pożegnanie.
Niedługo potem w kantorze pojawiają się dwaj panowie zbierający ofiary dla biednych. Tłumaczą, że chcą pomóc ludziom, którzy w czasie mrozów cierpią z biedy. Scrooge odpowiada im chłodno i bez współczucia. Pyta, czy nie ma więzień, przytułków, domów pracy i domów poprawy, a gdy słyszy, że istnieją, uznaje, iż to wystarczy. Odmawia wsparcia i mówi wprost, że nie ma zamiaru pomagać biednym. Goście odchodzą z niczym.
Po zamknięciu kantoru pomocnik wybiera się do domu, a Scrooge, po skromnym posiłku, wraca do mieszkania, które należało kiedyś do jego zmarłego wspólnika. Dom jest stary, ciemny i pusty. Gdy Scrooge otwiera drzwi, na kołatce widzi twarz Marleya. Zjawisko znika, gdy tylko patrzy uważniej, ale Scrooge jest wyraźnie wstrząśnięty. Wchodzi do środka, sprawdza wszystkie pokoje, zaryglowuje drzwi i siada przy kominku.
Wtedy zaczynają się dziać rzeczy nadprzyrodzone. Dzwonki w domu poruszają się same, po chwili słychać brzęczenie łańcuchów i po schodach wchodzi duch. Jest to Marley, dokładnie taki, jak za życia, ale przezroczysty i z długim łańcuchem z kas, kluczy, zamków, ksiąg i sakiewek. Scrooge długo nie chce uwierzyć własnym oczom i próbuje tłumaczyć wszystko rozsądkiem, lecz duch odpowiada mu głosem Marleya. Wyjaśnia, że po śmierci musi błąkać się po świecie, bo za życia nie troszczył się o innych ludzi, a jego „interesem” było tylko zyskiwanie pieniędzy. Mówi też, że Scrooge nosi jeszcze większy łańcuch, który sam zakuwał przez całe życie, skupiając się wyłącznie na interesach.
Marley ostrzega Scrooge’a, że jeśli nie zmieni postępowania, spotka go taki sam los. Zapowiada, że Scrooge’a odwiedzą trzy duchy: pierwszy następnej nocy o pierwszej po północy, drugi kolejnej nocy o tej samej porze, a trzeci jeszcze następnej o dwunastej. Po tych słowach duch wychodzi przez okno i Scrooge widzi jeszcze w powietrzu wiele innych widm, także skazanych na wędrówkę po świecie. Wszystkie cierpią, bo za życia zaniedbały obowiązek wobec bliźnich. Scrooge zamyka okno, bardzo znużony, i zasypia w ubraniu.
Następnego ranka Scrooge budzi się w ciemności i sprawdza godzinę. Okazuje się, że zegar wybija dwunastą w nocy, choć wydaje mu się, że powinno być później. Czeka więc na pierwszego ducha. Gdy wybija pierwsza, cały pokój rozjaśnia się i pojawia się Duch Wigilijnej Przeszłości. Ma postać dziwną: wygląda jak dziecko i starzec zarazem, ma promień światła nad głową, a w ręku trzyma gałązkę ostrokrzewu. Na prośbę Scrooge’a nie zakłada kaptura, który zgasiłby światło. Duch mówi, że przyszedł dla dobra Scrooge’a i dla jego poprawy, po czym prowadzi go przez ścianę domu poza miasto.
Obaj znajdują się na dawnej drodze, pokrytej śniegiem. Scrooge poznaje tę okolicę: to miejsce jego dzieciństwa. Mijają chłopców wracających do domów na święta, a duch przypomina, że w pobliżu jest jeszcze szkoła. Scrooge płacze, bo rozumie, że chodzi o niego samego – o chłopca, który został kiedyś sam w szkole, podczas gdy inni wyjechali do rodzin. Zostają przyprowadzani do starego budynku szkolnego. W pustej izbie Scrooge widzi własne młodsze „ja”, siedzące samotnie nad książką przy nikłym ogniu. Wzrusza się jeszcze bardziej, gdy przy oknie pojawiają się postacie z jego dziecięcych lektur i wyobraźni: Ali Baba, Walentyn, Orson, koniuszy sułtana, papuga i Piętaszek z opowieści o Robinsonie Crusoe.
Później duch pokazuje Scrooge’owi kolejną wigilię. Tym razem chłopiec jest już większy, ale nadal pozostaje sam w szkole, opuszczony przez wszystkich. Chodzi rozpaczy po izbie, a potem dołącza do niego młodsza siostra Fanny, która przyjeżdża po niego i oznajmia, że ojciec jest teraz lepszy i że brat może wrócić do domu na stałe. Fanny z radością zabiera go do domu, gdzie mają wspólnie spędzić święta. W tym miejscu widzenie trwa dalej, prowadząc Scrooge’a do kolejnych obrazów z jego przeszłości.