lektury on-line

Kategorie

Śmierć Rozalii i pierwsza nauka w szkole

Wkrótce wydarzyła się tragedia w domu Antka. Ośmioletnia Rozalia ciężko zachorowała. Matka próbowała ją leczyć po swojemu: szturchała ją, nacierała octem, poiła wódką z piołunem, a potem sprowadziła znachorkę Grzegorzową. Baba poradziła, by rozpalić w piecu i włożyć chorą na sosnową deskę do rozgrzanego pieca „na trzy zdrowaśki”. Rozalia zaczęła krzyczeć i bronić się, a Antek płakał i błagał matkę, żeby jej nie krzywdzono. Nie pomógł jednak, został tylko uderzony. Dziewczynka zmarła wskutek tego „leczenia”.

Została pochowana na wiejskim cmentarzu. Antek, idąc za trumną, myślał, że siostrze musi być źle, skoro trumna przechyla się na bok. Po pogrzebie życie we wsi toczyło się dalej, a o Rozalii szybko zapomniano. W zimie dzieci chodziły do szkoły, więc matka postanowiła posłać tam także Antka. Zapłaciła czterdzieści groszy nauczycielowi i oddała chłopca pod opiekę „profesorowi”.

Szkoła była uboga i zimna. W izbie siedziały dzieci, nauczyciel chodził w kożuchu i baraniej czapce, a w kątach panował mróz. Antek usiadł między dziećmi nieznającymi liter i od razu chciał się odznaczyć. Nauczyciel pokazał pierwszą literę „A”, potem „B”. Chłopiec nie zrozumiał, dlaczego znak na tablicy ma oznaczać „be”, i beknął jak cielę, za co dostał „na rozgrzewkę” od starszych uczniów. Gdy nauczyciel sprawdzał wiadomości, Antek odpowiedział tylko przy pierwszej literze, więc znowu został ukarany.

W kolejnych dniach dzieci z najniższego oddziału uczyły się stale tych samych liter, a potem pomagały gospodyni w kuchni i na podwórzu. Antek wracał do domu pobity, ale matka nie robiła z tego wielkiej sprawy, mówiąc, że to dopiero początek. Chłopiec jednak nie widział w szkole niczego, co przypominałoby jego ukochane wiatraki. Gdy nauczyciel tłumaczył znaczenie wyrazu „dom”, Antek uznał, że to łgarstwo, bo na tablicy nie było żadnej chałupy. To zdenerwowało nauczyciela i chłopiec dostał kolejną karę.

Po dwóch miesiącach nauczyciel przyszedł po pieniądze. Gdy wdowa wyznała, że nie ma czym płacić, uznał, że Antek nie ma po co dalej chodzić do szkoły. Chłopiec powiedział wtedy, że w szkole nauczył się tylko skrobać kartofle, dawać jeść świniom i czyścić buty nauczycielowi, a z nauki nic nie rozumiał. Najważniejsze było dla niego nadal to samo: „poślijcie mnie już tam, gdzie uczą budować wiatraki”.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia