lektury on-line

Kategorie

„Sonety krymskie” – Czatyrdah, droga nad przepaścią, ruiny i Ajudah

„Sonety krymskie” – kolejne obrazy Krymu

W tej części cyklu pojawiają się następne krajobrazy i sceny wędrówki, oglądane najczęściej oczami Mirzy i Pielgrzyma. Utwory budują serię obrazów gór, przepaści, ruin i morza, a obok opisu przyrody wraca też myśl o przemijaniu, pamięci oraz tęsknocie.

Czatyrdah przedstawia górę jako potężny, nieruchomy punkt krajobrazu. Mirza zwraca się do niej z podziwem i nazywa ją między innymi „maszcie krymskiego statku” oraz „minarecie świata”. Czatyrdah jawi się jako góra wyniesiona ponad otoczenie, stojąca „pod bramą niebios”, obrośnięta lasem i otoczona chmurami. Jest niewzruszona wobec zmian i nieszczęść ludzi – niezależnie od upału, mgły, szarańczy czy napaści „giaurów” pozostaje spokojna i milcząca. W końcowych wersach pojawia się myśl, że góra słucha tylko tego, „co mówi Bóg do przyrodzenia”.

Pielgrzym przynosi ton osobistej tęsknoty. Podmiot liryczny patrzy na Krym jak na krainę pełną bogactwa i piękna: ma nad głową jasne niebo, obok „piękne lice” natury, a jednak serce ucieka mu ku dalekiej ojczyźnie. Zestawia uroki Krymu z Litwą: wspomina „szumiące lasy”, „słowiki Bajdaru”, „Salhiry dziewice”, a nawet skromne litewskie trzęsawice, które wspomina milej niż egzotyczne owoce. Najważniejsze jest jednak pytanie, dlaczego myśli wciąż biegną do ukochanej z dawnych lat, pozostawionej w rodzinnej okolicy. Końcowe wersy podkreślają rozdzielenie kochanków i niepewność, czy ona pamięta o dawnym uczuciu.

Droga nad przepaścią w Czufut-Kale pokazuje niebezpieczną jazdę po stromym szlaku. Mirza ostrzega, by zmówić pacierz, opuścić wodze i nie patrzeć w otchłań, bo jeździec musi tu całkowicie zaufać koniowi. Koń staje przy skraju przepaści, rozmierza wzrokiem głębię i zawisa nad nią, a Mirza przestrzega przed spojrzeniem i samym myśleniem o otchłani, którą porównuje do studni i do bezdennego morza chaosu. Pielgrzym jednak spogląda w dół i oznajmia, że zobaczył coś, czego nie da się opowiedzieć żyjącym – może to wyjaśnić dopiero „po śmierci”.

Góra Kikineis rozwija obraz przepaści i przestworu. Mirza każe patrzeć w dół, gdzie „niebiosa leżące na dole” okazują się morzem. W fali i chmurach rozpoznaje niezwykłe kształty: „ptak–góra” przypomina okręt lub wyspę śniegu, chmura wygląda jak żeglująca wyspa, a na jej czole błyska piorun. Mirza znów ostrzega przed otchłanią, ale trzeba przejechać przez wąwóz w pełnym pędzie konia. Zapowiada też próbę skoku: on sam ruszy pierwszy, a towarzysz ma czekać z biczem i ostrogą. Jeśli Mirza zniknie, należy patrzeć na skały: błysk pióra będzie znakiem, że to jego kołpak; jeśli nie, droga okaże się nieprzejezdna dla ludzi.

Ruiny zamku w Bałakławie przenoszą uwagę z natury na ślady dawnych dziejów. Połamane zamki, które kiedyś zdobiły i chroniły Krym, dziś stoją jak „czaszki olbrzymie”. W ich wnętrzu mieszka już tylko gad albo ktoś gorszy od gada. Podmiot wspina się na wieżycę i szuka śladów herbów, napisów oraz imion bohaterów, które przypominają dawne wojenne czasy. W ruinach widać także różne kultury: Grek wykuwał ozdoby, Italczyk walczył z Mongołami, a przybylec z Mekki śpiewał pieśń namaza. Dziś nad grobami krążą sępy, a z baszt wiecznie powiewają chorągwie żałoby. Ruina staje się znakiem zaniku dawnych potęg i pamięci, która ledwie trwa w napisach.

Ajudah kończy ten fragment obrazem morza obserwowanego z góry. Podmiot lubi patrzeć ze skały Judahu na fale, które raz tworzą czarne szeregi, raz przypominają srebrny śnieg w tęczach. Morze rozbija się o mieliznę, potem znów atakuje ląd i cofa się, jak potężne wojsko lub wieloryby. Z tej obserwacji rodzi się porównanie do losu młodego poety: namiętność burzy w nim groźne niepokoje, ale gdy bierze do ręki bardon, burza ustępuje. Zostają po niej tylko pieśni, które nie przepadną, lecz staną się ozdobą skroni poety, utrwaloną przez wieki.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia