Świtezianka opowiada o nocnych spotkaniach młodego strzelca z tajemniczą dziewczyną nad brzegiem Świtezi. Chłopiec przynosi jej kwiaty, ona daje mu maliny. Prosi ją, by wyznała, skąd przychodzi i gdzie mieszka, lecz dziewczyna ostrzega go, że nie ufa „słowiczym wdziękom w mężczyzny głosie”, bo boi się obłudy. Strzelec przysięga przy księżycu, że będzie wierny, lecz po odejściu dziewczyny spotyka inną, piękną istotę z jeziora. Ta kusi go obrazem wspólnego życia w wodzie, w srebrnej topieli. Strzelec zapomina o wcześniejszej przysiędze i podąża za nową zjawą coraz dalej w jezioro. Gdy odkrywa, że zwodziła go dziewczyna spod lasku, słyszy wyrzut: złamał przysięgę, więc czeka go kara. Woda burzy się, „otwiera paszczę otchłań podwodna” i oboje giną. Na końcu nad Świtezią błądzą tylko cienie kochanków: ona po srebrnym jeziorze, on pod modrzewiem. Ballada pokazuje karę za nielojalność i złamanie słowa.
Rybka zaczyna się od skargi opuszczonej dziewczyny, która biegnie od dworu ku jezioru. Zdradzona przez pana, który przyrzekał jej ślub, a teraz bierze księżnę za żonę, prosi Świtezianki, by przyjęły ją do wody, choć żal jej maleńkiego dziecka. Skacze do jeziora, a w tym czasie w dworze trwa wesele. W lesie słychać jednak płacz dziecka. Wierny sługa niesie niemowlę ku wodzie i woła o matkę. W odpowiedzi z jeziora odzywa się głos Krysi: mówi, że jest pod zimnym żwirem, a jej pokarmem są „koralki, muszki”, lecz wciąż wychodzi, by nakarmić dziecko. Wieczorem i rano pojawia się jako rybka, która po chwili zrzuca łuskę i przeobraża się w dziewicę, bierze dziecko na ręce i śpiewa: „Luli, mój maleńki, luli”. Gdy dziecko uspokaja się, znowu pokrywają ją łuski i znika pod wodą. Tak mija czas aż do dnia, gdy sługa nie może jej już spotkać. Następuje katastrofa: rzeczka wysycha, nie ma ani pani, ani pana, a na brzegu stoi głaz podobny do dwóch ciał. Sługa domyśla się prawdy, zabiera dziecko i wraca do domu. Ballada łączy motyw zdrady z karą i cudowną opieką nad dzieckiem.
Powrót taty ukazuje prosty, religijny obraz zagrożenia i ocalenia. Dzieci z matką czekają na ojca-kupca, który nie wraca, bo na drodze są „zbójcy”. Matka prosi dzieci, aby poszły za miasto i modliły się przed cudownym obrazem. Dzieci odmawiają pacierze, litanię i proszą Matkę Boską o ratunek dla taty. Wkrótce słychać turkot wozu i wraca kupiec. Radość jednak trwa krótko, bo na drodze pojawia się dwunastu zbójców. Ojciec błaga, by darowali mu życie dla dzieci i żony. Starszy zbójca zatrzymuje napad i puszcza rodzinę wolno. Wyjaśnia potem, że chciałby ich napadać, lecz widok dzieci modlących się o ojca wzbudził w nim litość, bo sam ma żonę i małego synka. Prosi też dzieci, by czasem modliły się za jego duszę. Ballada kończy się moralnym zwycięstwem modlitwy i współczucia.