lektury on-line

Kategorie

Wizje Ducha Tegorocznego Bożego Narodzenia

W dalszym ciągu podróży Duch Wigilijnej Przeszłości pokazuje Scrooge’owi kolejne obrazy z jego dawnego życia. Najpierw przenoszą się do czasu, gdy Ebenezer był jeszcze młodzieńcem praktykującym u Fezziwiga. Scrooge rozpoznaje starego pracodawcę i kolegę Dicka Wilkinsa. Fezziwig ogłasza koniec pracy, bo „to wieczór wigilijny”, i każe zamknąć okiennice oraz uprzątnąć sklep. Wkrótce miejsce pracy zmienia się w salę balową: przychodzą skrzypek, pani Fezziwig, trzy panny Fezziwig, młodzi pracownicy i goście. Rozpoczynają się tańce, gry w fanty, poczęstunki i kolejny taniec przy muzyce Sir Roger de Coverley. Zabawa trwa do jedenastej, a Fezziwig i jego żona żegnają każdego wychodzącego. Scrooge, wzruszony wspomnieniem, przyznaje, że „niewiele potrzeba” dla zdobycia wdzięczności ludzi, i słyszy od Ducha, że Fezziwig wydał tylko „trzy czy cztery funty szterlingi”. Scrooge odpowiada jednak, że nie o pieniądze chodzi, lecz o to, że pracodawca może uczynić życie pracowników „lżejszym lub cięższym”.

Następnie duch ukazuje mu scenę rozstania z narzeczoną, Bellą. Dziewczyna w żałobie wyznaje, że w sercu Scrooge’a miejsce jej zajęło „inne bóstwo” – „Cielec złoty”. Tłumaczy, że kiedy się zaręczali, byli biedni, lecz pełni nadziei, a on z czasem zmienił się, oddając całe życie żądzy wzbogacenia się. Scrooge próbuje się bronić, mówiąc, że „stałem się praktyczniejszy i rozsądniejszy”, ale Bella odpowiada, że jego usposobienie, przygnębienie i niepokój zdradzają głęboką przemianę. Zwraca mu słowo, bo jest przekonana, że gdyby doszło do małżeństwa, on wkrótce żałowałby tego kroku. Mówi, że czyni to „w imię miłości”, jaką do niego żywiła, gdy był inny. Scrooge prosi: „Dosyć już, Duchu!”, lecz duch pokazuje mu jeszcze jeden obraz.

W zacisznym domu widzi Bellę już jako mężatkę. W pokoju panuje gwar, bo bawi się tam gromadka dzieci. Do domu wraca ojciec rodziny z posłańcem obładowanym świątecznymi podarkami, a dzieci rzucają się na paczki. Potem widać radość przy rozpakowywaniu prezentów i wieczorny spokój, gdy dzieci zasypiają. Scrooge obserwuje, jak ojciec obejmuje żonę i córkę, i myśli, że on sam mógłby mieć taką rodzinę. Wtedy mąż Belli wspomina dawnego przyjaciela i mówi, że przechodził koło okna kantoru Scrooge’a, gdzie zastał go samotnego, bez bliskiej, życzliwej istoty. Scrooge błaga: „Duchu — uprowadź mnie stąd…”, lecz widmo zmusza go, by patrzył dalej.

Pod koniec tej wizji Scrooge staje się tak wzburzony, że próbuje odeprzeć Ducha, nakładając mu na głowę gasidło, ale światło nadal przenika spod spodu. Wyczerpany zasypia i budzi się już w swojej sypialni, gdzie zaczyna się następny etap nocnych odwiedzin.

Drugi duch: Duch Tegorocznego Bożego Narodzenia

Scrooge budzi się o pierwszej w nocy i czeka na drugiego ducha. Najpierw widzi czerwone światło, a potem pokój zamieniony w świąteczną altanę: ściany i sufit są przystrojone zielonymi gałęziami, na podłodze piętrzą się indyki, gęsi, pieczenie, puddingi, owoce i poncze. Na tym „tronie” siedzi Duch Tegorocznego Bożego Narodzenia – olbrzymi, pogodny, ubrany w zieloną opończę z białym futrem i wieńcem z dębowych liści. Duch przedstawia się i prowadzi Scrooge’a na ulice Londynu w poranek Bożego Narodzenia. Miasto jest zimowe i ponure, ale pełne ruchu, śniegu, śmiechu i świątecznych przygotowań. Kupujący w sklepach tłoczą się, kupcy są uprzejmi, a Duch roztacza nad ludźmi dobrą wolę; nawet spory przechodniów łagodzi kroplami rosy ze swojej pochodni. Wyjaśnia też Scrooge’owi, że jego pochodnia ma „własność czynienia wszystkiego przyjemnym”.

Potem Duch zabiera Scrooge’a do domu Boba Cratchita. Na progu błogosławi mieszkanie rosą ze swej pochodni. W ubogim domu trwa przygotowanie do wieczerzy: pani Cratchit nakrywa stół, Belinda pomaga, Piotr Cratchit jest dumny ze swojego kołnierza, a dzieci czekają na ojca i Małego Tima. Gdy Bob przychodzi z Timem na ramionach, rodzina wita go z radością. Marta okazuje się spóźniona, ale zostaje serdecznie przyjęta. Bob opowiada o synu, który uważa, że kalectwo powinno ludziom przypominać „Tego, który sprawił, iż chromi chodzili, a ślepi widzieli”. Następnie do domu wnoszona jest gęś, potem pudding, a cała rodzina zasiada do uroczystej kolacji. Gdy pani Cratchit wnosi pudding, wszyscy oddychają z ulgą. Po obiedzie piją grog, jedzą owoce i kasztany, a Bob wznosi toast za zdrowie wszystkich. Mały Tim mówi: „Niech Bóg błogosławi nas wszystkich i każdego z osobna!”

Duch pyta Scrooge’a o los Małego Tima. Scrooge współczuje dziecku, lecz Duch odpowiada, że jeśli przyszłość się nie zmieni, chłopiec umrze. Scrooge przerażony prosi o nadzieję, ale słyszy, że musi patrzeć na prawdę. Potem rodzina Cratchitów wznosi zdrowie pana Scrooge’a. Pani Cratchit wypowiada o nim gorzkie słowa, lecz Bob łagodzi ją, przypominając, że to święto Bożego Narodzenia. Po chwili rodzina znów cieszy się wspólnym wieczorem. Scrooge widzi ich prostotę, biedę i wzajemną miłość, a mimo to szczęście.

Następnie Duch pokazuje Scrooge’owi jeszcze szerszy obraz świąt. W londyńskich domach płoną ognie, krewni odwiedzają się nawzajem, a młodzi ludzie spieszą na spotkania. Duch kieruje się też do miejsca zamieszkanego przez górników pracujących pod ziemią, gdzie cała rodzina śpiewa kolędę przy ogniu. Potem zabiera Scrooge’a na latarnię morską i na okręt na morzu. W obu miejscach prosty lud świętuje przy skromnym jedzeniu, cieple ognia i serdecznych życzeniach. Wszędzie Boże Narodzenie przynosi ludziom życzliwość i poczucie wspólnoty. Na końcu Scrooge trafia do domu swojego siostrzeńca Freda. Dom jest jasny, ciepły i pełen śmiechu. Fred, jego żona i goście żartują ze Scrooge’a, który nie przyjął zaproszenia na wieczerzę. Fred nie żywi do niego urazy, lecz żałuje go i postanawia zapraszać go co roku, mimo że wuj „szydzi z wigilii Bożego Narodzenia do samej śmierci”. Scrooge słucha tych słów i widzi, że nawet wśród żartów i śmiechu otaczają go ludzie życzliwi, choć on sam od nich odszedł.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia