Prolog rozgrywa się w celi więźnia w klasztorze bazylianów w Wilnie, przerobionym na więzienie stanu. Widzimy więźnia śpiącego przy oknie. Pojawia się Anioł Stróż, który wspomina, że od dzieciństwa strzegły go modlitwy matki. Mówi o walce o jego duszę: raz bronił go przed złem, raz przybierał postać groźnego ducha, by go upominać. Gdy anioł odchodzi, budzi się Więzień. Rozmyśla o śnie, pamięci i marzeniu, odrzuca tłumaczenia „mędrców” i podkreśla tajemniczość życia duszy. Pojawiają się duchy nocy: jedne chcą go uśpić i skłonić ku rozpaczy, inne obiecują wolność. Więzień zapisuje na ścianie imię Gustaw i dopisuje: „CONRADUS”, co oznacza przemianę z dawnej, osobistej miłości w nową tożsamość poety i patrioty. Na końcu duch mówi o sile myśli, która może podnosić i obalać trony.
W Akcie I, scenie I więźniowie wigilijnym wieczorem spotykają się w celi Konrada. Rozmawiają o wspólnym losie, o śledztwie i o represjach senatora Nowosilcowa. Tomasz wyjaśnia, że śledztwo ma charakter polityczny i że władza chce zniszczyć młodzież oraz narodowość polską. Mówi też o swoim głodzeniu w więzieniu. Inni więźniowie opowiadają dowcipnie o ciężkich warunkach, ale zarazem o przywiązaniu do siebie. Pojawia się Jan Sobolewski i opowiada o wywożeniu studentów na Sybir: widział kibitki, dzieci zakute w łańcuchy, wywóz młodego Janczewskiego i skatowanego Wasilewskiego. Szczególnie ważny jest okrzyk więźnia: „Jeszcze Polska nie zginęła”, zapamiętany przez Jana jako znak odwagi. W dalszej części więźniowie wspominają przyjaciół, śpiewają, żartują, ale nad całym spotkaniem ciąży cierpienie i niepewność.
Najważniejszym wydarzeniem tego aktu jest Wielka Improwizacja. Konrad zostaje sam i zwraca się do Boga jako poeta, który czuje w sobie moc twórczą i siłę większą niż inni ludzie. Mówi, że jego pieśń obejmuje całe narody i że kocha „cały naród”. Żąda od Boga „rządu dusz”, czyli władzy nad ludźmi, aby móc uszczęśliwić ojczyznę. Jednocześnie oskarża Boga o to, że rządzi światem samą mądrością, bez serca i miłości. W uniesieniu graniczącym z bluźnierstwem wyzywa Go na walkę. Gdy chce wypowiedzieć ostatnie oskarżenie, pada słowo „Carem”, po czym Konrad omdlewa. Następnie przychodzą duchy zła i dobra, a do celi wchodzą ksiądz Piotr i inni. Ostatecznie ksiądz odprawia modlitwę nad Konradem, a chóry aniołów mówią o pokorze i miłości do prostych ludzi. W sąsiedniej scenie pojawia się widzenie Ewy, młodej dziewczyny modlącej się w domu pod Lwowem, oraz widzenie księdza Piotra, który ogląda przyszłe cierpienia Polski i zapowiada wybawiciela narodowego, „czterdzieści i cztery”. Akt I kończy scena w domu Senatora i scena balu warszawskiego, które pokazują obłudę i przemoc świata urzędniczego, przeciwstawionego cierpiącemu narodowi.