lektury on-line

Kategorie

Od fontanny haremu do Ałuszty w nocy

W tym fragmencie pojawiają się kolejne obrazy Krymu: ruiny, groby, nocne miasto, górskie drogi oraz nadmorskie pejzaże. Utwór rozpoczyna się od obrazu fontanny haremu, która „dotąd stoi cało” i „perłowe łzy sącząc” woła w pustyni do dawnych wartości: „Gdzież jesteś, o miłości, potęgo i chwało!”. Podmiot podkreśla przemijanie świetności: to, co miało trwać wiecznie, przeminęło, a ocalało tylko źródło. Jest to punkt wyjścia do kolejnego obrazu – Bakczysaraju nocą.

W sonetach poświęconych Bakczysarajowi nocnego krajobrazu nie opisuje się już przez pryzmat dworu, lecz przez ciszę po modlitwie i zmierzch. Pobożni mieszkańcy rozchodzą się z dżamidów, głos izanu cichnie wieczorem, a zorza zawstydza się i gaśnie. Nad miastem wznosi się „srébrny król nocy”, który „dąży spocząć przy kochance”. Nocne niebo zostaje porównane do haremu: gwiazdy błyszczą jak „wieczne gwiazd kagańce”, a obłok płynie po błękitnym przestworzu „jak senny łabędź na jeziorze”. W krajobrazie widać cień minaretu i cyprysa, dalej czernią się granitowe skały „jak szatany” siedzące pod namiotem ciemności. Z ich szczytu co jakiś czas wybucha błyskawica i przelatuje przez milczące pustynie.

Kolejny obraz to Grób Potockiej. Podmiot zwraca się do zmarłej młodej kobiety i wspomina, że „w kraju wiosny, pomiędzy rozkosznemi sady, / Uwiędłaś, młoda różo!”. Jej życie porównane jest do chwili, która przeminęła jak „złote motyle”, zostawiając w sercu jedynie pamiątkę. Mówiący spogląda ku północy, ku Polsce, i zastanawia się, dlaczego na tej drodze świeci tyle gwiazd. Pyta, czy spojrzenie zmarłej, pełne ognia, nie wypaliło w niebie jasnych śladów, zanim zgasła w mogile. W końcowych wersach pojawia się wyraźne wyznanie: podmiot także chce zakończyć dni w samotnej żałobie, prosi, by przyjacielska dłoń rzuciła mu garstkę ziemi. Wyobraża sobie, że podróżni będą rozmawiać przy grobie Potockiej, a dźwięk rodzimej mowy obudzi w nim pamięć; wtedy wieszcz, myśląc o niej samotną piosnkę, ujrzy bliską mogiłę i zaśpiewa także o sobie.

Następny utwór, Mogiły Haremu, prowadzi do ruin pochówków dawnych kobiet z haremu. Mirza zwraca się do Pielgrzyma i tłumaczy, że tutaj „z winnicy miłości” wzięto niedojrzałe grona „na stół Allaha”, a „perełki Wschodu” porwała przedwcześnie trumna – nazwana „konchą wieczności” – i ukryła w mrocznym wnętrzu. Nad mogiłami spoczywa zasłona niepamięci i czasu, a turban błyszczy jak znak dawnej wojskowej potęgi cieni. Na grobach ledwie zostały wyryte imiona, usunięte przez ludzką rękę. Mirza mówi o „różach edeńskich”, które rozkwitły i przekwitły w ukryciu, poza wzrokiem niewiernego człowieka. Teraz jednak cudzoziemiec zagląda do tych grobów i plami je swoim spojrzeniem, lecz Mirza pozwala mu na to, ufając, że tylko on jeden patrzy ze łzami.

W Bajdarach obraz zmienia się w gwałtowną jazdę. Podmiot wypuszcza konia na wiatr i zadaje mu razy, mknąc przez lasy, doliny i głazy. Wszystko przesuwa się pod nogami i ginie „jak fale potoku”. Podmiot chce odurzyć się i upić tym ruchem obrazów. Gdy spieniony rumak nie słucha rozkazów, a świat traci barwy pod całunem mroku, w oczach jeźdźca pojawiają się majaki lasów, dolin i skał „jak w rozbitem zwierciedle”. Ziemia śpi, lecz on nie może zasnąć. Zamiast spokoju wybiera następny żywioł – skacze ku morskim falom, gdzie czarny bałwan pędzi z hukiem na brzeg. Nad głową pęka fala, chaos otacza go ze wszystkich stron, a on czeka, aż myśl, „jak łódka wirami kręcona”, zbłąka się i na chwilę pogrąży w niepamięci.

Potem pojawia się Ałuszta w dzień. Poranek odsłania górę, która zrzuca z piersi mgły, a niwa szumi „rannym namazem”. Las kłania się i sypie z „majowego włosa” rubiny i granaty, porównane do paciorków różańca chalifów. Łąka jest pełna kwiatów, a nad nią unoszą się latające kwiaty – motyle, „niby tęczy kosa” – które przykrywają niebiosa baldachimem z brylantów. Dalej ciągnie szarańcza, opisana jako „całun skrzydlaty”. Przy skałach odbijających się w wodzie morze wrze i odparte powraca ze zdwojoną siłą, a w jego szumie gra światło, zwiastując burzę. Mimo to na głębinie fala kołysze się lekko, a w niej kąpią się floty i stada łabędzi.

Ostatni w tym fragmencie jest obraz Ałuszty w nocy. Wiatry rzeźwią się i gasną dzienne upały, a na barki Czatyrdahu spada „lampa światów”, rozbija się, rozlewa szkarłaty i gaśnie. Błędny pielgrzym patrzy i słucha: góry ciemnieją, w dolinach zapada głucha noc, a źródła szemrzą jak przez sen. Powietrze, pełne woni, przemawia do serca tajemnym głosem. Podmiot usypia „pod skrzydłami ciszy i ciemnoty”, lecz nagle budzą go błyski meteoru; niebo, ziemia i góry zalewa „potop złoty”. Noc wschodnia zostaje porównana do odaliski, która pieszczotami usypia, a potem niespodziewanie rozbudza blaskiem i ruchem.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia