lektury on-line

Kategorie

Kowal, wójtowa i wyjście w świat

Po odejściu ze szkoły Antek nadal mało pomagał w gospodarstwie, ale dużo strugał i rzeźbił. W końcu kum Andrzej wyrobił mu miejsce u kowala w innej wsi. Chłopiec został przyjęty na sześć lat bez zapłaty. Pierwsza noc była dla niego ciężka: spał w stodole, a inni chłopcy odebrali mu kolację i dali parę razów. Następnego ranka w kuźni obudził się w nim jednak zachwyt nad nową pracą. Dźwięk młotów, ogień i miechy porwały go, choć sam stale myślał o wiatrakach.

Kowal nie był dobrym majstrem. Dbał raczej o to, by terminatorzy nie wyuczyli się zbyt szybko, a większość czasu spędzał z sołtysem w karczmie na piciu. Gdy któregoś dnia majster i sołtys wyszli, do kuźni przyszedł chłop z koniem do okucia. Terminatorzy nie umieli mu pomóc, więc Antek sam zgłosił się do roboty. Ku zdumieniu wszystkich odkuł kilka gwoździ i podkowę. Kowal, dowiedziawszy się o tym, uznał, że chłopak jest zbyt bystry, by trzymać go w kuźni, i kazał go przenieść do gospodarstwa. Po pewnym czasie Antek uciekł z terminu i wrócił do domu.

W domu nadal wyrabiał wiatraki, chaty, skrzynki, świętych i fajki. Jego wyroby zaczęły kupować okoliczne osoby za pośrednictwem Mordki szynkarza. Chłopiec wyrósł, zyskał siłę i zręczność, a kobiety zaczęły mówić, że jest ładny. On sam nie zwracał na nie uwagi – ważniejsze były dla niego pilnik i dłutko. W tym czasie wójt, stary wdowiec, ożenił się z młodą, piękną i bogatą kobietą z drugiej strony Wisły. Wójtowa szybko stała się osobą podziwianą we wsi, bo odwiedzali ją strażnik, pisarz, nauczyciel i inni goście.

Podczas jednej niedzielnej sumy Antek zobaczył w kościele wójtową. Gdy pochyliła się nad nim i oparła mu rękę na ramieniu, chłopiec oniemiał. Jej spojrzenie wydało mu się czymś niezwykłym i od tej chwili zaczął o niej myśleć bez przerwy. Po powrocie do domu poszedł na wzgórze i patrząc na wójtowską chatę, po raz pierwszy poczuł wyraźnie własną nędzę. Zakochał się, choć nie umiał tego nazwać. Od tej pory co niedzielę chodził do kościoła, licząc na kolejne spotkanie, ale wójtowa częściej spoglądała już na gorzelnika z trzeciej wsi.

Antek postanowił zrobić dla niej piękny drewniany krzyżyk. Gdy jednak wybuchła powódź Wisły i zniszczyła pola, sytuacja rodziny stała się jeszcze gorsza. Matka nie miała za co utrzymać domu, a chłopiec, niechętny do zwykłej pracy, był dla niej ciężarem. Andrzej zaczął nalegać, by poszedł w świat. Antek zrobił więc krzyżyk, ale nie miał odwagi wręczyć go wójtowej. W końcu zdecydowano, że musi odejść, bo matka nie zdoła go dłużej wyżywić.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia