Na początku utworu podmiot ogłasza, że daje pieśni „wszyscy darmo miejcie”, a więc bez oczekiwania zapłaty. W pierwszej pieśni przeciwstawia bogactwo cnocie. Pokazuje, że nawet gdyby ktoś posiadał całe złoto, budował pałace i miał wszelkie dobra, nie uchroni się ani przed trwogą, ani przed śmiercią. Lepiej więc żyć skromnie, jak prosty lud, niż ufać majątkowi. Podmiot podkreśla, że prawdziwy porządek opiera się na dobrych obyczajach, a nie na samych prawach. Piętnuje też chciwość, występek i odziedziczone po ojcach nieprawości. Wskazuje, że bogactwo zdobyte niesprawiedliwie nie daje trwałego pożytku, bo wszystko może przepaść.
W pieśni drugiej obraz wiosny prowadzi do refleksji o radości. Świat budzi się do życia: topnieją lody, płyną statki, śpiewają ptaki i zielenią się łąki. Jednak prawdziwe wesele nie zależy od pory roku ani od zabaw, lecz od czystego sumienia. Człowiek spokojny wewnętrznie cieszy się nawet prostym posiłkiem i zwykłym napojem. Natomiast ten, kogo dręczy ukryta wina, nie potrafi korzystać z żadnej przyjemności. Podmiot zachęca, by nie gardzić jego skromnym „chłodnikiem chróścianym” i by być razem zarówno „z trzeźwym i z pijanym”.
W pieśni trzeciej zwraca się do dzbana z winem. Prosi, aby napój towarzyszył ludziom w płaczu, żartach, wojnach, miłości i śnie. Przypomina, że nawet filozofowie pili wino i nie tracili rozumu. Wino rozluźnia, ujawnia tajemnice, pociesza smutnych i dodaje odwagi ubogim. Pieśń kończy się wezwaniem, by dzban trwał mocno przez całą noc, aż nadejdzie dzień.
Pieśń czwarta mówi o miłości. Podmiot twierdzi, że został ugodzony przez „złotą strzałę” Miłości, ale nie czuje troski, tylko radość. Służba takiej miłości nie jest niewolą, jeśli kieruje nią wdzięczność i piękno osoby ukochanej. Podmiot życzy sobie trwałości tej łaski i pragnie, by wdzięczna twarz nie znała odmiany.
W piątej pieśni Kochanowski znów stawia na umiar. Kto ma tyle chleba, ile trzeba, nie musi troszczyć się o wielkie dochody, wsie i miasta. Prawdziwym panem jest ten, kto przestaje na swoim. Chciwość jest trudna do pokonania, a śmierć i tak zabiera bogatych i biednych jednakowo. Podmiot zauważa jednak, że ludzie wciąż pragną złota, choć po śmierci wszystko zostaje innym, a zgromadzony majątek przechodzi w obce ręce.
W pieśni szóstej pojawia się scena rozstania kobiety z ojcem. Podmiot zwraca się do niej z bólem, ale nie chce zatrzymywać jej wbrew woli. Ostrzega ją jednak przed niebezpieczeństwami morza i wiatru. W długim obrazie przywołana zostaje Europa porwana przez wołu – bohaterka przebywa drogę przez wzburzone morze, przerażona i płacząca. Gdy dociera na Kretę, żałuje swej lekkomyślności i prosi, by raczej zginąć niż żyć w hańbie. Ojciec odpowiada surowo, nakazując jej nie wybierać śmierci z powodu nieposłuszeństwa.
Pieśń siódma również dotyczy rozłąki. Podmiot mówi, że trzeba się rozjechać i na czas nieobecności porzucić wesela oraz lutnie. Smutek towarzyszy oddaleniu ukochanej. Jej twarz porównuje do zarzy nad morzem, która rozjaśnia noc. Podmiot zazdrości lasom i skałom tego, że zobaczą ją w drodze. Zostaje mu jedynie nadzieja, bo „w nadzieję ludzie orzą i w nadzieję sieją”.
W pieśni ósmej podmiot zwraca się do nieobecnej osoby i wyznaje, że należała do niego, a teraz utracił ją z woli Boga. Chwali jej urodę i szlachetność duszy. Porównuje swoje położenie do żeglarza na błędnym morzu, którego niosą wiatry. Mimo niepewności pozostaje mu nadzieja, która „świat mi słodzi”.
Pieśń dziewiąta jest programem życia opartego na umiarze i zgodzie na los. Podmiot zachęca, by korzystać z dobrego wina, muzyki i chwili obecnej, bo nikt nie wie, co przyniesie jutro. Fortuna zmienia ludzkie położenie, a rozum nie ogarnie wszystkiego. Trzeba umieć znosić szczęście i nieszczęście, nie wynosić się i nie załamywać. Podmiot wybiera bezpieczny spokój zamiast ryzykownego bogactwa.
W pieśni dziesiątej narrator jakby wznosi się ponad świat i widzi go z góry. Opisuje niebo, słońce i wieczną pogodę, po czym wymienia dawnych władców i bohaterów polskich dziejów: Lecha, Krok, Wandę, Przemysła, Piasta, Ziemowita, Miecława, Bolesławów, Leszków, Jagiełłę, Kazimierza, Władysława, Olbrachta, Aleksandra i Zygmunta. Część ta ma charakter pochwały władców i całej ojczyzny. Kończy się prośbą, by panujący obecnie był zdrowy i szczęśliwy oraz nie oddawał powierzonego państwa, dopóki nie dożyje sędziwego wieku.
W pieśni jedenastej pojawia się obraz lękliwej dziewczyny, porównanej do sarneczki szukającej matki. Podmiot uspokaja ją, mówiąc, że nie chce jej skrzywdzić jak drapieżnik. Jednocześnie przypomina, że powinna przestać chodzić za matką i może już nadaje się do małżeństwa.
W pieśni dwunastej podmiot żali się po utracie tego, co sam pielęgnował. Porównuje swój wysiłek do pielęgnowania winnicy: grodził ją, podlewał i osłaniał, lecz gdy nadszedł czas radości, ktoś inny zebrał owoce. Ból jest tym większy, że nie korzysta z tego ten, kto pracował. Podmiot wyraża rozgoryczenie i bezsilność.
Pieśń trzynasta przedstawia nocny obóz i pochwałę wojennego powodzenia. Podmiot wspomina o zwycięstwach nad wrogiem i pyta, czy potomkowie dawnych ojców nie wyrodzili się. Zauważa, że pokój usypia ludzi, a mimo większego dostatku i wyższych stołów granice nadal są zagrożone. Ostrzega więc przed zgnuśnieniem w czasie pokoju.
W pieśni czternastej wraca motyw zimy. Śnieg bieli góry, wiatry wieją z północy, jeziora zamarzają, a żurawie odlatują. Człowiek powinien zadbać o to, co ma teraz – o drewno do komina i wino na stół – natomiast przyszłość zostawić Bogu. Podmiot podkreśla, że nikt nie zna dalszych przypadków, a młodość nie wraca.
Pieśń piętnasta przynosi skargę na zmienność kobiety, która odwraca się od podmiotu bez wyraźnej przyczyny. Dawniej uchodził za szczęśliwego i miał nadzieję na wzajemność, teraz jednak wszystko utracił. Radzi ukochanej, by umiała rozpoznać przyjaciela i nie ufała tylko gładkim słowom. Sam gotów jest być wiernym przyjacielem, choć woli, by to ona płakała nad jego grobem.
W pieśni szesnastej podmiot przypomina o hierarchii świata: królowie mają władzę nad poddanymi, ale sami podlegają Bogu. Nie wszyscy rodzą się z tym samym szczęściem, lecz śmierć wszystkich zrównuje. Bogactwo, dostatnie stoły i wygody nie pomagają temu, kto całe życie żyje pod groźbą śmierci. Spokój daje tylko ten, kto umie miarkować chciwość i przestaje na tym, co ma.