Wprowadzenie
Opowiadanie Marii Konopnickiej zaczyna się od obrazu biednej rodziny mieszkającej w ciasnej suterynie. Narrator, Wicek, wspomina stare łóżko, na którym razem z Felkiem i Piotrusiem sypiali we trzech. Pewnego dnia ojciec wraca z rzeki zły, bo kończy się robota przy żwirze, a szkapa ma odtąd wozić tylko piasek. W domu od razu czuć napięcie: matka choruje, ojciec jest przygnębiony, a dzieci rozumieją, że rodzina traci kolejne źródło utrzymania.
Ojciec zaczyna rozmawiać o sprzedaży rzeczy, które wydają się zbędne. Najpierw pada decyzja o łóżku. Chłopcy z łatwością zgadzają się spać na sienniku na ziemi, bo ojciec też sypia na podłodze. Kiedy jednak przychodzi handlarz, okazuje się, że łóżko nie ma już pełnej wartości: brakuje desek, bok się odrywa. Z każdym kolejnym przedmiotem cena spada. Sprzedane zostają łóżko, poduszka, a potem kołdra. Dzieci, zamiast rozpaczać, traktują wszystko jak przygodę. Wieczorem układają siennik w kącie za piecem i z zadowoleniem kładą się do spania.
Tego samego wieczoru ojciec przykrywa dzieci swoim granatowym płaszczem, żeby nie marzły. W izbie jest jeszcze ciepło od ognia, bo ojciec przyniósł koks. Nad ranem jednak robi się zimno, chłopcy kłócą się o płaszcz, a mały Piotruś budzi się i płacze. Matka, osłabiona chorobą, bierze go do siebie, żeby uspokoić całą trójkę. Wkrótce przychodzi handlarz znowu. Zaczyna oglądać następne sprzęty, a ojciec sprzedaje kolejno szafę i potem krzesła. Po wyniesieniu szafy chłopcy odkrywają w kącie różne drobiazgi i robią z tego zabawę. W pustym miejscu po szafie ojciec wiesza matczyne suknie, żeby jakoś zakryć biel ściany.
Matka potrzebuje coraz lepszego jedzenia, więc narrator chodzi do rzeźnika po mięso i do apteki po lekarstwa. Handlarz staje się stałym gościem domu, a chłopcy pomagają przy wynoszeniu rzeczy. Z radością przenoszą na głowach krzesła przez ulicę, a Felek woła: „Na bok! Na bok!”. W domu zaczynają się rozmowy o sprzedaży kolejnych sprzętów. Felek proponuje nawet garnek żelazny, balię czy zegar, ale inni protestują. Dla matki i narratora wiele rzeczy ma wartość nie tylko użytkową, lecz także sentymentalną. Szczególnie ważne okazują się rondel, moździerz i żelazko – przedmioty prawie świąteczne, długo oszczędzane i szanowane.
W domu trwa walka o przetrwanie. Sprzedawane są też kości, a z nich ojciec gotuje krupnik. Matka choruje coraz bardziej. W takich warunkach narrator widzi, że wszystko, co kiedyś wydawało się trwałe, może zniknąć. Nawet ojcowa harmonijka, ukryta w kuferku, staje się ważnym znakiem dawnego życia rodziny. Na razie jednak pozostaje jeszcze najważniejsza rzecz – szkapa, która ciągle pracuje i żywi domowników.