lektury on-line

Kategorie

„Opowieść wigilijna” – duch Przyszłych Wigilii i przemiana Scrooge’a

Po scenie w domu Freda i jego gości Scrooge i Duch Tegorocznego Bożego Narodzenia nadal odwiedzają różne miejsca. Widziane obrazy pokazują, że duch niesie „pogodę umysłu i szczerą radość”: zagląda do łoża chorych, pociesza wygnańców, dodaje nadziei ludziom zmagającym się z biedą. Zatrzymuje się także w przytułku, szpitalu i więzieniu, wszędzie zostawiając „cząstkę swoich dobrodziejstw”. Scrooge zauważa, że Duch starzeje się bardzo szybko. Gdy pyta, czy życie duchów jest krótkie, słyszy odpowiedź, że życie tego Ducha „kończy się bowiem dzisiejszej nocy”.

Wtedy Scrooge dostrzega pod płaszczem coś dziwnego. Duch odsłania dwoje dzieci – chłopca i dziewczynkę, „Ciemność” i „Nędzę”. Są wychudzone, obdarte i przerażające. Duch ostrzega Scrooge’a, że powinien się ich strzec jak ognia, a przede wszystkim chłopca, na którego czole wypisany jest wyraz „Zguba”. Na pytanie Scrooge’a, czy nie istnieje pomoc dla tych stworzeń, Duch odpowiada gorzko: „są przecież więzienia, są domy poprawy!”.

Wybiła północ i pojawia się kolejny Duch – Ostatni Duch, Duch Przyszłych Wigilii. Jest wysoki, milczący, w długim czarnym płaszczu. Scrooge boi się go bardziej niż poprzednich duchów, ale przyrzeka, że pójdzie za nim, bo chce się poprawić. Duch prowadzi go do Londynu, na giełdę, gdzie grupa handlarzy i kapitalistów rozmawia o śmierci pewnego człowieka. Dla nich to tylko okazja do żartów i kpin z pogrzebu oraz stypy. Scrooge poznaje ich, lecz nie rozumie jeszcze, kogo dotyczą te rozmowy. Potem Duch pokazuje mu dwóch innych bogatych ludzi, którzy równie obojętnie wspominają zmarłego. Rozmowy są krótkie, chłodne i pozbawione współczucia.

Następnie Duch prowadzi Scrooge’a do nędznej dzielnicy miasta, do sklepu starego pasera Joe. Tam spotykają się trzy osoby: posługaczka, praczka i przedsiębiorca pogrzebowy. Każde z nich przynosi coś skradzionego z domu zmarłego – drobiazgi, bieliznę, pościel, kotary od łóżka, koszulę. Rozmawiają bez skrupułów, chwaląc się tym, co wynieśli. Joe wycenia łupy i wypłaca im pieniądze. Scrooge słucha tego z przerażeniem i rozumie, że los nieboszczyka może być jego własnym losem. Gdy obraz zmienia się, widzi łóżko bez kotar, na którym leży trup. Pokój jest ciemny i pusty. Scrooge nie chce zobaczyć twarzy zmarłego, ale Duch wskazuje głowę trupa. Wtedy Scrooge rozważa, jak straszny koniec przyniosły skąpstwo, chciwość i nieczułość.

Potem Duch pokazuje dom małżonków, którzy odczuwają ulgę, dowiedziawszy się o śmierci człowieka, od którego zależał ich dług. Kobieta najpierw czuje wstyd, ale zaraz potem wdzięczność Bogu, bo wiadomość przynosi im spokój i szansę na ocalenie od biedy. Scrooge chce zobaczyć śmierć „ściśle związaną z miłością”, więc Duch prowadzi go do domu Boba Cratchita. Rodzina siedzi przy pracy i czytaniu, ale panuje cicha, przygnębiona atmosfera. Matka wspomina Małego Tima, a Bob wraca do domu wzruszony i płacze. Wszyscy czule go otaczają, a później siadają razem przy kominku. Bob opowiada o życzliwości siostrzeńca Scrooge’a, który spotkał go na ulicy, współczuł mu i zaproponował pomoc. Rodzina mówi o Timie z miłością i przywiązaniem. Nad nimi „unosił się jak błogosławieństwo Boże duch maleńkiego Tima”.

Następnie Duch prowadzi Scrooge’a na cmentarz. Tam Scrooge widzi swój własny grób z napisem „Ebenezer Scrooge”. Przerażony pada na kolana i błaga, by dowiedzieć się, czy to obraz niezmienny, czy taki, który może się jeszcze odmienić. Przyrzeka, że odtąd będzie czcił święta Bożego Narodzenia i będzie żył inaczej. Chwyta dłoń Ducha, a wtedy widmo zmniejsza się i znika, zamieniając się w słupek jego własnego łóżka.

Scrooge budzi się we własnym pokoju i cieszy się, że ma czas, by naprawić swoje życie. Wstaje roztrzęsiony, płacze ze wzruszenia i dziękuje „Duchom trzech czasów”. Dostrzega, że wszystko jest na swoim miejscu, więc rozumie, iż nocna wizyta była prawdziwa. Przez okno widzi pogodny, mroźny poranek i pyta chłopca, jaki jest dzień. Słyszy odpowiedź: „Dzisiaj? Oczywiście Boże Narodzenie”.

Scrooge natychmiast postanawia zrobić coś dobrego. Każe kupić ogromnego indyka, który wciąż wisi w sklepowej wystawie, i posyła go Bobowi Cratchitowi. Potem wychodzi na ulicę, wita ludzi świątecznie, rozmawia uprzejmie z poważnym jegomościem z dnia poprzedniego i obiecuje mu znaczną pomoc pieniężną. Przechadza się po mieście, zagląda do ubogich mieszkań, obdarza ludzi życzliwością i po raz pierwszy czerpie przyjemność ze zwykłego spaceru.

Po południu odwiedza dom swego siostrzeńca Freda. Najpierw zagląda nieśmiało do jadalni, a potem wchodzi i prosi, by przyjęto go na obiad. Fred, jego żona, Topper i wszyscy goście witają go serdecznie. Scrooge czuje się tam jak w domu i przeżywa wieczór pełen życzliwości oraz radości.

Nazajutrz przychodzi wcześniej do kantoru niż zwykle i zastaje Boba Cratchita spóźnionego do pracy. Najpierw robi mu wymówkę, po czym niespodziewanie daje mu kuksańca i oznajmia, że podwyższa mu pensję. Bob jest oszołomiony, lecz Scrooge mówi mu z pełną powagą, że chce pomóc jego rodzinie i że omówią to przy szklance gorącego grogu. Dalej widać już tylko skutki tej przemiany: Scrooge staje się dobrym człowiekiem, przyjacielem i chlebodawcą, a Mały Tim – „który wcale nie umarł” – odtąd ma w nim drugiego ojca.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia